Dan Brown (ur. 22 czerwca 1964 w Exeter w stanie New Hampshire)

autor wyd. w masowych nakładach thrillerów, przedstawiaj±cych spiskow± teorię dziejów, w których gł. podejmuje w±tki bibl. i teamat ko¶cioła katol. (Kod Leonarda da Vinci 2003, wyd. pol. 2006, ekranizacja 2006, reż. H.R. Howard, Anioły i demony 2000, wyd. pol. 2000) oraz powie¶ci szpiegowskich (Zwodniczy punkt 2001, wyd. pol. 2001).

 

 

 

Link do ksi±żki Dana Browna Cyfrowa Twierdza

Błyskotliwy technothriller. NSA konstruuje potężny superkomputer, pozwalaj±cy złamać każdy szyfr metod± "brutalnego ataku". Dzięki niemu amerykański wywiad może czytać komunikaty przesyłane przez terrorystów i szpiegów, oraz udaremniać ich plany. Genialnemu japońskiemu kryptologowi udaje się stworzyć nie daj±cy się złamać szyfr nazwany "Cyfrow± Twierdz±". Grozi, że przekaże go do publicznego użytku. Susan Fletcher, piękna matematyczka pracuj±ca dla NSA, prowadzi dramatyczny wy¶cig z czasem, by ocalić agencję, zdemaskować zdrajcę w jej szeregach i odkryć szczegóły planu, którego celem jest zniszczenie banku danych wywiadowczych USA. Stawk± jest jej życie... i życie mężczyzny, którego kocha.

 

 

 

http://fraktalla.com/ksiazka/Brown-Dan/Cyfrowa-twierdza,73150602329KS 

 

Tytuł oryginału:

DIGITAL FORTRESS

Copyright c 2015 for the Polish edition by Wydawnictwo Sonia Draga

Prolog

Plaza de Espana

Sewilla, Hiszpania

11.00

Ponoć w chwili ¶mierci wszystko staje się jasne; Ensei Tankado

wiedział teraz, że to prawda. Kiedy

opadł na ziemię, z bolu łapi±c się za pier¶, zrozumiał swoj

przerażaj±cy bł±d.

Zgromadzili się nad nim jacy¶ ludzie usiłuj±cy mu pomoc. Ale

Tankado nie chciał pomocy – było już

na ni± za poĽno.

Drż±c, uniosł lewe ramię i rozprostował palce. Patrzcie na moj±

dłoń! Twarze wokoł tylko się gapiły.

Ale nikt go nie rozumiał.

Na palcu nosił grawerowany złoty sygnet. Przez chwilę

ornament l¶nił w andaluzyjskim słońcu.

Ensei Tankado wiedział, że to ostatnie ¶wiatło, jakie dane mu

jest widzieć.

Rozdział 1

Znajdowali się w swoim ulubionym pensjonacie nieopodal Parku

Narodowego Great Smoky Mountains.

David stał nad ni± u¶miechnięty.

– Co ty na to, ¶licznotko, że chcę się z tob± ożenić?

Zerkaj±c na niego spod baldachimu nad ich łożkiem, wiedziała,

że jest tym jedynym. Na wieki. Gdy

spojrzała w jego intensywnie zielone oczy, gdzie¶ w oddali

rozleg ło się przeraĽliwe dzwonienie, ktore

zaczęło go od niej oddalać. Wyci±gnęła ręce, ale chwyciła tylko

powietrze.

To dzwonek telefonu przerwał sen Susan Fletcher. Wydała

stłumiony okrzyk, usiadła na łożku i po

omacku odnalazła słuchawkę.

– Halo?

– Susan? Mowi David. Obudziłem cię?

U¶miechnęła się, opadaj±c na łożko.

– Wła¶nie mi się ¶niłe¶. PrzyjedĽ, to się zabawimy.

Roze¶miał się.

– Jest jeszcze ciemno.

– Tym bardziej przyjeżdżaj. Zd±żymy się potem przespać przed

wyjazdem.

David westchn±ł z frustracj±.

– Wła¶nie dlatego dzwonię. Chodzi o nasz wyjazd. Muszę go

przełożyć.

W jednej chwili Susan otrz±snęła się ze snu.

– Co?

– Przepraszam. Muszę wyjechać. Wrocę jutro. Możemy

wyruszyć zaraz potem. Zostan± nam jeszcze

dwa dni.

– Ale ja już zrobiłam rezerwację – powiedziała z uraz±. – Mamy

nasz dawny pokoj w Stone Manor.

– Wiem, ale…

–Dzisiejszy wieczor miałbyćwyj±kowy, żby uczcićnasze

sze¶ćmiesięy. Pamięasz chyba, ż

jeste¶y zaręzeni, prawda?

–Posłchaj, Susan… –Westchn±ł –Naprawdęnie mogęsięwdawaćw takie dyskusje. Czeka na

mnie samochod. Zadzwoniędo ciebie z samolotu i wszystko ci

wyja¶ię

–Z samolotu? –powtorzył. –Co siędzieje? Niby dlaczego

uniwersytet…

–To nie ma nic wspolnego z uniwersytetem. PoĽiej zadzwonięi

wszystko ci wyja¶ię

–David! –krzyknęł. –Co się…

Ale był za poĽo. David odłżłsłchawkę

Susan Fletcher przez wiele godzin nie mogł zasn±ćw

oczekiwaniu na jego wyja¶ienia. Dzwonek

telefonu jużsięjednak nie odezwał

Po połdniu przygnęiona Susan weszł do wanny. Zanurzył

sięw pienistej wodzie, probuj±

zapomnieći o pensjonacie Stone Manor, i o Parku Narodowym

Smoky Moun tains. Dok± on pojechał –zastanawiał się –Dlaczego nie zadzwonił

Stopniowo woda z gor±ej robił sięletnia, a w końu zimna.

Wł¶ie miał wychodzićz wanny,

kiedy słchawkętelefonu ożwił brzęzenie. Susan skoczył

na rowne nogi. Kiedy sięał po aparat,

ktory zostawił na umywalce, rozchlapał wodęna podłdze.

–David?

–Mowi Strathmore –powiedziałgłs po drugiej stronie linii

telefonicznej.

Susan osunęł siędo wody.

–Och! –Nie potrafił ukryćrozczarowania. –Dzieńdobry, panie

komandorze.

–Liczył pani na telefon od młdszego mężzyzny? –zapytał

tłmi± chichot.

–Nie, panie komandorze –odpowiedział z zakłpotaniem. –Mam nadzieję ż to nie zabrzmiał…

–Oczywi¶ie, ż zabrzmiał. –Za¶iałsię –David Becker to

dobry człwiek. Postaraj sięgo nie

stracić

–Postaram się panie komandorze.

Nagle głs komandora spoważiał

–Niech pani posłcha, Susan, dzwonię ponieważpotrzebujępani tutaj. Migiem.

Probował sięskupić

–Jest sobota, panie komandorze. Zwykle nie…

–Wiem –powiedziałspokojnie. –To nadzwyczajna sytuacja.

Susan usiadł prosto. Nadzwyczajna sytuacja? Nigdy nie

słszał tych słw z ust komandora

Strathmore’a. Nadzwyczajna sytuacja? W Wydziale Kryptologii?

Nie potrafił sobie tego wyobrazić

–Tak jest, panie komandorze. –Zrobił krotk±pauzę –Przyjadęjak najszybciej.

–Albo nawet jeszcze pręzej. –Strathmore odłżłsłchawkę

Choćsięowinęł ręznikiem, woda kapał na ubrania starannie

złżne poprzedniego dnia: krotkie

spodnie i sweter na chłdne gorskie wieczory oraz now±bieliznę ktor±kupił na noce. Przygnęiona

poszł do szafy po czyst±bluzkęi spodnicę Nadzwyczajna

sytuacja? U kryptologow?

Schodz± po schodach, zastanawiał się co złgo moż jej

jeszcze przynie¶ćten dzień

Niebawem miał sięprzekonać

Rozdział 2

Trzydzie¶ci tysięcy stop nad całkowicie spokojnym oceanem

David Becker żało¶nie się gapił w małe

owalne okno learjeta sze¶ćdziesi±t. Powiedziano mu, że

posiadanie telefonu na pokładzie jest

zakazane, nie mogł więc zatelefonować do Susan.

– Co ja tu robię? – mruczał do siebie. Ale odpowiedĽ była

prosta: s± ludzie, ktorym po prostu się nie

odmawia.

– Panie Becker – zatrzeszczał gło¶nik. – Za poł godziny

l±dujemy.

Becker skin±ł ponuro w stronę Ľrodła głosu. Zaci±g n±ł roletę i

probował się zdrzemn±ć. Ale mogł

my¶leć tylko o Susan.

Rozdział 3

Volvo Susan powoli wjechało w cień trzymetrowego płotu

zwieńczonego drutem kolczastym, by tam się

zatrzymać. Młody wartownik położył dłoń na dachu auta.

– Identyfikator proszę.

Susan wykonała polecenie, nastawiaj±c się na zwykłe

połminutowe oczekiwanie. Funkcjonariusz

przeci±gn±ł jej identyfikator przez skaner. W końcu powiedział:

– Dziękuję, pani Fletcher. – Dał niezauważalny sygnał i brama

wjazdowa stanęła otworem.

Poł mili dalej Susan powtorzyła cał± procedurę przed rownie

imponuj±cym ogrodzeniem

elektrycznym. Jeszcze dokładniej, panowie… Przecieżprzejeżżłm tęy tylko milion razy.

Kiedy zwolnił przed ostatnim punktem kontrolnym, kręy

wartownik z karabinkiem maszynowym

i dwoma psami bojowymi zerkn±łna tablicęrejestracyjn±jej

auta i machn±łrę± żby jechał dalej. Po

pokonaniu dwustu pięćziesięiu metrow wzdłżCanine Road

skręił na parking pracowniczy C.

Niewiarygodne –pomy¶ał. –Dwadzie¶ia sze¶ćtysięy

pracownikow i dwunastomiliardowy budżt,

a w weekend nie radz±sobie beze mnie! Dodał gazu, żby

wjechaćna swoje miejsce parkingowe,

i wył±zył silnik.

Za ozdobionym ro¶inami tarasem weszł do głwnego

budynku, minęł dwa kolejne punkty

kontrolne, by wreszcie dotrzećdo pozbawionego okien tunelu,

ktory prowadziłdo nowego skrzydł.

Tam na jej drodze znalazł siękabina z cyfrowym

identyfikatorem głsu.

AGENCJA BEZPIECZEŃSTWA NARODOWEGO (NSA)

CENTRUM KRYPTOLOGICZNE

NIEUPOWAŻNIONYM WSTĘP WZBRONIONY

Uzbrojony wartownik podniosł wzrok.

– Dzień dobry, pani Fletcher.

Susan posłała mu zmęczony u¶miech.

– Cze¶ć, John.

– Nie spodziewałem się pani dzisiaj.

– Ja też się nie spodziewałam. – Pochyliła się nad mikrofonem

parabolicznym. – Susan Fletcher –

powiedziała wyraĽnie. Komputer natychmiast potwierdził

częstotliwo¶ć jej głosu i bramka się

otworzyła. Susan ruszyła dalej.

Wartownik zachwycał się postaci± Susan, gdy przemierzała

betonowy korytarz. Zauważył, że jej

intensywnie orzechowe oczy patrzyły dzisiaj nieobecnym

spojrzeniem, choć jej policzki rumieniły się

¶wieżo¶ci±, a kasztanowe włosy do ramion wygl±dały jak prosto

spod suszarki. Ci±gn±ł się za ni±

delikatny zapach pudru dla dzieci firmy Johnson’s. Oczy

mężzyzny przebiegł w dołjej smukłj

sylwetki –na biał±bluzkęi ledwie widoczny pod ni±stanik, na

sięaj±±kolan szarozielon±spodnicęi wreszcie na jej nogi. Nogi Susan Fletcher…

Ażtrudno uwierzyć ż porusza sięna nich inteligencja o

ilorazie sto siedemdziesi±! –pomy¶ał Dłgo sięza ni±gapił W końu pokręiłgłw± gdy zniknęł w oddali.

Susan doszł do końa tunelu, gdzie znajdował sięobrotowe

drzwi przypominaj±e wej¶ie do

skarbca. Wypisany wielkimi literami napis głsił WYDZIAŁKRYPTOLOGII.

