Link do książki Ciemniejsza strona Greya

 

 

http://fraktalla.com/ksiazka/James-E-L/Ciemniejsza-strona-Greya,58711302329KS

 

 

Z angielskiego przełożyła

Monika Wiśniewska

fragment

 

Prolog

On tu wrócił. Mamusia śpi albo jest znowu chora.

Chowam się pod stołem w kuchni i zakrywam twarz.

Przez palce widzę mamusię. Śpi na kanapie. Jej dłoń leży

na lepkim zielonym dywaniku, a on ma na nogach te

swoje wielkie buciory z błyszczącą sprzączką. Stoi nad

mamusią i krzyczy.

Uderza mamusię pasem. „Wstawaj! Wstawaj! Ty popierdolona

dziwko. Ty popierdolona dziwko. Ty popierdolona

dziwko. Ty popierdolona dziwko. Ty popierdolona

dziwko. Ty popierdolona dziwko”.

Mamusia chyba płacze. „Przestań. Proszę, przestań”.

Mamusia nie krzyczy. Mamusia zwija się w kłębek.

Zasłaniam uszy i zaciskam powieki. Już nic nie słyszę.

On się odwraca i widzę jego buty, gdy wchodzi do

kuchni. W ręce trzyma pasek. Szuka mnie.

Przykuca i uśmiecha się szeroko. Paskudnie śmierdzi.

Papierosami i wódką. „Tu jesteś, gówniarzu”.

Budzi go mrożące krew w żyłach zawodzenie. Chryste!

Jest cały spocony i serce wali mu jak młotem. „Co się,

kurwa, dzieje?” Siada wyprostowany i chowa twarz w dłoniach.

„Kurwa. Wróciły. To ja wydawałem ten dźwięk”.

Bierze głęboki, uspokajający oddech, próbując wyrzucić

z pamięci smród taniego bourbona i cameli.

 

Rozdział pierwsz y

Przeżyłam Dzień Trzeci po Christianie i pierwszy

dzień w pracy. Przynajmniej miałam się czym

zająć. Nowe twarze, nowe obowiązki i pan Jack

Hyde. Pan Jack Hyde… opiera się właśnie o moje biurko.

Uśmiecha się, a w niebieskich oczach pojawia się błysk.

– D oskonała robota, Ano. Coś mi się zdaje, że świetny

z nas będzie team.

Jakimś cudem udaje mi się wygiąć usta w coś na

kształt uśmiechu.

– Będę się zbierać, jeśli nie masz nic przeciwko – bąkam.

– Jasne, jest piąta trzydzieści. Do zobaczenia jutro.

– Do zobaczenia.

Zakładam żakiet, biorę torebkę i opuszczam redakcję.

Gdy już otula mnie wieczorne powietrze Seattle, biorę

głęboki oddech. Niestety, nie wypełniam w ten sposób

próżni w klatce piersiowej, próżni, którą noszę w sobie

od sobotniego ranka, boleśnie przypominającej o tym, co

utraciłam. Z opuszczoną głową idę w stronę przystanku

autobusowego, patrząc pod nogi i dumając nad życiem

bez ukochanej Wandy, mojego starego garbusa… czy

audi.

Tę myśl natychmiast od siebie odsuwam. Nie. Nie

myśl o nim. Oczywiście, że stać mnie na samochód –

fajny i nowy. Podejrzewam, że podczas wypisywania

czeku Christian wykazał się przesadną hojnością. Myśl

ta pozostawia w mych ustach gorzki smak, ale ją także

12 E L James

odsuwam i z całych sił próbuję się cofnąć do stanu otępienia.

Nie mogę o nim myśleć. Nie chcę znowu się rozpłakać,

zwłaszcza na ulicy.

Mieszkanie jest puste. Tęsknię za Kate. Oczami wyobraźni

widzę, jak wyleguje się na plaży na Barbados,

sącząc zimny koktajl. Włączam telewizor, żeby jakieś

dźwięki wypełniły próżnię i zapewniły mi coś na kształt

towarzystwa, ale nie słucham ani nie oglądam. Siedzę

i niewidzącym wzrokiem wpatruję się w ścianę. Jestem

odrętwiała. Nie czuję nic prócz bólu. Jak długo będę

musiała przez to przechodzić?

Z tych pełnych udręki myśli wyrywa mnie dzwonek

domofonu. Serce na chwilę mi zamiera. Kto to może być?

Wciskam guzik.

– Przesyłka dla panny Steele – rozbrzmiewa znudzony

głos, a mnie zalewa fala rozczarowania. Apatycznie

schodzę na dół. O drzwi wejściowe opiera się młody

chłopak głośno żujący gumę. W objęciach piastuje duży

karton. Kwituję odbiór przesyłki i zabieram ją na górę.

Karton jest spory i zaskakująco lekki. W środku znajduję

dwa tuziny długich białych róż i kartkę.

Gratulacje z okazji pierwszego dnia w pracy.

Mam nadzieję, że się udał.

I dziękuję Ci za szybowiec.

Zajął honorowe miejsce na moim biurku.

Christian

Wpatruję się w tych kilka wydrukowanych linijek,

a otchłań w mojej piersi staje się jeszcze większa. Jak nic

wysłała to jego asystentka. Christian najpewniej mało

miał z tym wspólnego. To zbyt bolesne, żeby o tym myśleć.

Przyglądam się uważnie różom – są piękne i jakoś

nie mogę się przemóc, aby wyrzucić je do kosza. KieroCiemniejsza

strona Greya 13

wana poczuciem obowiązku udaję się do kuchni, aby poszukać

jakiegoś wazonu.

Wypracowuję pewien rytm: pobudka, praca, płacz,

sen. A przynajmniej próby zaśnięcia. Nawet w snach nie

jestem w stanie przed nim uciec. Szare płonące oczy, widoczne

w nich zagubienie, lśniące gęste włosy – wszystko

to bez końca mnie prześladuje. No i muzyka… tyle muzyki

– nie mogę jej znieść. Za wszelką cenę staram się jej

unikać. Nawet dżingle reklamowe sprawiają, że przechodzi

mnie dreszcz.

Z nikim nie rozmawiałam, nawet z mamą czy Rayem.

Czcza gadanina mnie teraz przerasta. Nie, nie mam na

to ochoty. Stałam się samotną wyspą. Spustoszoną wojną

ziemią, na której nic nie rośnie i gdzie horyzont jest nagi.

Tak, to ja. W pracy jakoś daję sobie radę, ale nic poza tym.

Jeśli porozmawiam z mamą, wiem, że spadnę jeszcze niżej

– a przecież znajduję się już na samym dnie.

Mam problem z jedzeniem. W środę w porze lunchu

cudem wmuszam w siebie jogurt. To moja pierwsza strawa

od piątku. Jakoś funkcjonuję dzięki nowo odkrytej

tolerancji wobec kawy latte i dietetycznej coli. Kofeina

dodaje mi sił, ale też czyni niespokojną.

Jack nabrał zwyczaju pochylać się nade mną, irytując

mnie tym, zadając pytania natury osobistej. Czego on

chce? Zachowuję się grzecznie, ale muszę trzymać go na

dystans.

Siadam i zabieram się za stos zaadresowanej do niego

korespondencji. Cieszę się z tej niewdzięcznej pracy,

gdyż dzięki niej mam zajęte myśli. Słyszę sygnał nadejścia

mejla i szybko zerkam na nadawcę.

A niech mnie. Mejl od Christiana. O nie, nie tutaj…

nie w pracy.

14 E L James

Nadawca: Christian Grey

Temat: Jutro

Data: 8 czerwca 2011, 14:05

Adresat: Anastasia Steele

Droga Anastasio,

Wybacz to nagabywanie w pracy. Mam nadzieję,

że dobrze Ci idzie. Dotarły do Ciebie

kwiaty?

Pamiętam, że jutro ma miejsce otwarcie wystawy

Twojego przyjaciela. Jestem pewny, że

nie miałaś czasu kupić samochodu, a to daleka

droga. Z największą chęcią Cię tam zawiozę –

jeśli tylko będziesz chciała.

Czekam na wiadomość.

Christian Grey

Prezes, Grey Enterprises Holdings, Inc.

W moich oczach wzbierają łzy. Zrywam się z krzesła

i pędzę do toalety, aby ukryć się w jednej z kabin. Wystawa

José. Zupełnie o niej zapomniałam, a przecież mu

obiecałam, że przyjadę. Cholera, Christian ma rację: jak

ja tam dotrę?

Czemu José nie zadzwonił? A skoro już o tym mowa,

to czemu nikt nie dzwoni? Byłam tak rozkojarzona, że

nawet nie zwróciłam uwagi na fakt, że mój telefon milczy.

Jasny gwint! Ależ ze mnie idiotka! Nie zmieniłam

przekierowania i wszystkie połączenia docierają do

Ciemniejsza strona Greya 15

BlackBerry. Cholera. To Christian odbiera moje telefony

– chyba że wyrzucił BlackBerry do kosza. A skąd ma mój

adres mejlowy?

Zna mój numer buta. Poznanie adresu mejlowego

raczej nie nastręcza mu wielu problemów.

Czy mogę się znowu z nim spotkać? Zniosłabym to?

Chcę go zobaczyć? Zamykam oczy i odchylam głowę,

a moje ciało przeszywa pożądanie. Oczywiście, że chcę.

Być może… być może jestem gotowa mu powiedzieć,

że zmieniłam zdanie… Nie, nie i jeszcze raz nie.

Nie mogę być z kimś, kto czerpie przyjemność z zadawania

mi bólu, z kimś, kto nie potrafi mnie kochać.

Przez moją głowę przemykają dręczące wspomnienia:

lot szybowcem, trzymanie się za ręce, pocałunki,

wanna, jego delikatność, poczucie humoru i mroczne,

seksowne spojrzenie. Tęsknię za nim. Minęło pięć dni,

pięć dni męczarni, które wydają się całą wiecznością.

Nocą zasypiam z płaczem, żałując, że odeszłam, żałując,

że on nie może być inny, żałując, że nie jesteśmy razem.

Jak długo będzie trwać ta udręka? Jestem w piekle.

Oplatam się ciasno ramionami, aby nie rozpaść się

na kawałki. Tęsknię za nim. Naprawdę tęsknię… Kocham

go. To proste.

Anastasio Steele, jesteś w pracy! Muszę być silna, ale

chcę jechać na wystawę José. Kryjąca się głęboko we mnie

masochistka pragnie zobaczyć się z Christianem. Biorę

głęboki oddech i wracam do biurka.

Nadawca: Anastasia Steele

Temat: Jutro

Data: 8 czerwca 2011, 14:25

Adresat: Christian Grey

16 E L James

Cześć, Christianie,

Dziękuję za kwiaty, są śliczne.

Tak, byłabym wdzięczna za podwiezienie.

Dziękuję.

Anastasia Steele

Asystentka Jacka Hyde’a, redaktora naczelnego

SIP

Sprawdziwszy telefon, stwierdzam, że połączenia rzeczywiście

nadal są przekazywane do BlackBerry. Jack jest na

spotkaniu, więc szybko wystukuję numer José.

– Cześć, José. Z tej strony Ana.

– Witaj, nieznajoma. – Głos ma taki ciepły i życzliwy,

że samo to niemal wystarcza, bym pod powiekami

znowu poczuła łzy.

– Nie mogę długo rozmawiać. O której mam jutro być?

– Jednak przyjedziesz? – Słychać, że jest podekscytowany.

– Naturalnie. – Uśmiecham się szczerze po raz

pierwszy od pięciu dni.

– O wpół do ósmej.

– No to do jutra. Pa, José.

– Pa, Ano.

Nadawca: Christian Grey

Temat: Jutro

Data: 8 czerwca 2011, 14:27

Adresat: Anastasia Steele

Ciemniejsza strona Greya 17

Droga Anastasio,

O której mam po Ciebie przyjechać?

Christian Grey

Prezes, Grey Enterprises Holdings, Inc.

Nadawca: Anastasia Steele

Temat: Jutro

Data: 8 czerwca 2011, 14:32

Adresat: Christian Grey

Wernisaż José zaczyna się o 19:30. Którą godzinę

proponujesz?

Anastasia Steele

Asystentka Jacka Hyde’a, redaktora naczelnego

SIP

Nadawca: Christian Grey

Temat: Jutro

Data: 8 czerwca 2011, 14:34

Adresat: Anastasia Steele

Droga Anastasio,

Do Portland jest kawałek drogi. Będę po Ciebie

o 17:45.

Czekam z niecierpliwością na nasze spotkanie.

18 E L James

Christian Grey

Prezes, Grey Enterprises Holdings, Inc.

Nadawca: Anastasia Steele

Temat: Jutro

Data: 8 czerwca 2011, 14:38

Adresat: Christian Grey

W takim razie do zobaczenia.

Anastasia Steele

Asystentka Jacka Hyde’a, redaktora naczelnego

SIP

O rety. Spotkam się z Christianem. Po raz pierwszy

od pięciu dni notuję minimalną poprawę nastroju. I zastanawiam

się, co u niego.

Tęskni za mną? Prawdopodobnie nie tak, jak ja za

nim. Znalazł sobie nową uległą? Ta myśl jest tak bolesna,

że natychmiast ją od siebie odsuwam. Spoglądam na

stos korespondencji Jacka i biorę się za jej sortowanie,

próbując jednocześnie po raz kolejny wyrzucić Christiana

z myśli.