Wzdychaj±, wyci±nęł ręędo umieszczonej w niewielkim

wgłęieniu klawiatury numerycznej,

żby wprowadzićswoj pięiocyfrowy PIN. Kilka sekund poĽiej

dwunastotonowa stalowa płta zaczęł

sięobracać Susan probował sięskupić ale jej my¶i wracał

do niego.

David Becker. Jedyny mężzyzna, ktorego pokochał. Jako

najmłdszy pracownik Georgetown

University z tytułm profesorskim oraz wybitny jęykoznawca,

w ¶odowisku akademickim byłprawdziw±znakomito¶i± Dzięi wrodzonej pamięi

ejdetycznej i mił¶i do jęykoznawstwa

opanowałsze¶ćjęykow azjatyckich, a takż hiszpańki,

francuski i włski. Na prowadzonych przez

niego wykłdach z etymologii i jęykoznawstwa ogolnego

zawsze brakował miejsc siedz±ych,

niezmiennie teżzasypywano go gradem pytań na ktore

odpowiadałjeszcze dłgo po planowanym

zakońzeniu zajęć Mowiłautorytatywnie i z entuzjazmem,

najwyraĽiej obojęny na rozkochane

spojrzenia zafascynowanych nim studentek.

Becker miałciemn±karnację młdy jak na

trzydziestopięiolatka wygl±, ostrozielone oczy i rownie

ostry dowcip. Jego wyraĽie zarysowany podbrodek i jęrna

twarz kojarzył sięSusan z rzeĽ±w marmurze. Przy wzro¶ie dobrze ponad metr osiemdziesi±

biegałpo polu do squa sha szybciej, niżmogłto sobie wyobrazićktorykolwiek z jego kolegow.

Pokonawszy przeciwnika z kretesem, chłdziłsię

polewaj± gęt±czarn±czuprynęwod±z kranu, po czym,

jeszcze ociekaj±y, fundowałrywalowi koktajl

owocowy i bajgla.

Jak wszyscy młdzi profesorowie, na uniwersytecie David

pobierałraczej skromn±pensję Od czasu

do czasu, kiedy musiałodnowićczłnkostwo w klubie squasha

albo zmienićnaci± w starej rakiecie

Dunlopa, dorabiałtłmaczeniami dla agend rz±owych w

Waszyngtonie i okolicach. W zwi±ku

z jednym z takich zleceńpoznałSusan.

Pewnego rze¶iego poranka podczas jesiennej przerwy

mięzysemestralnej Becker wrociłdo

trzypokojowego słżowego mieszkania i zauważłmigaj±±diodęna automatycznej sekretarce.

Odtwarzaj± nagranie, wlałw siebie litr soku pomarańzowego.

Wiadomo¶ćprzypominał wiele

poprzednich: jaka¶agencja rz±owa chciał go zatrudnićjako

konsultanta na kilka godzin jeszcze tego

samego dnia. Tyle tylko, ż Becker nigdy o tej agencji nie

słszał

–Nazywaj±sięAgencja Bezpieczeńtwa Narodowego –informowałBecker, telefonuj± do kolegow

w poszukiwaniu informacji.

Za każym razem jednak reakcja był taka sama:

–Chodzi ci o RadęBezpieczeńtwa Narodowego?

Becker ponownie odsłchałwiadomo¶ć

–Nie. WyraĽie powiedzieli „gencja”.

–Nigdy o nich nie słszałm.

Becker sprawdziłspis instytucji rz±owych i nie znalazłw nim

instytucji o takiej nazwie.

Zaintrygowany skontaktowałsiętelefonicznie ze starym koleg±od squasha, byłm analitykiem

politycznym obecnie zatrudnionym jako kwerendarz w

Bibliotece Kongresu. David byłzaskoczony jego

wyja¶ieniami.

Agencja Bezpieczeńtwa Narodowego nie tylko istniał, ale teżuchodził za jedn±z najbardziej

wpłwowych agend rz±owych na ¶iecie. Zbierał globalny

wywiad elektroniczny i od ponad połwieku

chronił tajne informacje rz±u Stanow Zjednoczonych. Mimo

to tylko trzy procent Amerykanow był

¶iadomych jej istnienia.

–Skrot NSA oznacza na pewno „ieĽe Schowana Agencja” –żrtowałjego kolega.

Z mieszanin±obawy i ciekawo¶i Becker przyj±łofertętajemniczej agencji. Samochodem pokonałtrzydzie¶i siedem mil do jej dyskretnie usytuowanej siedziby

zajmuj±ej trzydzie¶i sze¶ćhektarow

lesistych wzgorz Fort Meade w stanie Maryland. Po przej¶iu

przez niekońz±e sięposterunki

kontrolne i otrzymaniu ważego sze¶ćgodzin holograficznego

identyfikatora dla go¶i zostałod -

eskortowany do luksusowo urz±zonego centrum badawczego,

gdzie miałspęzićpopołdnie,

udzielaj±, jak mu powiedziano, ¶epego wsparcia pracownikom

Wydział Kryptologii –elitarnej grupie

matematycznych geniuszy znanych jako łmacze kodow.

Przez pierwsz±godzinękryptografowie zachowywali siętak,

jakby nie zauważli przybycia Beckera.

Pochyleni nad olbrzymim stołm porozumiewali sięjęykiem,

ktorego Becker nigdy nie słszał Mowili

o szyfrach strumieniowych, generatorach liczb pseudolosowych

bez powtorzeń wariantach

plecakowych, protokołch wiedzy zerowej i punktach

jednostkowych. Becker obserwowałich

zdezorientowany. Gryzmolili symbole na papierze

milimetrowym, ¶ęzeli nad wydrukami

komputerowymi i nieustannie odnosili siędo bezłdnej

mieszaniny cyfr i liter wy¶ietlanych za

pomoc±projektora.

JHDJA3JKHDHMADO/ERTWTJLW+JGJ328

5JHALSFNHKHHHFAF0HHDFGAF/FJ37WE

OHI93450S9DJFD2H/HHRTYFHLF89303

95JSPJF2J0890IHJ98YHFI080EWRT03

JOJR845H0ROQ+JT0EU4TQEFQE//OUJW

08UY0IH0934JTPWFIAJER09QU4JR9GU

IVJP$DUW4H95PE8RTUGVJW3P4E/IKKC

MFFUERHFGV0Q394IKJRMG+UNHVS9OER

IRK/0956Y7U0POIKI0JP9F8760QWERQI

Wreszcie jeden z mężzyzn wyja¶iłto, czego Becker jużsięzacz±łdomy¶ać Wy¶ietlany tekst byłzakodowanym przekazem, czyli szyfrogramem, w ktorym

odpowiednio pogrupowane litery i cyfry

kodował słwa wiadomo¶i. Kryptografowie mieli za zadanie

go przestudiowaći odczytaćzawarty

w nim przekaz, tak zwany tekst jawny. NSA zdecydował sięwezwaćBeckera, ponieważtekst jawny byłw standardowym jęyku mandaryńkim: Becker miałtłmaczyćz chińkiego znaki, ktore odczytaj±kryptografowie.

Przez dwie godziny tłmaczyłniekońz±y sięci± znakow

mandaryńkiego. Na każy kolejny

przekłd jednak kryptografowie tylko z desperacj±kręili

głwami. NajwyraĽiej tekst nie miałdla nich

sensu. Chc± sięokazaćpomocnym, Becker wskazałna fakt, ż

wszystkie pokazywane mu znaki maj±jedn±wspoln±cechę a mianowicie s±takż logogramami

kanji. Gwar w pomieszczeniu ucichłw jednej

chwili. Mężzyzna nadzoruj±y pracępozostałch –tyczkowaty

nałgowy palacz nazwiskiem Morante –zwrociłsiędo Beckera z niedowierzaniem:

–Chce pan powiedzieć ż te znaki maj±wiele znaczeń

Becker skin±łgłw± Wyja¶ił ż kanji to pismo japońkie

oparte na zmodyfikowanych znakach

chińkich. Dotychczas tłmaczyłz mandaryńkiego, ponieważo

to wł¶ie go prosili.

–Jezu Chryste! –Morante zakasłł –Sprobujmy kanji.

Jak za dotknięiem czarodziejskiej rożżi wszystko stał sięjasne.

Kryptografowie byli pod wrażniem, nadal jednak kazali

Beckerowi pracowaćnad ci±ami znakow

wyjęymi z kontekstu.

–To dla twojego dobra –zapewniłgo Morante. –W ten sposob

nie bęziesz wiedział co tłmaczysz.

Becker wybuchn±ł¶iechem. Dopiero po chwili zauważł ż

nie ¶ieje sięnikt inny.

Gdy szyfr zostałwreszcie złmany, Becker nie miałpojęia,

jakie mroczne sekrety pomogłodkryć

ale jedno był pewne: w NSA bardzo poważie traktowano

łmanie szyfrow, bo do jego kieszeni trafiłczek na kwotęprzewyżzaj±±to, co na uniwersytecie zarabiałw miesi±.

Wychodz±, znow musiałpokonaćseriępunktow kontrolnych w

głwnym korytarzu. Przy jednym

z nich zatrzymałgo wartownik, ktory wł¶ie odwieszałsłchawkętelefonu.

–Proszęchwilęzaczekać panie Becker.

–Co sięstał? –Becker nie przypuszczał ż wizyta potrwa tak

dłgo. Nie chciałsięspoĽićna

cosobotni popołdniowy mecz squasha.

Wartownik wzruszyłramionami.

–Szefowa kryptologii chce zamienićz panem słwo. Jużtu

idzie.

–Kobieta? –Becker sięu¶iechn±ł Dotychczas nie zauważłw

NSA ani jednej kobiety.

–Czy to panu przeszkadza? –zapytałkobiecy głs za jego

plecami.

Odwrociłsięi natychmiast poczułrumieńe na twarzy. Zerkn±łna identyfikator przyczepiony do

bluzki. Stanowisko kierownika Wydział Kryptologii rzeczywi¶ie

zajmował kobieta, do tego bardzo

łdna.

–Nie –wyb±ał –Ja tylko…

–Susan Fletcher. –U¶iechnęł się wyci±aj± smuk ł±dłń

Becker j±u¶isn±ł

–David Becker.

–Moje gratulacje, panie Becker. Słszałm, ż ¶ietnie siępan

dzisiaj spisał Czy mogęz panem

przez chwilęporozmawiać

Zawahałsię

–Prawdęmowi±, trochęsię¶ieszę

Miałnadzieję ż nie postęuje głpio, odtr±aj± propozycjęprzedstawicielki najpotężiejszej

agencji wywiadowczej na ¶iecie, ale mecz zaczynałsięza

czterdzie¶i pięćminut, a on musiałprzecieżdbaćo swoj±reputację David Becker ani razu sięnie

spoĽiłna squasha… na wykłd,

owszem, ale nigdy na squasha.

–Bęęsięstreszczać–obiecał z u¶iechem Susan Fletcher. –Tęy proszę

Dziesięćminut poĽiej Becker siedziałw kantynie, delektuj±

sięsosem biszkoptowym i sokiem

żrawinowym w towarzystwie pięnej szefowej Wydział

Kryptologii NSA Susan Fletcher. Szybko stał

siędla niego jasne, ż wysoka pozycja trzydziestoo¶iolatki w

strukturze Agencji nie był przypadkiem

–kobieta należł do najbłskot liwszych, jakie poznał Kiedy

rozmawiali o szyfrach i ich łmaniu,

Becker musiałmocno sięstarać żby dotrzymaćjej pola, co

był dla niego do¶iadczeniem nowym

i ekscytuj±ym.

GodzinępoĽiej, kiedy Becker nieodwołlnie przegapiłsquasha,

a Susan ostentacyjnie zignorował

trzy wezwania na pagerze, obydwoje wprost musieli sięroze¶iać Oto bowiem mimo wysoce

analitycznych umysłw, najprawdopodobniej odpornych na

nieracjonalne zauroczenia, siedzieli

pogr±żni w dyskusji o morfologii i generatorach liczb

pseudolosowych, czuj± sięjak para nastolatkow:

wszystko wydawał sięfajerwerkiem.

Susan nawet nie poruszył sprawy bę±ej powodem jej

spotkania z Davidem Beckerem: chciał mu

zaproponowaćprobny etat w sekcji azjatyckiej Wydział

Kryptologii, ale entuzjazm, z jakim młdy

profesor mowiło dydaktyce, kazałprzypuszczać ż za nic nie

zostawi uniwersytetu. Susan postanowił

nie zatruwaćatmosfery sprawami słżowymi. Znow poczuł

sięjak uczennica; nic nie mogł popsućtego nastroju –i nic go nie popsuł.

Znajomo¶ćrozwijał siępowoli i romantycznie: chwile

wykradzione z napięego terminarza, dłgie

spacery po kampusie Georgetown, od czasu do czasu

cappuccino poĽym wieczorem u Merluttiego,

rzadziej jaki¶wspolny wykłd albo koncert. Susan częto

wybuchał ¶iechem, choćwcze¶iej nie

przypuszczał, ż to możiwe. Miał wrażnie, ż David potrafi

obrocićw żrt dosłwnie wszystko. Po

intensywnych obowi±kach zawodowych w NSA spotkania te

był dla niej prawdziwym wytchnieniem.

Pewnego chłdnego jesiennego popołdnia siedzieli na

trybunach, obserwuj±, jak Rutgersi

spuszczaj±cięi drużnie futbolowej Georgetown.

–Jak sięnazywałten sport, ktory uprawiasz? –przekomarzał

sięSusan. –Kałsz?

Becker jęn±ł

–Ten sport nazywa sięsquash.

Spojrzał na niego tęym wzrokiem.

–Ale jest bardzo podobny do kałsza –wyja¶ił –Tylko gra sięna mniejszym boisku.

Odepchnęł go.

Lewy skrzydłwy drużny Georgetown wykopałpiłęz rogu

poza linięboiska i tłm zacz±łbuczeć

Obrońy po¶iesznie wracali pod włsne pole karne.

–A ty? –zapytałBecker. –Uprawiasz jaki¶sport?

–Jestem nie do pobicia na bieżi treningowej.

Becker sięwzdrygn±ł

–Wolęsporty, w ktorych chodzi o rywalizację

Susan odpowiedział u¶iechem.

–Zawsze prze¶igamy oczekiwania innych, prawda?

Obrońa Georgetown zablokowałpodanie i na trybunach rozległsięgromki aplauz. Susan pochylił

się żby szepn±ćmu do ucha:

–Doktor.

Odwrociłsięi spojrzałna ni±zdezorientowany.

–Doktor –powtorzył gł¶iej. –Powiedz pierwsze, to ci

przychodzi do głwy.

Becker nie wydawałsięprzekonany.

–Skojarzenia słwne?

–Standardowa procedura w NSA. Muszęprzecieżwiedzieć z

kim sięzadaję –Spojrzał na niego

stanowczo. –Doktor.

Becker wzruszyłramionami.

–Seuss.

Susan zmarszczył brwi.

–No dobrze, sprobujmy tego… kuchnia.

Nie zawahałsię

–Sypialnia.

Susan uniosł brwi z fałzyw±skromno¶i±

–Ciekawe, co powiesz na to: kat.

–Gut –odpaliłBecker.

–Gut?

–Tak. Katgut. Baranie jelita użwane w naci±u najlepszych

rakiet do squasha.

–Brzmi uroczo –jęnęł.

–Twoja diagnoza? –zapytałBecker.

Zamy¶ił się

–Jeste¶dziecinnym, niezaspokojonym seksualnie maniakalnym

entuzjast±gry w squasha.

Becker wzruszyłramionami.

–Jak dla mnie brzmi nieĽe.

Ci±nęł sięto tak tygodniami. Nad deserem w całdobowych

restauracjach Becker zadawałniezliczone pytania.

Gdzie sięnauczył matematyki?

Jak trafił do NSA?

Sk± sięwzi±łjej wielki urok?

Czerwieni± się Susan przyznał, ż rozkwitł poĽo, a

ponieważdo dwudziestego roku żcia był

tyczkowata i niezdarna oraz nosił aparat na zęach, to ciotka

Clara stwierdził kiedy¶ ż za

przecięn±urodęBog przeprosiłSusan, daj± jej nieprzecięny

mozg. Przedwczesne przeprosiny,

pomy¶ałBecker.

Susan wyja¶ił, ż jej zainteresowanie kryptologi±zaczęł sięjeszcze w gimnazjum.

Przewodnicz±y koła komputerowego, wysoki osmoklasista

nazwiskiem Frank Gutman, napisałdo

niej list miłsny, ktory zakodowałszyfrem liczbowym. Susan

błgał go, żby jej wyjawiłtre¶ćlistu, ale

on kokieteryjnie odmowił Wrocił wię do domu i do poĽa w

noc siedział z latark±pod kołr± dopoki

nie odkrył, na czym polega sekret: każa liczba zastęował

jak±¶literę Skrupulatnie rozkodowywał

wiadomo¶ć z zachwytem obserwuj±, jak pozornie

przypadkowe cyfry magicznie zamieniaj±sięw pięn±poezję Nie miał cienia w±pliwo¶i, ż sięzakochał

–w szyfrach i kryptologii, ktore stan±sięjej żciem.

Niemal dwadzie¶ia lat poĽiej, po uzyskaniu magisterium z

matematyki na Uniwersytecie Johnsa

Hopkinsa i badaniach nad teori±liczb, ktore prowadził jako

stypendystka MIT, złżł pracędoktorsk±pod tytułm „etody kryptograficzne, protokoł i algorytmy do

zastosowania ręznego”. NajwyraĽiej

promotor nie byłjedynym jej czytelnikiem, ponieważniedłgo

potem odebrał telefon, a potem bilet

lotniczy od NSA.

Wszyscy zainteresowani wiedzieli, ż NSA zatrudnia najlepsze

kryptologiczne umysł pod słńem.

Każej wiosny, kiedy firmy sektora prywatnego rzucał sięna

najlepszych absolwentow, oferuj±

nieprzyzwoicie wysokie pensje oraz prawo kupna akcji po

niżzej cenie, ludzie NSA uważie siętemu

przygl±ali, dokonywali włsnej selekcji, po czym wkraczali,

podwajaj± proponowane absolwentom

stawki. Dla NSA nie był rzeczy nie do kupienia. Drż± z

niecierpliwo¶i, Susan wyl±ował na lotnisku

Waszyngton-Dulles, a tam czekałjużna ni±kierowca, ktory

zawiozłj±do Fort Meade.

Tamtego roku taki sam telefon jak ona odebrał jeszcze

czterdzie¶i jeden osob. Jako

dwudziestoo¶iolatka Susan był w¶od nich najmłdsza. Był

teżjedyn±kobiet± Pobyt w Fort Meade

okazałsięraczej wydarzeniem z kategorii public relations i

okazj±do zebrania informacji niżnieformaln±sesj± W nastęnym tygodniu Susan i jeszcze

sze¶iu kandydatow zaproszono do

ponownych odwiedzin. Wrocił nie bez wahania. Tym razem na

miejscu grupęnatychmiast

rozdzielono. Wszystkich zbadano wariografem, wypytano o

przeszł¶ć poddano testom

grafologicznym oraz całmi godzinami podczas rejestrowanych

rozmow indagowano o wszystko,

z orientacj±seksualn±i łżowymi upodobaniami wł±znie.

Kiedy zapytano j± czy uprawiałby seks ze

zwierzęiem, omal nie wyszł, jako¶jednak wytrwał,

podtrzymywana nadziej±na pracęnad

najnowocze¶iejszymi teoriami szyfrowania, wej¶ie do Zamku

Zagadek, ktore oznaczał człnkostwo

w najtajniejszym klubie ¶iata: Agencji Bezpieczeńtwa

Narodowego.

Becker słchałcałowicie zaabsorbowany.

–Naprawdęciępytali, czy uprawiałby¶seks ze zwierzęiem?

Susan wzruszył ramionami.

–To element rutynowego sprawdzenia.

–Skoro tak mowisz… –Becker opanowału¶ieszek. –Co im

odpowiedział¶

Kopnęł go pod stołm.

–Powiedziałm, ż nie. –Po chwili dodał: –I do wczorajszej

nocy to był prawda.

David jawiłsięjej niemalż jako ideał Susan znalazł w nim

tylko jedn±wadę nalegał ż to on zapłci

rachunek, ilekroćwychodzili gdzie¶razem. Z przykro¶i±patrzył, jak David wydaje rownowarto¶ćswoich całdziennych zarobkow na kolacjędla nich dwojga, on

jednak pozostawałniewzruszony. Susan

nauczył sięnie protestować bardzo jej to jednak

przeszkadzał. Zarabiam więej, niżpotrafięwydać to

ja powinnam za nas płcić my¶ał.

Je¶i jednak nie liczyćtego staromodnego poczucia rycersko¶i,

David naprawdębyłideałm: nie

do¶ć ż wrażiwy, inteligentny i zabawny, to jeszcze

autentycznie zainteresowany jej prac± Podczas

wycieczek do Instytutu Smithsona, na przejażżach

rowerowych i nad spaghetti w jej kuchni David

zasypywałj±pytaniami. Susan zaspokajał jego ciekawo¶ć o

ile nie wymagał to naruszenia klauzuli

tajno¶i, przekazuj± mu podstawowe informacje o

funkcjonowaniu Agencji Bezpieczeńtwa

Narodowego. Słchałjej z zapartym tchem.

Powołna do żcia na mocy decyzji, ktor±prezydent Truman

podpisał4 listopada 1952 roku minutępo połocy, przez niemal pięćziesi± lat Agencja

Bezpieczeńtwa Narodowego pozostawał

najtajniejsz±instytucj±wywiadowcz±na ¶iecie.

Siedmiostronicowy akt załżcielski zwięĽe okre¶ałzadania: zapewniaćbezpieczeńtwo systemu ł±zno¶i rz±u

Stanow Zjednoczonych oraz

przechwytywaćwiadomo¶i nadawane i odbierane przez inne

pańtwa.

Nad dachem głwnego budynku operacyjnego NSA goruje

ponad pięćet anten, w¶od nich dwie

kopuł radarow wygl±aj±e jak gigantyczne piłi golfowe. Sam

budynek teżjest olbrzymi –ponad

dziewięćziesi± tysięy metrow kwadratowych, a wię ponad

dwa razy więej niżw siedzibie

CIA. Wewn±rz połżno prawie dwa i połtysi±a kilometrow

kabli, a w ¶ianach zamiast okien

zamontowano szklane panele o powierzchni niemal siedmiu i

połtysi±a metrow kwadratowych.

Susan opowiedział Davidowi o wydziale rekonesansu

globalnego, tak zwanym COMINT,

dysponuj±ym niewyobrażln±liczb±stanowisk nasłchu,

satelitow, szpiegow i podsłchow

rozmieszczonych na całm ¶iecie. Co dzieńtysi±e

przechwyconych dzięi nim wiadomo¶i trafiaj±do

analitykow NSA, ktorzy je rozszyfrowuj± Pracownicy CIA i FBI

oraz doradcy rz±u Stanow

Zjednoczonych do spraw polityki zagranicznej podejmuj±decyzje na podstawie informacji

wywiadowczych przekazanych im przez NSA.

Becker słchałjak zaczarowany.

–A łmanie szyfrow? Jaka jest twoja rola?

Susan wyja¶ił mu, ż przechwytywane wiadomo¶i wysyłne

s±nie tylko przez rz±y wrogich

pańtw, ale teżorganizacje terrorystyczne i niebezpieczne

grupy religijne częto działj±e na

terytorium Stanow Zjednoczonych. S±zwykle zaszyfrowane, na

wypadek gdyby trafił w niepowołne

ręe, co zreszt±zwykle siędzieje dzięi pracy COMINT. Do jej

zakresu obowi±kow jako kryptologa

należ analiza i ręzne łmanie tych szyfrow oraz dostarczanie

NSA odszyfrowanych wiadomo¶i. Nie

powiedział mu jednak wszystkiego.

Susan czuł wyrzuty sumienia, ż okłmuje swojego nowego

kochanka, ale nie miał wyboru.

Jeszcze kilka lat temu jej słwa nie mijałby sięz prawd± od

tamtego czasu jednak w NSA zaszł

wielkie zmiany. ¦iat kryptografii przeszedłrewolucję Nowe

obowi±ki Susan był tajne nawet dla

niektorych przedstawicieli najwyżzych szczebli włdzy.