Tego wieczoru przed zaśnięciem przekręcam się bez

końca z boku na bok, ale po raz pierwszy od kilku dni nie

płaczę do poduszki.

Oczami wyobraźni widzę twarz Christiana w chwili

mojego odejścia. Prześladuje mnie widoczna na niej

udręka. Pamiętam, że nie chciał, abym odeszła, co było

dziwne. Czemu miałabym zostać, skoro nastąpił impas?

Oboje mieliśmy problemy: ja ze strachem przed karą, on

ze strachem przed… przed czym? Przed miłością?

Ciemniejsza strona Greya 19

Po raz kolejny przekręcam się na drugi bok i pełna

bezbrzeżnego smutku tulę twarz do poduszki. On uważa,

że nie zasługuje na bycie kochanym. Dlaczego tak myśli?

Czy to ma związek z jego dzieciństwem? Biologiczną

matką, narkomanką i dziwką? Takie myśli dręczą mnie

niemal do świtu, kiedy w końcu zapadam w płytki, niedający

ukojenia sen.

Dzień ciągnie się bez końca, a Jack poświęca mi wyjątkowo

dużo uwagi. Podejrzewam, że ma to związek ze

śliwkową sukienką Kate i czarnymi kozaczkami na wysokim

obcasie, które zwędziłam z jej szafy, ale nie zastanawiam

się nad tym zbyt intensywnie. Postanawiam, że

po pierwszej wypłacie udam się na zakupy. Sukienka jest

luźniejsza niż ostatnio, ale udaję, że tego nie dostrzegam.

W końcu wybija piąta trzydzieści. Cała w nerwach

chwytam żakiet i torebkę. Zaraz się z nim spotkam!

– Masz dzisiaj randkę? – pyta Jack, mijając moje

biurko w drodze do wyjścia.

– Tak. Nie. Niezupełnie.

Unosi brew, wyraźnie zainteresowany.

– Chłopak?

Rumienię się.

– Nie, przyjaciel. Były chłopak.

– Może jutro chciałabyś wyskoczyć po pracy na

drinka? Rewelacyjny pierwszy tydzień w pracy, Ana. Powinniśmy

to uczcić. – Uśmiecha się, a w jego spojrzeniu

pojawia się lekko niepokojący błysk.

Z rękami w kieszeniach wychodzi przez dwuskrzydłowe

drzwi. Marszczę brwi. Drink z szefem – czy to

dobry pomysł?

Potrząsam głową. Najpierw czeka mnie wieczór

z Christianem Greyem. Jak ja sobie z tym poradzę? Pospiesznie

udaję się do toalety na ostatnie poprawki.

20 E L James

Staję przed dużym lustrem i przyglądam się uważnie

swojej twarzy. Blada jak zawsze, a jeszcze mam ciemne

sińce pod zbyt dużymi oczami. Wyglądam mizernie. Żałuję,

że nie jestem dobra w robieniu makijażu. Tuszuję

rzęsy, maluję eyelinerem cienką kreskę na górnej powiece

i szczypię policzki w nadziei na uzyskanie odrobiny koloru.

Układam włosy tak, że opadają mi na plecy i biorę

głęboki oddech. To musi wystarczyć.

Nerwowo przechodzę przez hol i macham na pożegnanie

siedzącej w recepcji Claire. Chyba mogłabym się

z nią zaprzyjaźnić. Gdy idę w stronę drzwi, Jack akurat

rozmawia z Elizabeth. Uśmiechając się szeroko, podbiega,

aby otworzyć mi drzwi.

– Pani przodem – mruczy.

– Dziękuję – uśmiecham się z zakłopotaniem.

Przed budynkiem czeka Taylor. Otwiera tylne drzwi

samochodu. Oglądam się niepewnie na Jacka, który wyszedł

za mną. Z konsternacją patrzy na audi.

Odwracam się i wsiadam do auta, i oto on, Christian

Grey, w szarym garniturze, bez krawatu, z odpiętym kołnierzykiem

białej koszuli. Jego szare oczy lśnią.

Zasycha mi w ustach. Wygląda fantastycznie, ale patrzy

na mnie, marszcząc brwi. Dlaczego?

– Kiedy ostatni raz coś jadłaś? – pyta ostro, gdy Taylor

zamyka za mną drzwi.

Cholera.

– Witaj, Christianie. Tak, ja również się cieszę, że cię

widzę.

– D aruj sobie teraz swój cięty język. Odpowiedz mi

na pytanie. – Oczy mu płoną.

O kurde.

– Eee… na lunch zjadłam dziś jogurt. A, i banana.

Taylor siada za kierownicą, uruchamia silnik i włącza

się do ruchu.

Ciemniejsza strona Greya 21

Jack mi macha, choć nie mam pojęcia, jakim cudem

mnie widzi przez przyciemnianą szybę. Odmachuję mu.

– Kto to? – warczy Christian.

– Mój szef. – Podnoszę wzrok na pięknego mężczyznę

siedzącego obok. Usta ma zaciśnięte w cienką linię.

– No więc? Ostatni posiłek?

– Christian, to naprawdę nie powinno cię interesować

– rzucam, czując się wyjątkowo odważna.

– I nteresuje mnie wszystko, co dotyczy ciebie. Odpowiedz.

Wydaję pełen frustracji jęk i wznoszę oczy ku górze,

on zaś mruży oczy. I po raz pierwszy od dawna chce

mi się śmiać. Mocno się staram zdusić chichot, grożący

wydostaniem się na powierzchnię. Twarz Christiana łagodnieje,

gdy tak walczę o zachowanie powagi, a po przepięknie

wyrzeźbionych ustach przemyka cień uśmiechu.

– No więc? – pyta, tym razem łagodniej.

– Makaron alla vongole, zeszły piątek – odpowiadam

szeptem.

Zamyka oczy, a jego twarz przecina wściekłość i chyba

żal.

– R ozumiem – mówi głosem pozbawionym wyrazu.

– Wyglądasz, jakbyś schudła co najmniej trzy kilo, a może

i więcej. Masz jeść, Anastasio.

Wbijam wzrok w leżące na kolanach splecione dłonie.

Dlaczego przy nim zawsze się czuję jak niesforne

dziecko?

Poprawia się na kanapie i odwraca w moją stronę.

– Jak się czujesz? – pyta. Głos nadal ma łagodny.

Cóż, tak naprawdę fatalnie… Przełykam ślinę.

– Skłamałabym, gdybym ci powiedziała, że dobrze.

Wciąga głośno powietrze.

– Ja też – mówi cicho i kładzie mi rękę na dłoni. –

Brakuje mi ciebie – dodaje.

22 E L James

O nie. Jego dotyk.

– Christianie…

– Ana, proszę. Musimy porozmawiać.

Zaraz się rozpłaczę. Nie.

– Christianie… proszę… tyle się już napłakałam –

szepczę, próbując zachować kontrolę nad emocjami.

– O ch, skarbie, nie. – Pociąga mnie za dłoń i chwilę

później siedzę na jego kolanach. Obejmuje mnie mocno,

chowając nos w moich włosach. – Tak bardzo za tobą tęskniłem,

Ano – mówi bez tchu.

Chcę się wyplątać z jego objęć, zachować pewien dystans,

ale on nie daje za wygraną. Przyciska mnie mocno

do piersi. Mięknę. Och, to właśnie tutaj pragnę się znajdować.

Opieram o niego głowę, a on obsypuje pocałunkami

moje włosy. To właśnie jest dom. Pachnie świeżym praniem,

płynem zmiękczającym, żelem pod prysznic i tym,

co lubię najbardziej – Christianem. Przez chwilę pozwalam

sobie na ułudę, że wszystko będzie dobrze. Koi to

moją zbolałą duszę.

Kilka minut później Taylor zatrzymuje auto, chociaż

nie zdążyliśmy nawet wyjechać z miasta.

– Chodź. – Christian zsuwa mnie z kolan. – Jesteśmy

na miejscu.

Co takiego?

– L ądowisko, na dachu. – Tytułem wyjaśnienia pokazuje

wzrokiem wysoki budynek.

No tak. Charlie Tango. Taylor otwiera drzwi i wysiadam

z auta. Obdarza mnie ciepłym, ojcowskim uśmiechem,

dzięki któremu czuję się bezpiecznie. Także się

uśmiecham.

– Powinnam ci oddać chusteczkę.

– Proszę ją zatrzymać, panno Steele, z najlepszymi

życzeniami.

Ciemniejsza strona Greya 23

Rumienię się, gdy Christian obchodzi samochód

i bierze mnie za rękę. Patrzy pytająco na Taylora, który odpowiada

spokojnym spojrzeniem, niczego nie wyjaśniając.

– Dziewiąta? – pyta go Christian.

– Tak, proszę pana.

Christian kiwa głową, odwraca się i przez podwójne

drzwi wprowadza mnie do imponującego foyer. Upajam

się dotykiem jego dłoni i długich palców splecionych

z moimi. I czuję znajome przyciąganie, jak wzywany

przez słońce Ikar. Zdążyłam się już sparzyć, a jednak

znowu frunę.

Gdy docieramy do wind, wciska guzik przywołujący.

Podnoszę na niego wzrok. Na jego twarzy widnieje

ten charakterystyczny zagadkowy półuśmiech. Drzwi się

rozsuwają, on puszcza moją dłoń i wchodzimy do środka.

Drzwi zamykają się i jeszcze raz ośmielam się na niego

zerknąć. On też patrzy na mnie i oto znowu przeskakuje

między nami ta elektryczność. Jest wręcz namacalna.

Niemal ją czuję, jak pulsuje między nami, przyciągając

nas do siebie.

– O rety – mówię bez tchu, przez chwilę rozkoszując

się intensywnością tego pierwotnego przyciągania.

– Też to czuję. – Jego wzrok płonie.

W moich lędźwiach gromadzi się coraz więcej

mrocznego pożądania. Christian bierze mnie za rękę

i przesuwa kciukiem po knykciach, a wszystkie moje mięśnie

zaciskają się mocno, rozkosznie, głęboko.

Jak to możliwe, że on nadal tak na mnie działa?

– Proszę, nie przygryzaj wargi, Anastasio – szepcze.

Podnoszę wzrok i puszczam wargę. Pragnę go. Tutaj,

teraz, w windzie. Jak mogłoby być inaczej?

– Wiesz, jak to na mnie działa – mruczy.

Och, a więc on też to czuje. Moja wewnętrzna bogini

zastanawia się nad porzuceniem pięciodniowych dąsów.

24 E L James

Drzwi nagle się rozsuwają, czar pryska, a my wychodzimy

na dach. Wieje silny wiatr i choć mam żakiet, jest

mi zimno. Christian obejmuje mnie ramieniem, przyciąga

do siebie i szybko idziemy w stronę Charliego Tango, stojącego

pośrodku lądowiska. Śmigła obracają się powoli.

Z kabiny wychodzi wysoki blondyn o kwadratowej

szczęce i pochylając się, biegnie ku nam. Wymienia uścisk

dłoni z Christianem i woła, przekrzykując łoskot śmigła:

– G otowy do lotu, proszę pana. Jest do pańskiej dyspozycji!

– Wszystko sprawdzone?

– Tak jest.

– Odbierzesz go około ósmej trzydzieści?

– Tak jest.

– Taylor czeka na ciebie na dole.

– D ziękuję, panie Grey. Bezpiecznego lotu do Portland.

Do widzenia pani. – Żegna się ze mną ruchem głowy.

Christian, nie puszczając mojej dłoni, pochyla się

i prowadzi mnie do maszyny.

Gdy jesteśmy już w kabinie, zapina mi pasy, mocno

je zaciskając. Posyła mi znaczące spojrzenie i ten swój tajemniczy

uśmiech.

– D zięki temu będziesz unieruchomiona – mruczy.

– Muszę przyznać, że podobają mi się te pasy. Niczego

nie dotykaj.

Oblewam się szkarłatnym rumieńcem, a on przesuwa

palcem wskazującym po moim policzku, po czym

wręcza mi słuchawki. „Ja też chciałabym cię dotknąć, ale

mi nie pozwolisz”. Robię nachmurzoną minę. Poza tym

tak ciasno mnie zapiął, że ledwie mogę się ruszyć.

Zajmuje swoje miejsce i także zapina pasy, po czym

rozpoczyna kontrolę przedstartową. Jest taki kompetentny.

Zakłada słuchawki, pstryka jakiś guzik i śmigła przyspieszają,

ogłuszając mnie.

Ciemniejsza strona Greya 25

Christian odwraca się do mnie.

– Jesteś gotowa, mała? – Jego głos odbija się echem

w słuchawkach.

– Tak.

Obdarza mnie chłopięcym uśmiechem. Wow, tak

dawno go nie widziałam.

– Wieża Sea-Tac, tu Charlie Tango Golf – Golf

Echo Hotel, gotowy do lotu do Portland przez PDX.

Proszę o potwierdzenie, odbiór.

Odzywa się głos kontrolera ruchu, wydający instrukcje:

– R oger, wieża, Charlie Tango może startować, bez

odbioru.

Christian wciska dwa przyciski, chwyta za drążek

sterowniczy i śmigłowiec powoli się wznosi ku wieczornemu

niebu.