–Szyfry –mrukn±łwyraĽie zafascynowany. –Sk± wiesz, od

czego zacz±ć Chodzi mi o to, jak je

łmiesz.

Susan zareagował u¶iechem.

–Kto jak kto, ale ty powiniene¶wiedzieć To podobne do nauki

jęyka obcego. Najpierw tekst sięwydaje niezrozumiałm bełotem, ale kiedy poznasz reguł

definiuj±e strukturęwypowiedzi,

zaczynasz z tego bełotu wydobywaćznaczenie.

Becker z zaciekawieniem kiwałgłw± Chciałwiedziećwięej.

Użwaj± serwetek od Merluttiego i programow koncertowych

zamiast tablicy, Susan poprowadził

dla czaruj±ego pedagoga minikurs kryptologiczny. Zaczęł od

kwadratu Juliusza Cezara.

Juliusz Cezar zapocz±kowałhistoriękryptografii. Gdy jego

posłńy zaczęi wpadaćw zasadzki

zastawiane przez wrogow w celu przejęia tajnych rozkazow,

Cezar obmy¶iłprosty sposob

zabezpieczania wiadomo¶i, dzięi ktoremu po zapisaniu

wygl±ał one na bezsensowny ci± liter. Ale

tylko wygl±ał. Liczba liter każej wiadomo¶i był kwadratem

liczby naturalnej –szesna¶ie,

dwadzie¶ia pięć trzydzie¶i sze¶ći tak dalej –a jej wybor

zależłod tego, jak dłg±wiadomo¶ćCezar

chciałprzekazać Oficerowie wiedzieli, ż po odebraniu takiego

rozkazu musz±wpisaćjego tekst

w kwadrat o okre¶onej dłgo¶i boku, a nastęnie odczytaćkolumny od gory do doł. Ukryta

informacja ukazywał sięjak za dotknięiem rożżi.

Z czasem pomysłCezara przechwycili inni, modyfikuj± sposob

zapisywania tajnego tekstu tak, by

utrudnićzłmanie szyfru. Apogeum sztuki szyfrowania bez

pomocy komputerow przypadł na lata

drugiej wojny ¶iatowej. Niemcy skonstruowali zagadkow±maszynęo nazwie Enigma. Przypominał

maszynędo pisania uzupełion±o wymy¶ny mechanizm z

trzema osadzonymi na wspolnej osi

wirnikami. Po uderzeniu w klawisz wirniki obracał sięw

okre¶ony sposob, co powodował

przekształenie tekstu jawnego w ci± pozornie

bezsensownych grup liter. Tak±wiadomo¶ćmoża

był odczytaćtylko przy użciu Enigmy skalibrowanej w taki

sam sposob jak maszyna użta do jej

szyfrowania.

Becker słchałjak zaczarowany. Nauczyciel zamieniłsięw

ucznia.

Pewnego wieczoru podczas wystawianego w auli

uniwersyteckiej przedstawienia Dziadka do

orzechow Susan dał Davidowi pierwszy prosty szyfr do

złmania. Przez cał antrakt siedziałz piorem

w ręu, głwi± sięnad dwudziestodziewięioliterow±wiadomo¶i±

IDRSDLRYBYDRKHVZYDBHDONYMZKZL

Wreszcie, gdy na widowni gasły już ¶wiatła przed drugim

aktem, David rozwi±zał zagadkę. Susan po

prostu zast±piła każd± literę jej poprzedniczk± w alfabecie,

pomijaj±c diakrytyzowane. Żeby

rozszyfrować wiadomo¶ć, wystarczyło przesun±ć litery o jedn±

do przodu. I zamienia się w J, D w E i tak

dalej. Szybko podstawił pozostałe litery. Nigdy by nie

przypuszczał, że pięć wyrazow tak bardzo go

uraduje:

JESTEM SZCZESLIWA ZE CIE POZNALAM

Szybko nabazgrał odpowiedĽ, ktor± następnie wręczył Susan.

IZ SDY

Przeczytała i jej twarz rozpromienił u¶miech.

Becker ¶miał się sam z siebie: miał trzydzie¶ci pięć lat, a my¶lał

o Susan z drżeniem serca, jakby był

młokosem. Żadna kobieta nie poci±gała go tak mocno jak ona.

Delikatne europejskie rysy jej twarzy

z łagodnymi złocistobr±zowymi oczami przywodziły mu na my¶l

reklamę kosmetykow Estee Lauder.

Je¶li jako nastolatka Susan była tyczkowata i niezgrabna, to od

tamtego czasu jej ciało bardzo się

zmieniło: zrobiło się smukłe i zgrabne, z pełnymi, jędrnymi

piersiami oraz idealnie płaskim brzuchem.

David często żartował, że nigdy przedtem nie spotkał modelki

bielizny posiadaj±cej doktorat

z matematyki stosowanej i teorii liczb. Mijały kolejne miesi±ce;

obydwoje zaczęli podejrzewać, że

znaleĽli co¶ na całe życie.

Byli ze sob± prawie dwa lata, kiedy David zaproponował jej

małżeństwo. O¶wiadczył się zupełnie

niespodziewanie, podczas weekendowej wycieczki w Smoky

Mountains. Leżeli pod baldachimem

wielkiego łożka w pensjonacie Stone Manor. Nie dał jej

pier¶cionka. Po prostu powiedział, co mu

przyszło do głowy. I to wła¶nie w nim uwielbiała – zawsze działał

tak spontanicznie. Pocałowała go

długo i mocno. Wzi±ł j± w ramiona i zsun±ł z niej nocn± koszulę.

– Zakładam, że to oznacza zgodę – szepn±ł i do rana kochali się

przed kominkiem.

Od tamtego magicznego wieczoru minęło poł roku. Wkrotce

potem David niespodziewanie

awansował na dziekana wydziału językow nowożytnych, a

stosunki między nimi zaczęły się psuć.

Rozdział 4

Pisk brzęczyka przy wej¶ciu do Wydziału wyrwał Susan z

melancholijnych rozmy¶lań. Obrotowe drzwi

minęły już pozycję pełnego otwarcia, zostało jej więc tylko pięć

sekund, zanim skrzydło się zamknie,

wykonuj±c pełny obrot. Zebrała my¶li i przekroczyła prog.

Komputer odnotował jej wej¶cie.

Można powiedzieć, że praktycznie mieszkała w Wydziale

Kryptologii od ukończenia jego budowy

przed trzema laty, za każdym razem jednak wchodziła tam z

zapartym tchem. Głowne pomieszczenie

stanowił olbrzymi okr±g o wysoko¶ci pięciu pięter. Zwieńczaj±ca

tę wielk± halę przeĽroczysta kopuła

w najwyższym punkcie wznosiła się na wysoko¶ć prawie

czterdziestu metrow nad podłog±. Dzięki

wtopionej w pleksiglas siatce z włokna węglowego konstrukcja

kopuły była odporna na falę

uderzeniow± po wybuchu bomby o sile dwoch megaton, a

promienie słońca przenikaj±ce przez dach

malowały na ¶cianach delikatn± koronkę ciemnych linii. W

powietrzu wirowały drobinki kurzu

uwięzione w szerokich spiralach przez potężny system

dejonizacyjny.

Mocno pochylone przy sklepieniu ¶ciany pomieszczenia na

wysoko¶ci oczu robiły się już prawie

pionowe. Stopniowo traciły też przejrzysto¶ć, by tuż nad

podłog± przej¶ć w całkowicie nieprzeziern±

czerń, ktorej l¶ni±cy bezmiar połyskiwał niesamowicie,

wywołuj±c niepokoj±ce wrażenie, że podłoga

jest przeĽroczysta. Czarny lod.

Po¶rodku podłogi, niczym wierzchołek gigantycznej torpedy,

wystawało urz±dzenie, dla ktorego

zbudowano olbrzymi± kopułę. L¶ni±cy czarny kształt strzelał w

powietrze siedmiometrowym łukiem, by

znow zej¶ć pod podłogę. Gładki czarny garb wygl±dał jak

olbrzymia orka, ktora wyskoczyła nad

powierzchnię gdzie¶ na wodach Arktyki.

To był TRANSLATOR, najdroższy komputer na ¶wiecie –

maszyna, ktorej istnieniu NSA uporczywie

zaprzeczała.

Podobnie jak gora lodowa TRANSLATOR skrywał

dziewięćdziesi±t procent swojej masy pod

powierzchni±. Jego sekret zamknięty był w ceramicznym silosie

schodz±cym na głęboko¶ć sze¶ciu

pięter. Przypominaj±cy rakietę kadłub oplatał labirynt kabli i

pomostow, po ktorych chodziło się przy

akompaniamencie syku freonowej instalacji chłodz±cej.

Umieszczone na samym dnie silosu

generatory brzęczały nieustannie, a niska częstotliwo¶ć

odgłosu ich pracy roznosiła się upiornym

pomrukiem po całym budynku.

TRANSLATOR, jak wszystkie wielkie osi±gnięcia techniki, był

dzieckiem konieczno¶ci. W latach

osiemdziesi±tych dwudziestego wieku nast±piła rewolucja

telekomunikacyjna, ktora całkowicie

zmieniła zasady rozpoznania wywiadowczego: powszechny stał

się dostęp do Internetu i nastała era

poczty elektronicznej.

Pospolici przestępcy, terrory¶ci i szpiedzy, od dawna nękani

podsłuchami telefonicznymi, skwapliwie

skorzystali z nowego ¶rodka komunikacji o zasięgu ¶wiatowym.

Poczta elektroniczna oferowała

bezpieczeństwo tradycyjnych listow i szybko¶ć telefonu.

Ponieważ wiadomo¶ci przesyłane s± przez

podziemne ¶wiatłowody, a nie drog± radiow±, nikt nie może ich

przechwycić. Tak przynajmniej

s±dzono.

Tymczasem przejęcie wiadomo¶ci przekazywanych w Internecie

było dziecinn± igraszk± dla

specjalistow z NSA. Wbrew opinii większo¶ci użytkownikow

Internet wcale się nie zacz±ł wraz

z upowszechnieniem komputerow osobistych. Powstał

trzydzie¶ci lat wcze¶niej, kiedy Departament

Obrony stworzył ogromn± sieć komputerow±, żeby zapewnić

bezpieczn± ł±czno¶ć rz±dow± na wypadek

wojny nuklearnej. Oczami i uszami NSA stali się więc starzy

spece od Internetu. Wszyscy ci, ktorzy

pocztę elektroniczn± wykorzystywali do prowadzenia

nielegalnych interesow, szybko się zorientowali,

że ich poczynania nie s± takie anonimowe, jak s±dzili. FBI, DEA,

IRS, a także inne agendy rz±du

Stanow Zjednoczonych powołane do walki z przestępczo¶ci±,

dzięki pomocy przebiegłych hakerow

z NSA z satysfakcj± odnotowały ogromny wzrost liczby

aresztowanych i skazanych.

Oczywi¶cie jak tylko użytkownicy komputerow odkryli, że

władze amerykańskie maj± dostęp do

listow przesyłanych drog± elektroniczn±, na całym ¶wiecie

podniosły się okrzyki oburzenia. Brak

prywatno¶ci niepokoił nawet tych, ktorzy prowadzili

korespondencję internetow± wył±cznie dla celow

towarzyskich. Co bardziej rzutcy programi¶ci z rożnych

zak±tkow globu zaczęli szukać sposobow na

zabezpieczenie listow elektronicznych. I znaleĽli, tworz±c

kryptografię klucza publicznego.

Szyfrowanie z użyciem klucza publicznego jest pomysłem

rownie prostym co genialnym. Opiera się

o łatwe w użyciu oprogramowanie komputera domowego, ktore

szyfruje wiadomo¶ć elektroniczn± tak,

że jej tekst staje się całkowicie niezrozumiały. Po napisaniu listu

każdy użytkownik może skorzystać

z tego oprogramowania, a przechwycenie zaszyfrowanej nim

wiadomo¶ci nic nie da, ponieważ na

ekranie wy¶wietli się ona jako nieczytelny bełkot.