Seattle i mój żołądek pozostają w dole. Tyle jest do

zobaczenia.

– G oniliśmy już za świtem, Anastasio, teraz pora na

zmierzch – słyszę w słuchawkach jego głos.

Odwracam się i patrzę na niego zaskoczona.

Co to ma znaczyć? Jak to jest, że Christian potrafi

mówić tak romantycznie? Uśmiecha się, na co odpowiadam

nieśmiałym uśmiechem.

– Tym razem oprócz zachodzącego słońca jest znacznie

więcej do zobaczenia – mówi.

Podczas naszego ostatniego lotu do Seattle panowały

ciemności, ale dzisiejszego wieczoru widok jest spektakularny,

dosłownie nieziemski. Prześlizgujemy się między

najwyższymi budynkami, ciągle się wznosząc.

– Tam jest Escala – pokazuje mi. – Tam Boeing, no

i widać Space Needle.

Wyciągam szyję.

– Nigdy tam nie byłam.

– Zabiorę cię, możemy tam coś zjeść.

26 E L James

– Christian, myśmy się rozstali.

– Wiem. Ale przecież wolno mi cię tam zabrać i nakarmić.

– Piorunuje mnie wzrokiem.

Kręcę głową i postanawiam nie protestować.

– Bardzo tu pięknie, dziękuję ci.

– Robi wrażenie, co?

– Robi wrażenie fakt, że umiesz robić coś takiego.

– Pochlebstwo z pani ust, panno Steele? Ależ ja jestem

człowiekiem o wielu talentach.

– Mam tego pełną świadomość, panie Grey.

Odwraca się, uśmiecha znacząco i po raz pierwszy

od pięciu dni udaje mi się choć trochę zrelaksować. Może

nie będzie aż tak źle.

– Jak nowa praca?

– Dobrze, dziękuję. Interesująca.

– Jaki jest twój przełożony?

– O ch, w porządku. – Jak mogę powiedzieć Christianowi,

że Jack mnie deprymuje?

– Co ci się w nim nie podoba? – pyta, zerkając na

mnie.–

Nie licząc tego, co oczywiste, to nic.

– Tego, co oczywiste?

– Och, Christianie, czasem straszny z ciebie tępak.

– Tępak? Ja? Nie jestem pewny, czy podoba mi się

pani ton, panno Steele.

– No to niech ci się nie podoba.

Jego usta wyginają się w uśmiechu.

– Brakowało mi twego ciętego języka, Anastasio.

Wciągam głośno powietrze i mam ochotę zawołać:

„A mnie brakowało całego ciebie, nie tylko języka!” Trzymam

jednak buzię na kłódkę i wyglądam przez szybę

Charliego Tango, która ma kształt kulistego akwarium.

Lecimy na południe. Po prawej stronie słońce wisi nisko

nad horyzontem – wielkie, płomiennie pomarańczowe

Ciemniejsza strona Greya 27

– a ja znowu jestem Ikarem, podfruwającym stanowczo

zbyt blisko.

Zmierzch podąża za nami z Seattle, na niebie przeplatają

się krem, róż i akwamaryna, tak perfekcyjnie, jak

tylko Matka Natura potrafi. Niebo jest bezchmurne,

a światła

Portland migoczą wesoło, witając nas, gdy Christian

sadza śmigłowiec na lądowisku. Znajdujemy się na

dachu tego dziwnego budynku z brązowej cegły, z którego

odlecieliśmy niecałe trzy tygodnie temu.

To tak niedawno, a mam wrażenie, jakbym znała

Christiana od zawsze. On właśnie pstryka różnymi guzikami,

tak że śmigła przestają się obracać i w końcu słyszę

w słuchawkach tylko własny oddech. Hmm. Przypomina

mi się muzyka Thomasa Tallisa. Wzdrygam się. Nie chcę

się teraz zapuszczać w te rejony.

Christian odpina swoje pasy i nachyla się, by to samo

zrobić z moimi.

– Przyjemny lot, panno Steele? – pyta grzecznie.

Oczy mu błyszczą.

– Tak, dziękuję, panie Grey – odpowiadam równie

grzecznie.

– W takim razie chodźmy pooglądać zdjęcia tego

chłopca.

Wyciąga rękę i pomaga mi wysiąść.

Na spotkanie wychodzi nam siwowłosy, brodaty

mężczyzna. Uśmiecha się szeroko. To ten sam człowiek,

którego poznałam ostatnim razem.

– Joe. – Christian uśmiecha się i puszcza moją rękę,

aby wymienić z nim uścisk dłoni. – Zajmij się nim. Stephan

zjawi się koło ósmej czy dziewiątej.

– Zrobi się, panie Grey. Witam panią – kiwa mi głową.

– Pański samochód czeka na dole. Och, winda się zepsuła,

muszą państwo zejść schodami.

28 E L James

– Dziękuję, Joe.

Christian bierze mnie za rękę i ruszamy w stronę

schodów.

– Z tymi obcasami masz szczęście, że to tylko trzy

piętra – burczy z dezaprobatą.

No coś takiego.

– Nie podobają ci się te kozaczki?

– Bardzo mi się podobają, Anastasio. – Jego spojrzenie

ciemnieje i wydaje mi się, że chce powiedzieć coś jeszcze,

ale się powstrzymuje. – Chodź. Zejdziemy powoli.

Nie chcę, żebyś spadła z tych schodów i skręciła kark.

Siedzimy w milczeniu, gdy kierowca wiezie nas do

galerii. Niepokój wrócił, przybierając jeszcze na sile.

Christian milczy zadumany, wręcz niespokojny. Po rozluźnionej

atmosferze nie został nawet ślad. Tyle pragnę

powiedzieć, ale ta podróż jest zbyt krótka. Christian

w zamyśleniu wygląda przez szybę.

– José to tylko przyjaciel – bąkam.

Odwraca się i mierzy mnie wzrokiem. Oczy ma pociemniałe

i nieufne, nie zdradzają niczego. Jego usta –

och, jego usta mocno mnie rozpraszają. Pamiętam je na

swoim ciele – wszędzie. Pali mnie skóra. Christian poprawia

się na kanapie i marszczy brwi.

– Te śliczne oczy wydają się zbyt duże w stosunku do

twarzy, Anastasio. Proszę, powiedz mi, że będziesz jeść.

– Tak, Christianie, będę jeść – odpowiadam automatycznie.

– Nie żartuję.

– D oprawdy? – W moim głosie pobrzmiewa pogarda.

Ależ ten człowiek ma tupet; człowiek, przez którego

pięć ostatnich dni było dla mnie piekłem. Nie, to nie

tak. To ja zgotowałam sobie piekło. Nie. On. Potrząsam

z konsternacją głową.