Wiadomo¶ć zaszyfrowan± przy użyciu klucza publicznego

można odczytać tylko po wprowadzeniu

klucza deszyfruj±cego, nazywanego też kluczem prywatnym,

ktory działa podobnie jak numer PIN

w bankomatach, ale na ogoł jest dłuższy i o wiele bardziej

skomplikowany. Klucz prywatny zawiera

wszystkie informacje niezbędne, aby algorytm szyfruj±cy

wykonał operacje matematyczne prowadz±ce

do odtworzenia oryginalnej wiadomo¶ci.

Użytkownicy poczty elektronicznej znowu poczuli się

bezpiecznie. Nawet je¶li wiadomo¶ć została

przechwycona, mogli j± odczytać tylko ci, ktorzy posiadali klucz

prywatny.

Dla NSA natomiast konsekwencje okazały się bolesne. Agencja

nie zajmowała się już szyframi

podstawieniowymi, ktore można złamać przy użyciu ołowka i

papieru milimetrowego. Teraz jej

specjali¶ci musieli stawić czoło komputerowym funkcjom

haszuj±cym, ktore wykorzystuj± teorię chaosu

i szyfry wieloalfabetowe do zamiany tekstu jawnego w losow±

sekwencję znakow. Ich sytuacja

wydawała się więc beznadziejna.

Pocz±tkowo klucze deszyfruj±ce były raczej krotkie i komputery

NSA potrafiły je „odgadn±ć”. Je¶i na

przykłd klucz deszyfruj±y skłdałsięz dziesięiu znakow,

komputer programowano tak, żby po kolei

sprawdzałwszystkie możiwo¶i mięzy 0000000000 a

9999999999 i znalezienie wł¶iwej kolejno¶i

cyfr stawał siętylko kwesti±czasu. Tęmetodęprob i błęow

okre¶a sięmianem brute force, czyli ataku

na siłę Wymaga on czasu, ale daje gwarancjęznalezienia

klucza.

Kiedy wie¶ćo skuteczno¶i ataku brute force sięrozeszł,

użtkownicy Internetu zaczęi stosowaćcoraz dłżze klucze deszyfruj±e. Czas potrzebny komputerowi

do odgadnięia wł¶iwej kombinacji

wydłżłsięz tygodni do miesięy, a poĽiej jeszcze bardziej.

W latach dziewięćziesi±ych klucze deszyfruj±e skłdał sięjużz ponad pięćziesięiu elementow

i wykorzystywał znaki wybrane spo¶od wszystkich dwustu

pięćziesięiu sze¶iu symboli kodu ASCII

złżnego z liter, cyfr oraz znakow przestankowych i

specjalnych. Liczba możiwych kombinacji

oscylował w okolicy 10120 –jedynka i sto dwadzie¶ia zer.

Odgadnięie klucza deszyfruj±ego stał sięrownie prawdopodobne jak odnalezienie konkretnego ziarenka

piasku na plaż o dłgo¶i pięiu

kilometrow. Szacowano, ż skuteczny atak brute force na szyfr

oparty o klucz

sze¶ćziesięioczterobitowy, przeprowadzony przy użciu

najszybszej maszyny NSA –¶i¶e tajnego

superkomputera Cray/Josephson II –potrwały okoł

dziewięnastu lat. Zanim wię komputer

znalazły klucz i złmałszyfr, tre¶ćwiadomo¶i jużdawno

byłby nieaktualna.

Stoj± wobec groĽy utraty zdolno¶i do prowadzenia wywiadu

elektronicznego, NSA przygotował

¶i¶e tajn±dyrektywę ktor±zatwierdziłprezydent Stanow

Zjednoczonych, daj± Agencji fundusze

federalne oraz peł±swobodędziałnia. Przy takich

możiwo¶iach NSA podjęł sięniemożiwego:

postanowiono skonstruowaćpierwszy w ¶iecie uniwersalny

komputer do kryptoanalizy.

Choćwielu inżnierow twierdził, ż komputer do łmania

szyfrow to mrzonka, NSA pozostał

wierna swojej zasadzie: nic nie jest niemożiwe –co najwyżj

zajmuje tylko trochęwięej czasu.

Po upłwie pięiu lat, podczas ktorych przepracowano połmiliona roboczogodzin i wydano miliard

dziewięćet milionow dolarow, NSA ponownie udowodnił

słszno¶ćswojej dewizy. Ostatni z trzech

milionow procesorow nie więszych niżznaczek pocztowy

zostałręznie przylutowany, ukońzono

programowanie i zespawano ceramiczn±osłnę NarodziłsięTRANSLATOR.

Tajna konstrukcja TRANSLATORA stanowił wynik wysiłu

wieloosobowego zespoł, ale żden

z pracuj±ych nad ni±ludzi nie znałjej w cał¶i. Podstawowa

zasada działnia maszyny był jednak

prosta: im więej r±, tym praca lżjsza.

Trzy miliony procesorow działł rownolegle, z oszałmiaj±±pręko¶i±sprawdzaj± kolejne

permutacje. Tworcy TRANSLATORA mieli nadzieję ż nawet

szyfry wykorzystuj±e klucze

o niewyobrażlnie dużj liczbie znakow nie opr±sięmetodycznemu działniu i mocy obliczeniowej

najszybszego superkomputera. Warte prawie dwa miliardy

dolarow arcydzieł informatyki

wykorzystywał nie tylko przetwarzanie rownoległ, ale teżkilka ¶i¶e tajnych metod analizy tekstu

jawnego ułtwiaj±ej wykrycie klucza deszyfruj±ego. Działnie

oszałmiaj±ej liczby procesorow

dodatkowo wspierał możiwo¶i otwieraj±e siędzięi

najnowszym osi±nięiom w badaniach nad

komputerami kwantowymi –nowo powstał±technologi± ktora

pozwala przechowywaćdane nie

w postaci binarnej, lecz jako bież±y stan kwantowy ukłdu

stanowi±ego komputer.

Chwila prawdy nadeszł w pewien wietrzny czwartkowy

poranek w listopadzie. Pierwsza prawdziwa

proba. Chociażnikt nie byłpewien co do szybko¶i działnia

TRANSLATORA, wszyscy zgadzali sięw jednym: rownoległ działnie wszystkich procesorow da

maszynie wielk±moc obliczeniow± Pytanie

brzmiał tylko, jak wielk±

OdpowiedĽotrzymano po dwunastu minutach. Garstka

obecnych zamilkł ze zdumienia, kiedy

drukarka obudził siędo żcia, żby przenie¶ćna papier tekst

jawny –złmany szyfr. TRANSLATOR

potrzebowałnieco ponad dwunastu minut, żby znaleĽćklucz o

dłgo¶i sze¶ćziesięiu czterech

znakow, podczas gdy najszybszemu dotychczas komputerowi

NSA zajęłby to dwana¶ie lat.

TRANSLATOR byłwię prawie milion razy szybszy.

To byłprawdziwy triumf Biura Organizacji Produkcji, ktore

nadzorowałzastęca dyrektora NSA do

spraw operacyjnych komandor Trevor J. Strathmore.

TRANSLATOR okazałsięsukcesem. Aby utrzymaćgo w tajemnicy, komandor Strathmore natychmiast

zaaranżwałprzeciek maj±y rozpowszechnićinformację ż poniosłklękę a WydziałKryptologii probuje

jeszcze jako¶uratowaćprojekt, ktory

pochłn±łdwa miliardy dolarow. Tylko ¶isł elita znał prawdę

TRANSLATOR łmałsetki szyfrow

dziennie.

Gdy plotka sięrozeszł, wszyscy uznali, ż szyfrowane

wiadomo¶i s±bezpieczne, skoro nawet

wszechpotęża NSA nie jest w stanie ich złmać i sekrety

zaczęł napłwaćlawinowo. Baronowie

narkotykowi, terrory¶i oraz rożej ma¶i malwersanci szybko

przerzucili sięna szyfrowane listy

elektroniczne, bo dzięi temu nie musieli sięobawiać ż

pewnego dnia stan±przed s±em, by razem

z przysięłmi wysłchaćdawno zapomnianej rozmowy

telefonicznej, ktor±zarejestrowałsatelita

NSA. Doskonale przecieżwiedzieli, ż telefony komorkowe s±podsłchiwane.

Zbieranie informacji wywiadowczych nigdy nie był łtwiejsze.

Przechwytywane przez NSA

wiadomo¶i wczytywano do TRANSLATORA jako kompletnie

niezrozumiał bełot, by po kilku

minutach otrzymaćwydruk teks tu jawnego. Koniec z

sekretami.

Aby podtrzymaćlegendęo włsnej niekompetencji, NSA

zaciekle lobbował przeciwko produkcji

i sprzedaż oprogramowania szyfruj±ego. Przedstawiciele

Agencji utrzymywali, ż takie programy

utrudniaj±im pracęoraz godz±w wymiar sprawiedliwo¶i,

uniemożiwiaj± chwytanie i s±zenie

przestęcow. Z kolei zdaniem obrońow swobod obywatelskich

NSA w ogole nie powinna czytaćkorespondencji elektronicznej, dlatego rozpaczliwe poczynania

Agencji przyjmowali oni z rado¶i±

Programy szyfruj±e sprzedawał sięnadal. Agencja

Bezpieczeńtwa Narodowego przegrał bitwę–dokłdnie tak, jak planował. Globalna społczno¶ćużtkownikow Internetu został wyprowadzona

w pole… albo przynamniej tak sięwydawał.

Rozdział 5

– Nikogo nie ma? – zastanawiała się Susan, przemierzaj±c pust±

salę pod kopuł±. A podobno mamy

nadzwyczajn± sytuację.

Większo¶ć wydziałow NSA pracuje z pełn± obsad± także w dni

wolne od pracy, ale u kryptografow

w soboty na ogoł panował spokoj. Zajmuj±cy się łamaniem

szyfrow matematycy s± z natury

znerwicowanymi pracoholikami, wprowadzono więc niepisan±

zasadę, że soboty robi± sobie wolne,

chyba że się wydarzy co¶ nadzwyczajnego. Specjali¶ci od

kryptoanalizy stanowi± towar zbyt cenny

i władze NSA nie chciały ryzykować, że Agencja ich straci

wskutek wypalenia zawodowego.

Susan minęła TRANSLATORA z lewej strony. Pomruk

zamontowanych sze¶ć pięter niżej

generatorow wydał jej się dziwnie złowieszczy. Nigdy nie lubiła

zostawać w Wydziale po godzinach.

Miała wrażenie, że siedzi sama w klatce z jak±¶ wielk±

futurystyczn± besti±. Przy¶pieszyła kroku,

kieruj±c się do gabinetu komandora.

Na zajmowany przez Strathmore’a gabinet mowiono Akwarium,

ponieważmiałszklane ¶iany i tak

wł¶ie wygl±ałprzy rozsunięych zasłnach. Znajdowałsięna szczycie wysokiego podestu ze

schodami, w tylnej czę¶i głwnej hali. Pokonuj± kolejne

poziomy metalowych schodow, Susan

patrzył w goręna grube dęowe drzwi gabinetu komandora,

na ktorych widniał godł agencji:

amerykańki orzeł¶iskaj±y w szponach wielki klucz. Za tymi

drzwiami rezydowałjeden

z najpotężiejszych ludzi, jakich znał.

Komandor Strathmore, pięćziesięiosze¶ioletni zastęca

dyrektora Agencji do spraw

operacyjnych, byłdla Susan jak ojciec. To on przyjmowałj±do

pracy i to dzięi niemu czuł sięw NSA

jak w domu. Gdy przed dziesięioma laty rozpoczynał swoj±karierę Strathmore kierowałdziałm, do

ktorego trafiali na szkolenie wszyscy nowi kryptolodzy –oprocz

niej sami mężzyĽi. Strathmore nigdy

nie tolerowałzjawiska fali, ale jedyn±kobietęw swoim zespole

otoczyłszczegoln±opiek± Ilekroćoskarżno go o to, ż j±faworyzuje, broniłsię mowi± prawdę

Susan Fletcher jest najzdolniejszym

młdym kryptologiem w całj jego karierze, dlatego nie

zamierza jej stracićz powodu molestowania

seksualnego. Jeden ze starszych kryptologow byłjednak na tyle

głpi i postanowiłprzetestowaćstanowczo¶ćkomandora.