Ciemniejsza strona Greya 29

– Nie chcę się z tobą kłócić, Anastasio. Chcę, abyś do

mnie wróciła i żebyś była zdrowa – mówi.

– A le nic się nie zmieniło. – Nadal masz pięćdziesiąt

twarzy.

– Porozmawiamy w drodze powrotnej, dobrze? Jesteśmy

już na miejscu.

Samochód zatrzymuje się przed wejściem do galerii

i Christian wysiada. A ja nie jestem w stanie wydobyć

z siebie głosu. Otwiera dla mnie drzwi i ja także wysiadam.

– D laczego to robisz? – pytam głośniej, niż zamierzałam.

– Ale co? – Christian jest wyraźnie zaskoczony.

– Mówisz coś takiego, a potem po prostu milkniesz.

– A nastasio, przyjechaliśmy na miejsce. Tu, gdzie

chciałaś. Załatwmy to, a potem porozmawiamy. Nieszczególnie

mam ochotę na scenę na ulicy.

Rozglądam się. Ma rację. To miejsce publiczne. Zaciskam

usta, a on piorunuje mnie wzrokiem.

– Okej – burczę.

Bierze mnie za rękę i prowadzi w stronę wejścia.

Znajdujemy się w zaadaptowanym magazynie – cegły,

podłogi z ciemnego drewna, białe sufity i biały system

rur i przewodów. Przestronnie i nowocześnie. W galerii

zdążyło się zebrać sporo osób sączących wino i podziwiających

prace José. Na chwilę zapominam o swoich kłopotach,

zachwycona tym, że mojemu przyjacielowi udało się

zrealizować marzenie. Świetna robota, José!

– D obry wieczór, witamy państwa na wernisażu José

Rodrigueza. – Wita nas młoda, krótkowłosa szatynka

w czerni, z dużymi kolczykami w kształcie kół i pomalowanymi

na czerwono ustami. Prześlizguje się po mnie

wzrokiem, następnie zdecydowanie zbyt długo patrzy na

Christiana, następnie znowu na mnie, mrugając i rumieniąc

się.

30 E L James

Marszczę czoło. On jest mój. A przynajmniej był. Po

chwili kobieta mruga ponownie.

– O ch, to ty, Ano. Zapraszamy na poczęstunek. –

Uśmiechając się szeroko, wręcza mi broszurę i wskazuje

stół z napojami i przekąskami.

– Znasz ją? – pyta Christian, marszcząc brwi.

Kręcę głową, równie skonsternowana.

Wzrusza ramionami.

– Czego się napijesz?

– Białego wina.

Brwi schodzą mu się w jedną linię, ale nic nie mówi,

tylko odchodzi, aby zrealizować moje zamówienie.

– Ana!

Przez tłum przeciska się José.

A niech mnie! Ma na sobie garnitur. Świetnie wygląda.

Uśmiecha się promiennie, a chwilę później bierze

mnie w ramiona i mocno przytula. I naprawdę mocno

się muszę starać, aby nie wybuchnąć płaczem. Mój przyjaciel,

mój jedyny przyjaciel na czas nieobecności Kate.

W oczach wzbierają mi łzy.

– A na, tak się cieszę, że dałaś radę przyjść – szepcze

mi do ucha. Nagle odsuwa mnie na odległość ramienia

i mierzy bacznym spojrzeniem.

– No co?

– Hej, wszystko w porządku? Wyglądasz, no cóż,

dziwnie. Dios mío, schudłaś?

Mrugam powiekami, blokując łzy.

– José, nic mi nie jest. Tak bardzo się cieszę w twoim

imieniu. Gratuluję wystawy. – Głos mi drży, gdy na tej tak

bardzo znajomej twarzy widzę troskę, ale muszę panować

nad sobą.

– Jak się tu dostałaś? – pyta.

– D zięki Christianowi. – Nagle ogarnia mnie niepokój.

Ciemniejsza strona Greya 31

– O ch. – José rzednie mina. Puszcza mnie. – Gdzie

on jest?

– Tam, poszedł po coś do picia.

Kiwam głową w kierunku Christiana i dostrzegam,

że właśnie wymienia uprzejmości z kimś stojącym w kolejce.

Christian podnosi wzrok i nasze spojrzenia się

krzyżują. Przez krótką chwilę jestem jak sparaliżowana,

gdy tak patrzę na tego niezwykle przystojnego mężczyznę,

z którego twarzy nic się nie da wyczytać. Przewierca

mnie gorącym spojrzeniem.

O rany… Ten piękny mężczyzna chce, żebym do

niego wróciła. Gdzieś w głębi mego jestestwa rodzi się

powoli słodka radość.

– A na! – José sprawia, że wracam do rzeczywistości.

– Tak się cieszę, że przyjechałaś. Słuchaj, powinienem cię

ostrzec…

Nagle w słowo wchodzi mu Panna Krótkowłosa

i Czerwonousta:

– José, chce się z tobą widzieć dziennikarka z „Portland

Printz”. Chodź. – Obdarza mnie uprzejmym uśmiechem.

– Super, no nie? Sława. – Uśmiecha się szeroko, a ja

cieszę się razem z nim. – Później cię znajdę, Ano. – Całuje

mnie w policzek i patrzę, jak podchodzi do młodej

kobiety stojącej obok tyczkowatego fotografa.

Wszędzie wiszą zdjęcia José; niektóre wydrukowano

nawet na olbrzymich płótnach. Część jest czarno-biała,

część kolorowa. Wiele pejzaży cechuje eteryczne piękno.

Na jednej z prac, zrobionej nad jeziorem w Vancouver,

jest wczesny wieczór i różowe chmury odbijają się w nieruchomej

wodzie. Porywa mnie niezmącony spokój tego

miejsca. To niesamowite zdjęcie.

Podchodzi Christian i wręcza mi kieliszek białego

wina.

32 E L James

– O dpowiedni poziom? – Mój głos brzmi względnie

normalnie.

Patrzy na mnie pytająco.

– Wino – wyjaśniam.

– Nie. Ale na tego rodzaju imprezach rzadko zdarza

się dobre. Chłopak ma talent, nie? – mówi Christian, podziwiając

zdjęcie z jeziorem.

– A myślisz, że czemu to jego poprosiłam, aby zrobił

ci zdjęcia? – Duma w moim głosie jest oczywista.

– Christian Grey? – Podchodzi do nas fotograf

z „Portland Printz”. – Mogę zrobić panu zdjęcie?

– Jasne.

Cofam się o krok, ale Christian chwyta mnie za rękę

i przyciąga do siebie. Fotograf patrzy to na mnie, to na

niego i nie potrafi ukryć zdziwienia.