Ktorego¶ranka w pierwszym roku pracy Susan zaszł do pokoju

nowych kryptologow po jakie¶papiery. Wychodz±, zauważł swoje zdjęie na tablicy

ogłszeń Omal nie zemdlał ze wstydu.

Zdjęie przedstawiał j±w samych majtkach rozpart±na łżu.

Okazał siępoĽiej, ż jeden z kryptologow zeskanowałzdjęie

z pisma pornograficznego,

a nastęnie cyfrowo domontowałtwarz Susan.

Na nieszczę¶ie dla niego komandor Strathmore uznał ż

fotomontażnie jest ani trochęzabawny.

Dwie godziny poĽiej pracownicy otrzymali pamięny

komunikat:

ZATRUDNIONY NA STANOWISKU KRYPTOLOGA

CARL AUSTIN ZOSTAŁ ZWOLNIONY Z PRACY

ZA NIESTOSOWNE ZACHOWANIE.

Od tamtego dnia nikt już z ni± nie zadzierał. Susan Fletcher

została pupilk± komandora

Strathmore’a.

Strathmore zdobyłszacunek nie tylko w¶od młdych

kryptologow. Na pocz±ku kariery wojskowej

wyrożiłsięw oczach swoich przełżnych, proponuj± kilka

nieszablonowych, ale naprawdęskutecznych operacji wywiadowczych. Szybko awansowałna

kolejne stopnie, daj± siępoznaćjako

bystry obserwator, ktory potrafi chłdno i precyzyjnie

analizowaćnawet najbardziej skomplikowane

sytuacje. Jak nikt inny radziłsobie z moralnymi dylematami

towarzysz±ymi działniom NSA i bez

skrupułw działłw interesie dobra wspolnego.

Nikt nie w±pił ż Strathmore kocha swoj kraj. Komandor

cieszyłsięopini±patrioty i wizjonera,

przyzwoitego człwieka w ¶iecie kłmstw.

Jużkiedy Susan pracował w agencji, Strathmore awansowałz

szefa wydział na drugie w hierarchii

stanowisko zastęcy dyrektora NSA. Tylko jeden człwiek stałwyżj od niego –dyrektor Leland

Fontaine, mityczny włdca Zamku Zagadek, ktory nigdy sięnie

pokazywał czasem przemawiałdo

podwłdnych i wzbudzałpowszechny strach. Fontaine i

Strathmore rzadko sięze sob±zgadzali, a ich

spotkania przypominał starcie tytanow. Fon taine byłprawdziwym gigantem, ale Strathmore wcale siętym nie przejmował W rozmowach z dyrektorem broniłswoich

racji z rezerw±wytrawnego boksera.

Nawet prezydent Stanow Zjednoczonych nie o¶ielałsięatakowaćFontaine’a w taki sposob. Aby to

robić trzeba był albo cieszyćsięnietykalno¶i±w ¶iecie

polityki, albo –tak jak Strath more –byćna

¶iat polityki całowicie obojęnym.

Susan dotarł do szczytu schodow. Zanim zd±żł zastukać

usłszał brzęzyk elektronicznego zamka.

Drzwi stanęł otworem i komandor zaprosiłj±gestem do

¶odka.

–Dzięuję ż przyszł¶ Susan. Jestem twoim dłżikiem.

–To przecieżnic wielkiego –u¶iechnęł się siadaj±

naprzeciwko jego biurka.

Strathmore byłszczupłm, ale muskularnym mężzyzn±o

łgodnych rysach twarzy maskuj±ych

nieco bezwzglęno¶ći nieugięy perfekcjonizm. Jego szare oczy

zwykle patrzył z dyskrecj±i pewno¶i±siebie nabyt±przez wiele lat do¶iadczenia, dzi¶jednak wzrok komandora byłniespokojny

i błęny.

–Nie wygl±a pan kwitn±o –zauważł Susan.

–Bywałm w lepszej formie –westchn±łStrathmore.

Trudno zaprzeczyć pomy¶ał.

I rzeczywi¶ie, nigdy nie widział komandora w tak kiepskim

stanie. Jego rzadkie siwe włsy był

potargane, a czoł l¶ił od kropelek potu, choćw gabinecie

działł klimatyzacja. Siedziałprzy

nowoczesnym biurku z dwiema wbudowanymi klawiaturami

numerycznymi i monitorem. Na blacie

pięrzył sięwydruki komputerowe, a cał¶ćwygl±ał tak,

jakby po¶odku tego oddzielonego

zasłnami od reszty ¶iata gabinetu zamontowano kokpit ze

statku kosmitow.

–Ciężi tydzień –zapytał.

Strathmore wzruszyłramionami.

–Tydzieńjak tydzień Znowu siedzi mi na głwie EFF w zwi±ku

z prywatno¶i±i naruszeniem praw

cyfrowych.

Susan zachichotał. Electronic Frontier Foundation to

zainspirowana przez globaln±koalicjęużtkownikow komputerow organizacja pozarz±owa

wspieraj±a swobody obywatelskie, w tym

zwłszcza wolno¶ćsłwa w sieci, oraz nagł¶iaj±a problemy i

zagrożnia wynikaj±e z żcia

w elektronicznym ¶iecie. Jej działcze niestrudzenie potęiaj±„rwellowskie scenariusze

podsłchiwania obywateli przez agendy rz±owe”, szczegolnie

pięnuj± NSA. EFF był sol±w oku

Strathmore’owi.

–Żdna nowo¶ć–stwierdził. –To chyba nie jest ta

nadzwyczajna sytuacja, dla ktorej wyci±n±łmnie pan z wanny?

Przez chwilęStrathmore z roztargnieniem bawiłsiętrackballem

zamontowanym w blacie biurka.

Potem spojrzałSusan prosto w oczy.

–Ile najdłżj TRANSLATOR pracowałnad złmaniem szyfru?

Tym pytaniem całowicie j±zaskoczył Wydał jej siębezsensowne. I po to mnie tu wezwał

–Hmm… –zawahał się –Kilka miesięy temu COMINT

przechwyciłwiadomo¶ć ktorej złmanie

zajęł okoł godziny, ale miał absurdalnie dłgi klucz. Dziesięćtysięy znakow, je¶i dobrze

pamięam.

–Godzinę powiadasz? –burkn±łStrathmore. –A testy

krawęziowe, ktore ostatnio

przeprowadzali¶y?

Susan wzruszył ramionami.

–Diagnostyka musi potrwaćdłżj.

–Ile dłżj?

Susan nie miał pojęia, do czego Strathmore zmierza.

–W marcu testowałm algorytm z kluczem o dłgo¶i miliona

bitow. Niedozwolone zapęlenia,

automaty komorkowe i inne rożo¶i. Ale TRANSLATOR sobie

poradził

–Ile czasu potrzebował

–Trzy godziny.

Strathmore uniosłbrwi.

–Trzy godziny? Tak dłgo?

Susan zrobił urażn±minę Przez ostatnie trzy lata zajmował

sięulepszaniem najtajniejszego

komputera na ¶iecie. To ona napisał więszo¶ćprogramow,

dzięi ktorym TRANSLATOR byłtaki

szybki. Klucz licz±y milion bitow byłraczej mał realistycznym

scenariuszem.

–No dobrze –podj±łStrathmore. –Czyli nawet w ekstremalnej

sytuacji kod nie spęziłw TRANSLATORZE dłżj niżtrzy godziny?

Susan skinęł głw±

–Tak, mniej więej.

Strathmore zamilkłna chwilę jakby sięobawiał ż powie co¶

czego bęzie poĽiej żłwał

Wreszcie podniosłwzrok.

–TRANSLATOR trafiłna co¶… –urwał

Susan czekał.

–Pracuje więej niżtrzy godziny? –spytał w końu.

Strathmore potakn±ł

Susan nie wydawał sięporuszona.

–Jaki¶nowy test diagnostyczny? Przysłli co¶z wydział

zabezpieczenia systemow?

Strathmore pokręiłgłw±

–To zewnęrzny plik.

Przez chwilęSusan czekał na jak±¶pointę Na prożo.

–Plik z zewn±rz? Chyba pan żrtuje!

–Chciałym. Wczytałm go wczoraj okoł jedenastej

trzydzie¶i. TRANSLATOR do tej pory go nie

złmał

Susan opadł szczęa. Popatrzył na zegarek i przenios ł

wzrok na komandora.

–Nie złmał Przez pięna¶ie godzin?

Strathmore pochyliłsiędo przodu i przekręiłmonitor w stronęSusan. Po¶odku czarnego ekranu

migał niewielkie żłe okienko:

CZAS OD ROZPOCZĘCIA – 15:09:33

PROGRAM SZUKA KLUCZA

Susan ze zdumieniem wpatrywała się w ekran. Rzeczywi¶cie

wygl±dało na to, że TRANSLATOR

przez ponad piętna¶cie godzin nie zdołał złamać kodu.

Wiedziała, że procesory komputera sprawdzaj±

trzydzie¶ci milionow kluczy na sekundę, czyli sto miliardow na

godzinę. Skoro TRANSLATOR nadal

pracował, to klucz musiał być ogromy – ponad dziesięć

miliardow bitow. Istne szaleństwo!

– To niemożliwe! – stwierdziła stanowczo. – Sprawdził pan flagi

błędow? Może jest jaka¶ usterka i…

–TRANSLATOR pracuje normalnie.

–Ażtaki ogromny klucz?

Strathmore pokręiłgłw±

–To standardowy komercyjny algorytm. Klucz ma pewnie

sze¶ćziesi± cztery bity.

Susan nie mogł wyj¶ćze zdumienia. Spojrzał przez szybęna

pracuj±y komputer.

Z do¶iadczenia wiedział, ż na odnalezienie

sze¶ćziesięioczterobitowego klucza TRANSLATOR

potrzebuje najwyżj dziesięćminut.

–Musi byćjakie¶wyja¶ienie.

Strathmore pokiwałgłw±

–Owszem, jest. Ale ci sięnie spodoba.

Zaniepokoił się

–TRANSLATOR ma awarię

–Nie, wszystko dział normalnie.

–Złpałwirusa?

–To nie wirus. Daj mi skońzyć

Susan był oszołmiona. Jeszcze nigdy sięnie zdarzył, żby na

złmanie szyfru TRANSLATOR

potrzebowałwięej niżgodzinę W zdecydowanej więszo¶i

wypadkow tekst jawny trafiałdo gabinetu

Strathmore’a jużpo kilku minutach. Spojrzał na stoj±±za

plecami szefa drukarkę Był pusta.

–Susan –podj±łStrathmore spokojnym głsem. –Bęzie ci

trudno sięz tym pogodzić ale posłchaj.

–Zagryzłwargę –Szyfr, nad ktorym pracuje TRANSLATOR, jest

wyj±kowy. Nigdy wcze¶iej nie

mieli¶y do czynienia z czym¶podobnym. –Zamilkłna chwilę

jakby słwa przychodził mu z trudem.

–Tego szyfru nie da sięzłmać

Przez chwilęwpatrywał sięw niego, omal nie wybuchaj±

¶iechem. Nie da sięzłmać Niby co to

ma znaczyć Nie ma czego¶takiego jak szyfr, ktorego nie da

sięzłmać To matematycznie

gwarantowane, ż pręzej czy poĽiej TRANSLATOR znajdzie

klucz.

–Co pan powiedział

–Tego szyfru nie da sięzłmać–powtorzyłStrathmore

bezbarwnym głsem.

Nie da sięzłmać Susan nie mogł uwierzyć ż te słwa padł

z ust człwieka

z dwudziestosiedmioletnim do¶iadczeniem kryptologicznym.

–Nie da sięzłmać –zapytał niepewnie. –A zasada

Bergofsky’ego?

Susan poznał zasadęBergofsky’ego w pierwszych dniach

pracy zawodowej. Na niej opiera sięmetoda ataku brute force. T±zasad±inspirowałsięStrathmore,

tworz± TRANSLATORA. Stwierdzał

jasno, ż przy dostatecznej liczbie prob, komputer musi w

końu znaleĽćwł¶iwy klucz. Dowodził

tego matematycznie. Bezpieczeńtwo szyfru polega nie na tym,

ż klucza deszyfruj±ego nie da sięznaleĽć lecz raczej na tym, ż odpowiedni do tego komputer

maj±tylko nieliczni.

Strathmore pokręiłgłw±

–Ten szyfr jest inny.