– D ziękuję, panie Grey. – Pstryka kilka fotek. –

Pani…? – pyta.

– Ana Steele – odpowiadam.

– D ziękuję, pani Steele. – Po tych słowach odchodzi.

– Szukałam w Internecie zdjęć, na których miałbyś

damskie towarzystwo. I nic nie znalazłam. Dlatego właśnie

Kate myślała, że jesteś gejem.

Usta Christiana wyginają się w uśmiech.

– To tłumaczy twoje naganne pytanie. Nie, nie spotykam

się z nikim, Anastasio, tylko z tobą. Ale to akurat

wiesz. – Głos ma cichy i nabrzmiały szczerością.

– Więc nigdzie nie zabierałeś swoich… – rozglądam

się, czy nikt nie usłyszy – uległych?

– Czasami. Ale nie na oficjalne spotkania. Na zakupy,

no wiesz. – Wzrusza ramionami, nie odrywając wzroku

od mojej twarzy.

Och, a więc tylko pokój zabaw – Czerwony Pokój

Bólu – i apartament. Sama nie wiem, co o tym myśleć.

– Tylko z tobą, Anastasio – szepcze.

Ciemniejsza strona Greya 33

Oblewam się rumieńcem i wbijam wzrok w dłonie.

Na swój sposób jemu rzeczywiście na mnie zależy.

– Twój przyjaciel wygląda mi bardziej na miłośnika

krajobrazów niż na portrecistę. Rozejrzyjmy się. – Ujmuję

jego wyciągniętą dłoń.

Mijamy kilka kolejnych zdjęć i dostrzegam parę,

która na mój widok uśmiecha się szeroko, jakby mnie

znała. Pewnie dlatego, że jestem z Christianem. Ale jeden

młody mężczyzna otwarcie się na mnie gapi. Dziwna

sprawa.

Skręcamy za róg i już rozumiem, skąd te dziwne

spojrzenia. Na przeciwległej ścianie wisi siedem olbrzymich

portretów – przedstawiających mnie.

Patrzę na nie bez słowa, a z twarzy odpływa mi krew.

Ja: nadąsana, roześmiana, ze zmarszczonymi brwiami,

poważna, rozbawiona. Same czarno-białe zbliżenia.

A niech mnie! Pamiętam, jak José bawił się parę razy

aparatem, kiedy nas odwiedzał i kiedy ja mu służyłam za

kierowcę i asystenta. Sądziłam, że tak sobie pstryka. A nie

że robi takie niepozowane zbliżenia.

Christian jak zahipnotyzowany przygląda się każdemu

zdjęciu po kolei.

– Wygląda na to, że nie jestem jedyny – mruczy zagadkowo

pod nosem, a usta zaciska w cienką linię.

Chyba jest zły.

– Przepraszam – rzuca, przeszywając mnie ostrym

spojrzeniem. A potem udaje się w stronę recepcji.

A tym razem o co mu chodzi? Patrzę, jak rozmawia

z ożywieniem z Panną Krótkowłosą i Czerwonoustą.

Wyjmuje portfel i podaje jej kartę kredytową.

Cholera. Na pewno kupił którąś z prac.

– Hej. To ty jesteś muzą. Te zdjęcia są fantastyczne

– odzywa się młody mężczyzna z szopą jasnych włosów,

a ja aż podskakuję.

34 E L James

Czuję na łokciu dłoń. Wrócił Christian.

– Szczęściarz z pana – mówi Blond Szopa do Christiana,

który w odpowiedzi mrozi go spojrzeniem.

– A owszem – rzuca zwięźle i odciąga mnie na bok.

– Kupiłeś któreś?

– Któreś? – prycha, nie odrywając oczu od zdjęć.

– Kupiłeś więcej niż jedno?

Przewraca oczami.

– Kupiłem wszystkie, Anastasio. Nie chcę, aby jakiś

nieznajomy pożerał cię wzrokiem w swoim domu.

Moją pierwszą reakcją jest śmiech.

– Sam wolisz to robić? – pytam drwiąco.

Gromi mnie wzrokiem, zbity z tropu moją zuchwałością.

Tak mi się przynajmniej wydaje. I próbuje ukryć

rozbawienie.

– Szczerze mówiąc, tak.

– Zboczeniec – mówię bezgłośnie i przygryzam dolną

wargę, aby powstrzymać uśmiech.

Teraz jego rozbawienie jest oczywiste. Gładzi się

z namysłem po brodzie.

– Nie sposób zaprzeczyć, Anastasio. – Kręci głową,

a jego spojrzenie łagodnieje.

– Pociągnęłabym ten temat, ale podpisałam NDA .

Wzdycha, patrząc na mnie, i oczy mu ciemnieją.

– A leż bym miał ochotę rozprawić się z tym twoim

ciętym języczkiem – mruczy pod nosem.

Doskonale wiem, co ma na myśli.

– Jesteś bardzo niegrzeczny – rugam go. Czy on nie

zna żadnych granic?

Uśmiecha się, by po chwili zmarszczyć brwi.

– Na tych zdjęciach wyglądasz na bardzo rozluźnioną,

Anastasio. Nieczęsto cię taką widuję.

Słucham? Ha! Zmiana tematu, od żartów do tematów

poważnych.

Ciemniejsza strona Greya 35

Rumienię się i opuszczam wzrok. Christian podnosi

mi głowę, a ja robię gwałtowny wdech, czując na brodzie

jego palce.

– Chcę, żebyś przy mnie była taka rozluźniona –

szepcze. W jego spojrzeniu nie ma ani cienia uśmiechu.

We mnie ponownie wzbiera radość. No ale jak miałoby

do tego dojść? Mamy tyle problemów.

– W takim razie musisz mnie przestać onieśmielać

– warczę.

– A ty musisz się nauczyć komunikacji i mówić mi,

co czujesz – ripostuje.

Biorę głęboki oddech.

– Christian, chciałeś, abym była twoją uległą. W tym

właśnie tkwi problem. W definicji słowa „uległy”, którą

mi nawet wysłałeś mejlem. – Próbuję sobie przypomnieć

dokładne słowa. – Synonimami były, cytuję: „posłuszny,

poddany”. Miałam na ciebie nie patrzeć. Nie odzywać się

do ciebie, chyba że mi pozwolisz. Czego się spodziewasz?

– syczę.

Marszczy brwi, a ja kontynuuję:

– Bycie z tobą jest mocno dezorientujące. Nie chcesz,

abym ci się sprzeciwiała, ale z drugiej strony podoba ci się

mój „cięty języczek”. Chcesz posłuszeństwa, tyle że nie

zawsze, aby móc mnie wtedy ukarać. Kiedy jestem z tobą,

nigdy nie wiem, co akurat obowiązuje.

Mruży oczy.