–Inny? –Patrzył na niego nieufnie. Stworzenie całowicie

bezpiecznego szyfru jest matematycznie

niemożiwe! I on dobrze o tym wie!

Strathmore pogłdziłdłni±spocon±głwę

–Oparto go o zupełie nowy algorytm szyfruj±y. Jeszcze sięz

takim nie spotkali¶y.

Susan nabierał coraz więszych w±pliwo¶i. Przecieżalgorytm szyfruj±y to tylko formuł

matematyczna, funkcja pozwalaj±a zaszyfrowaćtekst.

Matematycy i programi¶i co dzieńtworz±nowe algorytmy. Na rynku s±ich setki: PGP, Diffie-Hellman, ZIP,

IDEA, El Gamal. TRANSLATOR bez

problemu łmałwszystkie. Nieważe, jaki byłalgorytm.

–Czego¶tu nie rozumiem –odparł. –Nie mowimy przecieżo

zwrotnym programowaniu jakiej¶skomplikowanej funkcji. Chodzi o zwyczajny atak brute force.

PGP, Lucifer, DSA –nieważe. Algorytm

generuje klucz, ktory uznaje za bezpieczny, a TRANSLATOR

zgaduje dopoty, dopoki tego klucza nie

odnajdzie.

Strathmore odpowiedziałz cierpliwo¶i±i opanowaniem

dobrego nauczyciela.

–Racja, Susan, TRANSLATOR zawsze znajdzie klucz, nawet

najdłżzy. –Zamilkłna chwilę –Chyba ż…

Susan chciał co¶powiedzieć ale był jasne, ż i bez tego

Strathmore zaraz odpali swoj±bombę

Chyba ż co!?

–…jużgo znalazł ale szuka dalej, ponieważsięnie zorientował

–Strathmore miałponur±minę –S±zę ż to algorytm ze zmiennym tekstem jawnym.

Susan gapił sięna niego z otwartymi ustami.

Pojęie zmiennego tekstu jawnego pojawił sięw raczej mał

znanym referacie, ktory węierski

matematyk Josef Harne wygłsiłw 1987 roku. Ponieważpodczas ataku brute force komputer szuka

w tek¶ie jawnym rozpoznawalnych wzorcow słw, Harne

zaproponowałalgorytm, ktory nie tylko

szyfruje tekst jawny, ale teżprzekształa go wedłg zmiennej

czasowej. Przynajmniej w teorii

nieustanne przekształenia doprowadzaj±do sytuacji, w ktorej

atakuj±y komputer nigdy nie rozpozna

żdnych wzorcow słwnych, a tym samym nigdy nie rozpozna,

ż odnalazłwł¶iwy klucz. Koncepcja

Węra brzmiał mniej więej tak jak wezwanie do kolonizacji

Marsa –moża to sobie wyobrazić ale

przynajmniej na razie przekracza ludzkie możiwo¶i.

–Sk± pan wzi±łten szyfr?

Komandor odpowiedziałdopiero po chwili.

–Napisałgo programista z sieci.

–Co takiego? –Susan opadł z powrotem na krzesł. –Jeste¶y najlepsi na ¶iecie! Nasi

programi¶i nawet wspołracuj± ze sob± nie zdołli choćy o

krok zbliżćsiędo stworzenia algorytmu

ze zmiennym tekstem jawnym. A pan chce mi powiedzieć ż

zrobiłto jaki¶punk na swoim pececie?

Strathmore ¶iszyłgłs, najwyraĽiej probuj± j±uspokoić

–Akurat jego nie nazwałym punkiem.

Ale Susan nie słchał. Był przekonana, ż musi istniećjakie¶inne wyja¶ienie. Awaria. Wirus.

Uwierzyłby we wszystko, ale nie w szyfr odporny na łmanie.

Zmierzyłj±surowym wzrokiem.

–Autor tego algorytmu to jeden z najlepszych kryptologow w

historii.

Susan nie potrafił w to uwierzyć Przecieżjej Wydziałzatrudniałnajlepszych kryptologow na

¶iecie. Z pewno¶i±wiedziałby o takim algorytmie.

–Kto? –zapytał.

–Jestem pewien, ż sama zgadniesz –odparłStrathmore. –To

kto¶ kto nie przepada za NSA.

–Faktycznie, to bardzo zawęż wybor –mruknęł

sarkastycznie.

–Pracowałprzy tworzeniu TRANSLATORA. Złmałzasady. Tylko

cudem uniknęi¶y koszmaru.

Dlatego kazałm go deportować

Susan zastanawiał siętylko chwilę potem zbladł.

–O moj Boż…

Strathmore pokiwałgłw±

–Od ponad roku sięprzechwalał ż pracuje nad algorytmem

odpornym na atak brute force.

–Ale przecież… –wyj±ał Susan. –S±ziłm, ż to zwykł blef.

Naprawdęto zrobił

–Owszem. Przejdzie do historii jako autor szyfru odpornego na

łmanie.

Susan milczał dłżz±chwilę

–Ale to oznacza, ż…

Strathmore spojrzałjej prosto w oczy.

–Tak. Ensei Tankado wł¶ie zamieniłTRANSLATORA w

eksponat muzealny.

Rozdział 6

Podczas drugiej wojny ¶wiatowej Ensei Tankado nie było jeszcze

na ¶wiecie, bardzo wiele jednak o niej

wiedział. Zbierał na ten temat wszystkie informacje,

szczegolnie za¶ interesował go jej końcowy akord

– wybuch, w ktorym życie straciło sto tysięcy jego rodakow.

Hiroszima, kwadrans po osmej rano szostego sierpnia tysi±c

dziewięćset czterdziestego pi±tego

roku: potworny akt zniszczenia. Bezsensowna demonstracja siły

podjęta przez państwo, ktore i tak już

wygrało tę wojnę. Z tym wszystkim Tankado się pogodził, nie

umiał jednak zaakceptować faktu, że

bomba atomowa odebrała mu możliwo¶ć poznania matki, ktora

zmarła, wydaj±c go na ¶wiat – wskutek

komplikacji wywołanych napromieniowaniem doznanym wiele

lat wcze¶niej.

W tysi±c dziewięćset czterdziestym pi±tym roku, zanim urodził

się Ensei, jego matka, podobnie jak

wiele jej koleżanek, pojechała do Hiroszimy pracować jako

ochotniczka w o¶rodku dla poparzonych. To

tam stała się jedn± z hibakusha, czyli ludzi dotkniętych

eksplozj±. Dziewiętna¶cie lat poĽniej, gdy jako

trzydziestosze¶ciolatka leżała na stole porodowym z

krwawieniem wewnętrznym, wiedziała, że umrze.

Nie miała natomiast pojęcia, że ¶mierć oszczędziła jej jeszcze

jednego koszmaru: jej pierworodny syn

przyszedł na ¶wiat zdeformowany.

Ojciec Ensei nigdy nie zobaczył swojego syna. ¦mierć żony była

dla niego szokiem, a wiadomo¶ć

o niepełnosprawnym dziecku, ktore zdaniem pielęgniarek nie

miało szans przeżyć do rana,

wstrz±snęła nim jeszcze bardziej. Wyszedł ze szpitala i nigdy

już nie wrocił. Ensei Tankado trafił do

rodziny zastępczej.

Co noc Tankado ¶ciskał w zniekształconych palcach lalkę

daruma i wpatruj±c się w ni±, przysięgał

zemstę – zemstę na kraju, ktory ukradł mu matkę i

spowodował, że ojciec porzucił go ze wstydu. Nie

mogł wtedy wiedzieć, co szykuje dla niego przeznaczenie.

W lutym tego roku, w ktorym Ensei kończył dwana¶cie lat, do

domu jego przybranych rodzicow

zastukał przedstawiciel firmy komputerowej z propozycj±, żeby

wychowywany przez nich kaleka

przyst±pił do grupy testuj±cej now± klawiaturę komputerow±

dla dzieci upo¶ledzonych. Opiekunowie

się zgodzili.

Chociaż Ensei nigdy nie widział komputera, zdawał się

instynktownie wiedzieć, jak go używać.

Komputer otworzył przed nim ¶wiaty, ktorych istnienia nawet

nie podejrzewał. Stał się całym jego

życiem. Niedługo potem chłopak zacz±ł zarabiać, prowadz±c

kursy komputerowe, a w końcu zdobył

stypendium na Uniwersytecie Doshisha. Zacz±ł być znany w

całym Tokio jako fugusha kisai, czyli kaleki

geniusz.

Z czasem Tankado dowiedział się o Pearl Harbor oraz

japońskich zbrodniach wojennych. Jego

nienawi¶ć do Ameryki stopniowo gasła. Został żarliwym

wyznawc± buddyzmu. Zapomniał o złożonej

w dzieciństwie przysiędze zemsty; droga do o¶wiecenia

prowadzi przez wybaczenie.

Przed ukończeniem dwudziestego roku życia Ensei Tankado stał

się postaci± kultow± w ¶wiatku

programistow. Kiedy firma IBM zaproponowała mu legaln±

pracę w Stanach Zjednoczonych, Tankado

skorzystał z okazji. Po trzech latach odszedł z IBM, zamieszkał

w Nowym Jorku i zacz±ł pisać własne

programy. Wykorzystał falę zainteresowania szyframi z kluczem

publicznym. Algorytmy przyniosły mu

fortunę.

Podobnie jak inni autorzy najlepszych algorytmow szyfruj±cych

Tankado znalazł się w kręgu

zainteresowania NSA. Dostrzegł ironię tej sytuacji: oto dostał

propozycję pracy od jednej

z najważniejszych agend rz±dowych kraju, ktoremu kiedy¶

poprzysi±gł zemstę. Zgodził się na rozmowę

kwalifikacyjn±. Je¶li miał jeszcze jakie¶ w±tpliwo¶ci, to rozwiała

je rozmowa z komandorem

Strathmore’em. Otwarcie i szczerze mowili o przeszł¶i

Tankado, jego ewentualnej wrogo¶i wobec

Stanow Zjednoczonych oraz planach na przyszł¶ć Tankado

poddałsiętestowi poligraficznemu, po

czym przeszedłpięiotygodniowe badania psychologiczne.

Wynik byłpozytywny: nienawi¶ćust±ił

wobec mił¶i do Buddy. Cztery miesi±e poĽiej Ensei Tankado

rozpocz±łpracęw Wydziale

Kryptologii Agencji Bezpieczeńtwa Narodowego.

Mimo olbrzymiej pensji przyjeżżłdo pracy na starym

motorowerze i samotnie jadałprzy swoim

biurku przygotowany w domu lunch, podczas gdy reszta

zespoł węrował do kantyny na pyszne

żberka i podawan±na zimno zupęz porow. Cieszyłsięszacunkiem kolegow. Byłwybitnie zdolnym

i tworczym programist± a przy tym uczciwym, uprzejmym i

spokojnym człwiekiem

o nieposzlakowanym charakterze. Prawo¶ći etyka zawodowa

miał dla niego kapitalne znaczenie.

Wł¶ie dlatego wszyscy byli tak wstrz±¶ięi, kiedy wyrzucono

go z NSA, a nastęnie deportowano.

Podobnie jak reszta zatrudnionych w wydziale kryptologow

Tankado byłprzekonany, ż je¶i prace nad

TRANSLATOREM przynios±sukces, to zaszyfrowana

korespondencja bęzie odczytywana tylko za

zgod±Departamentu Sprawiedliwo¶i. NSA miał zostaćpotraktowana analogicznie do FBI, ktore

moż załżćpodsłch telefoniczny wył±znie za zgod±s±u

federalnego. Przyjęo załżnie, ż

oprogramowanie deszyfruj±e TRANSLATORA bęzie

zabezpieczone hasłm przechowywanym

w Rezerwie Federalnej i Departamencie Sprawiedliwo¶i, aby

zapobiec przechwytywaniu

korespondencji praworz±nych obywateli korzystaj±ych z

Internetu na całm ¶iecie.

Gdy jednak przyszł do instalacji tego zabezpieczenia,

pracownikom Wydział oznajmiono, ż

nast±ił zmiana planow. Ze wzglęu na po¶iech niezbęny

częto w antyterrorystycznych

działniach NSA, TRANSLATOR zostałuznany za zwyczajne

narzęzie deszyfruj±e, co oznaczał, ż

Agencja bęzie swobodnie decydował o jego użtkowaniu.

Ensei Tankado byłoburzony, takie postawienie sprawy

oznaczał bowiem, ż NSA moż przeczytaćkaży list, w dodatku bez wiedzy nadawcy i odbiorcy.

Strathmore probowałprzekonaćTankado, ż

TRANSLATOR słż do ochrony porz±ku publicznego, ale

bezskutecznie. Japońzyk uparcie twierdził

ż to poważe pogwałenie praw człwieka. Natychmiast złżłwymowienie, a kilka godzin poĽiej

naruszyłtajemnicęsłżow± usiłj± sięskontaktowaćz

przedstawicielami Electronic Frontier

Foundation. Tankado zamierzałzelektryzować¶iat

wiadomo¶i± ż zdradziecki rz± Stanow

Zjednoczonych skonstruowałtajn±maszynęgroĽ±dla

użtkownikow komputerow na całm ¶iecie.

Szefostwo NSA nie miał wyboru. Musiał go powstrzymać

Aresztowaniu i deportacji Tankado, szeroko dyskutowanych na

forach internetowych, towarzyszył

oszczercza kampania. Wbrew żczeniu Strathmore’a słży

odpowiedzialne za bezpieczeńtwo NSA,

obawiaj± się ż internauci uwierz±słwom Tankado o

istnieniu TRANSLATORA, rozpuszczał

pogłski rujnuj±e jego wiarygodno¶ć Tankado zostałwyrzutkiem. Nikt nie ufałkalece oskarżnemu

o szpiegostwo, zwłszcza ż probowałkupićsobie wolno¶ćabsurdalnymi historiami o posiadanej przez

rz± Stanow Zjednoczonych maszynie zdolnej złmaćkaży

kod.

Najdziwniejsze był jednak to, ż Tankado doskonale wszystko

rozumiał Wiedział ż padłofiar±działnia wywiadu, ale nie okazywałgniewu ani zł¶i, tylko

determinację Zanim ochrona

wyprowadził go z budynku, Tankado po raz ostatni zwrociłsiędo Strathmore’a.

–Wszyscy mamy prawo do zachowania tajemnicy –powiedziałz mroż±ym krew w żłch spokojem.

–Zamierzam dopilnować żby¶y mogli z niego korzystać

Rozdział 7

Susan my¶lała gor±czkowo. Ensei Tankado napisał program,

ktory tworzy szyfry odporne na łamanie! Nie

potrafiła się skupić.

– Cyfrowa Twierdza – powiedział Strathmore. – Tak nazwał swoje

dzieło. Jego program to w istocie

wyrafinowana broń skierowana w nas. Je¶li trafi na rynek, to

pierwszy lepszy trzecioklasista zaszyfruje

wiadomo¶ć tak, że nie zdołamy jej odczytać. To będzie koniec

wywiadu elektronicznego.

Susan była jednak jak najdalsza od rozważania politycznych

konsekwencji powstania Cyfrowej

Twierdzy. Nadal nie potrafiła się pogodzić z my¶l± o jej istnieniu.

Przez całe życie zajmowała się

szyframi. Zdobyte do¶wiadczenie kazało jej s±dzić, że czego¶

takiego stworzyć się nie da. Zasada

Bergofsky’ego: każy szyfr moża złmać Czuł sięjak ateista

postawiony twarz±w twarz z Bogiem.

–Rozpowszechnienie tego kodu oznacza koniec kryptoanalizy –wyszeptał.

–Mamy teraz więsze problemy –odrzekłStrathmore.

–Moż po prostu go kupimy? Wiem, ż Tankado nas nienawidzi,

ale je¶i zaoferujemy mu kilka

milionow… Moż to go przekona, żby nie rozpowszechniałswojego programu?

Strathmore wybuchn±ł¶iechem.

–Kilka milionow? Czy wiesz, ile warty jest taki program? Każy

rz± na ¶iecie zapłci grube

pieni±ze. Wyobraższ sobie złżnie prezydentowi meldunku,

ż nadal możmy ¶edzićelektroniczn±korespondencjęIrakijczykow, ale nie umiemy jej

odczytać Tu nie chodzi o nas. NSA

obsłguje cał±słżęwywiadowcz± NSA, CIA, DEA b걶epe i

głche. Przestaniemy ¶edzićpoczynania karteli narkotykowych. Na lodzie zostan±urzęy

skarbowe, bo korporacje zaczn±przesyłćsobie pieni±ze, nie pozostawiaj± żdnych ¶adow. Zapanuje

kompletny chaos.

–EFF bęzie miał użwanie –dodał Susan blada jak ¶iana.

–W EFF nie maj±zielonego pojęia, czym sięzajmujemy –odparłStrathmore z obrzydzeniem. –Gdyby wiedzieli, ilu atakom terrorystycznym zapobiegli¶y

dzięi umiejęno¶i łmania szyfrow, to

zmieniliby swoj±¶iewkę

Susan był tego samego zdania, ale dostrzegał teżrealia: EFF

nigdy sięnie dowie, jak waży jest

TRANSLATOR. Superkomputer pomogłudaremnićdziesi±ki

atakow terrorystycznych, ale informacja

o tym był ¶i¶e tajna i nigdy nie mogł ujrzeć¶iatł

dziennego. Z prostego powodu. Rz± Stanow

Zjednoczonych nie mogłsobie pozwolićna masow±histerięwywołn±ujawnieniem prawdy. Nikt nie

mogłprzewidzieć jak amerykańka opinia publiczna zareaguje

na wiadomo¶ć ż w ci±u ostatniego

roku o mał włs nie doszł do nuklearnego ataku

fundamentalistycznych grup na terenie kraju, i to

dwukrotnie.

Ale wybuch nuklearny nie byłjedynym zagrożniem. Zaledwie

przed miesi±em TRANSLATOR

udaremniłjeden z najprzebieglejszych atakow terrorystycznych

w historii. Pewna organizacja

antyrz±owa wymy¶ił plan, ktoremu nadał kryptonim „as

Sherwood”. Chcieli odebraćbogatym

i daćbiednym, a celem stał sięnowojorska gieła. W ci±u

sze¶iu dni człnkowie grupy umie¶ili

w budynkach s±iaduj±ych z gieł±dwadzie¶ia siedem

urz±zeńgeneruj±ych silne pole

magnetyczne. Rownoczesne uruchomienie starannie

rozmieszczonych bomb doprowadziłby do

zniszczenia wszystkich mediow elektronicznych w budynku

gieły: zatarciu uległby dane

przechowywane na dyskach twardych komputerow, w pamięi

ROM oraz magnetycznych no¶ikach

kopii zapasowych wł±znie z dyskietkami. Informacja o tym, co

do kogo należ, zniknęłby

bezpowrotnie.

Ponieważdo przeprowadzenia ataku konieczne był dokłdne

zsynchronizowanie detonatorow,

poł±zono je z wykorzystaniem Internetu. Podczas trwaj±ego

dwa dni odliczania wewnęrzne zegary

urz±zeńwymienił zaszyfrowane dane dotycz±e

synchronizacji. NSA wychwycił pakiety jako

niestandardowe, pocz±kowo jednak specjali¶i je zignorowali,

uznaj± za nieszkodliwy bełot. Dopiero

kiedy TRANSLATOR odszyfrowałich tre¶ć analitycy

natychmiast spostrzegli zagrożnie.

Rozmieszczone przez anarchistow urz±zenia namierzono i

usunięo dokłdnie trzy godziny przed

zaplanowanym wybuchem.

Susan wiedział, ż bez TRANSLATORA agencja byłby

bezradna wobec korzystaj±ych

z zaawansowanej elektroniki terrorystow. Spojrzał na monitor.

TRANSLATOR nadal pracował Ponad

pięna¶ie godzin! Ale nawet gdyby wł¶ie złmałszyfr, to i

tak Agencja byłby niemal sparaliżwana.

W ci±u doby łmaliby niecał dwa szyfry. Dotychczasowe

tempo wynosił sto pięćziesi± na dobę

a i tak powstawał zaległ¶i.

–Tankado zatelefonowałdo mnie w ubiegłm miesi±u –odezwałsięStrathmore, przerywaj±

rozmy¶ania Susan.

Podniosł wzrok.

–Tankado dzwoniłdo pana? –zdziwił się

Skin±łpotakuj±o głw±

–Chciałmnie ostrzec.

–Przecieżon pana nienawidzi!

–O¶iadczył ż końzy pracęnad algorytmem, ktory generuje

niemożiwy do złmania szyfr. Nie

uwierzyłm mu.

–Ale dlaczego panu o tym powiedział –dziwił sięSusan. –Chciałsprzedaćalgorytm?

–Nie. To byłszantaż

Susan powoli zaczynał wszystko rozumieć

–Ależoczywi¶ie! –wykrzyknęł zdumionym głsem. –Chciał

żby pan oczy¶iłjego nazwisko.

–Nie. –Strathmore zmarszczyłbrwi. –Chodził mu o

TRANSLATORA.

–O TRANSLATORA?

–Tak. Zaż±ał żbym publicznie potwierdził ż mamy

TRANSLATORA. Obiecał ż je¶i my sięprzyznamy do przechwytywania i deszyfrowania poczty

elektronicznej, to on zniszczy Cyfrow±Twierdzę

Susan patrzył z niedowierzaniem. Strathmore wzruszyłramionami.

–Tak czy owak, teraz jużza poĽo. Tankado udostęniłCyfrow±Twierdzęna swojej stronie

internetowej. Każy moż j±sobie ¶i±n±ć

Susan pobladł.

–Co takiego?

–To tylko chwyt pod publiczkę Nie ma sięczym martwić Kopia,

ktor±powiesiłna stronie, jest

zaszyfrowana. Po ¶i±nięiu nie da sięotworzyć Sprytna

sztuczka. Zabezpieczyłkod Ľodłwy.

Susan nie ukrywał zdumienia.

–Ależjasne! Wszyscy maj± ale nikt nie otworzy!

–Wł¶ie tak. Tankado tylko macha wszystkim przed nosem

marchewk±

–Widziałpan ten algorytm?

Komandor wyraĽie sięzdziwił

–Nie, powiedziałm ci przecież ż jest zaszyfrowany.

Susan zrobił rownie zdziwion±minę

–Mamy przecieżTRANSLATORA i nic nie stoi na przeszkodzie,

żby go odszyfrować–powiedział,

ale mina komandora przypomniał jej, ż teraz obowi±uj±zupełie inne reguł gry. –Moj Boż! –jęnęł, nagle wszystko rozumiej±. –Cyfrowa Twierdza jest

zaszyfrowana swoim włsnym

algorytmem!

Strathmore skin±łgłw±

–Bingo!

Susan nie posiadał sięze zdumienia. Tankado użłCyfrowej

Twierdzy, żby zaszyfrowaćCyfrow±Twierdzę Umie¶iłna swojej stronie internetowej bezcenn±matematyczn±formułę ale jej tekst

wcze¶iej zabezpieczył użwaj± do tego tej wł¶ie formuł.

–Sejf Bigglemana –mruknęł z podziwem.

Strathmore znow przytakn±ł Sejf Bigglemana to znana w¶od

kryptologow hipotetyczna sytuacja:

konstruktor opracowuje sejf, do ktorego nie moża sięwłmać

a nastęnie, chc± zabezpieczyćdokumentacjętechniczn±swojego wynalazku, konstruuje ten

sejf i w nim j±umieszcza. Tak wł¶ie

post±iłTankado z Cyfrow±Twierdz± Zaszyfrowałopis

algorytmu przy pomocy tego algorytmu.

–A plik w TRANSLATORZE? –zapytał Susan.

–Jak wszyscy pozostali, ¶i±n±łm go ze strony internetowej

Tankado. Ale co z tego, ż NSA jest

dumnym posiadaczem algorytmu Cyfrowej Twierdzy, skoro nie

potrafimy jej otworzyć

Susan podziwiał pomysłwo¶ćEnsei Tankado. Nie ujawniaj±

algorytmu, Japońzyk udowodniłNSA, ż Cyfrowej Twierdzy nie da sięzłmać

Strathmore wręzyłjej wycinek z gazety –przekłd krotkiej

notki opublikowanej w „ikkei

Shimbun”, japońkim