– Celna uwaga, jak zawsze, panno Steele. – Głos ma

lodowaty. – Chodźmy coś zjeść.

– Jesteśmy tutaj dopiero pół godziny.

– Zobaczyłaś zdjęcia, porozmawiałaś z chłopakiem.

– Ma na imię José.

– Porozmawiałaś z José, chłopakiem, którego ostatnio

widziałem, gdy próbował wepchnąć ci język do ust.

A ty byłaś pijana – warczy.

36 E L James

– On nigdy mnie nie uderzył – wyrzucam z siebie.

Widać, że jest wściekły.

– To cios poniżej pasa, Anastasio – syczy groźnie.

Blednę, a Christian przeczesuje dłonią włosy, ledwie

tłumiąc gniew.

– Zabieram cię na kolację, żebyś w końcu coś zjadła.

Gaśniesz na moich oczach. Poszukaj chłopaka i się pożegnaj.

– Nie możemy zostać dłużej? Proszę?

– Nie. Idź. Teraz. Pożegnaj się.

Aż się we mnie gotuje. Pan Przeklęty Kontroler. Dobrze

czuć gniew. Lepiej niż być na skraju łez.

Przeczesuję pomieszczenie wzrokiem, szukając José.

Rozmawia właśnie z kilkoma młodymi kobietami. Ruszam

w jego stronę, oddalając się tym samym od Christiana.

Przywiózł mnie tutaj, więc muszę robić to, co mi

każe? Za kogo on się, do cholery, uważa?

Dziewczęta spijają każde słowo, które wypływa z ust

José. Gdy podchodzę, jedna z nich głośno wciąga powietrze,

niewątpliwie rozpoznając mnie ze zdjęć.

– José.

– A na. Przepraszam was, dziewczęta. – José obdarza

je szerokim uśmiechem i otacza mnie ramieniem. W sumie

nawet mnie to bawi: mój przyjaciel robiący takie wrażenie

na damach.

– Wyglądasz na wściekłą – mówi.

– Muszę już iść.

– Ale przecież dopiero co przyjechałaś.

– Wiem, ale Christian musi wracać. Zdjęcia są fantastyczne,

José, masz wielki talent.

Promienieje.

– Super, że się zjawiłaś.

Chowa mnie w niedźwiedzim uścisku i obraca mną,

tak że widzę w oddali Christiana. Marszczy gniewnie

Ciemniejsza strona Greya 37

brwi. Na pewno dlatego, że jestem w objęciach José. Tak

więc z pełną premedytacją oplatam ramionami szyję

przyjaciela. Christian chyba zaraz eksploduje. Spojrzenie

ma tak mroczne, że niemal czarne. Rusza powoli w naszą

stronę.

– D zięki, że mnie ostrzegłeś co do tych portretów –

mamroczę.

– Cholera. Sorki, Ana. Powinienem był ci powiedzieć.

Podobają ci się?

– E ee… nie wiem – odpowiadam szczerze, zbita

z tropu tym pytaniem.

– Cóż, wszystkie się sprzedały, więc komuś się

spodobały. Super, no nie? Jesteś dziewczyną z plakatów.

– Przytula mnie jeszcze mocniej i w tej właśnie chwili

podchodzi do nas Christian. Piorunuje mnie wzrokiem,

ale José na szczęście tego nie widzi. Puszcza mnie. – Nie

bądź taka sztywna, Ano. Och, pan Grey, dobry wieczór.

– Panie Rodriguez, imponująca wystawa. – Christian

jest lodowato uprzejmy. – Przykro mi, że nie zostaniemy

dłużej, ale czas nas nagli, musimy wracać do Seattle. Anastasio?

– Subtelnie podkreśla „nas” i bierze mnie za rękę.

– Pa, José. Jeszcze raz moje gratulacje. – Cmokam

go szybko w policzek, a chwilę później Christian ciągnie

mnie w stronę wyjścia. Wiem, że aż kipi z gniewu. Ja też.

Na ulicy rozgląda się szybko, po czym nagle skręca

w lewo w boczną uliczkę i popycha mnie na ścianę jakiegoś

budynku. Chwyta obiema dłońmi moją twarz, tak

bym musiała spojrzeć w te płomienne, pełne determinacji

oczy.

Robię gwałtowny wdech i jego usta spadają na moje.

Całuje mnie żarliwie. Nasze zęby się zderzają, a po chwili

jego język wdziera się do mych ust.

Pożądanie eksploduje we mnie niczym fajerwerki

z okazji Dnia Niepodległości, i też go całuję, z równym

38 E L James

zapałem, wplatam palce w jego włosy i mocno przyciągam

go do siebie. Z gardła Christiana wydobywa się jęk,

niski dźwięk odbijający się echem w moim ciele, a jego

dłoń przesuwa się w dół aż do mego uda. Natarczywe

palce przez materiał sukienki wbijają się w skórę.

W ten pocałunek wlewam całe cierpienie i ból

z ostatnich kilku dni, wiążąc Christiana ze sobą, a on, ku

memu oszołomieniu – w tej chwili szaleńczej namiętności

– robi to samo, czuje to samo.

Przerywa pocałunek, ciężko dysząc. Oczy mu płoną

pożądaniem, jeszcze bardziej rozpalając krążącą w mych

żyłach krew. Próbuję wciągnąć do płuc odrobinę cennego

powietrza.

– Jesteś. Moja – warczy, podkreślając każde słowo.

Odsuwa się i pochyla, opierając dłonie na kolanach, jakby

właśnie przebiegł maraton. – Na miłość boską, Ana.

Opieram się o ścianę, oddychając głośno, próbując

zachować kontrolę nad rozpustną reakcją mego ciała,

próbując odzyskać równowagę.

– Przepraszam – szepczę, gdy wraca mi oddech.

– No i słusznie. Wiem, co robisz. Pragniesz fotografa,

Anastasio? On z całą pewnością czuje miętę do ciebie.

Kręcę zawstydzona głową.

– Nie. To tylko przyjaciel.

– Całe dorosłe życie próbowałem unikać wszelkich

ekstremalnych uczuć. A jednak ty… ty wywołujesz we

mnie uczucia, które są mi zupełnie obce. To bardzo… –

Marszczy brwi, szukając odpowiedniego słowa. – Destabilizujące.

Lubię kontrolę, Ana, a przy tobie to – prostuje

się i wbija we mnie rozgorączkowane spojrzenie – znika.

– Macha ręką, po czym przeczesuje palcami włosy i bierze

głęboki oddech. Chwyta moją dłoń. – Chodź, musimy

porozmawiać, a ty coś zjesz.

 

 

Newsletter

Newsletter
Zapisz Wypisz

Płatności

Kanały płatności

Księgarnia Internetowa Fraktalla akceptuje płatności: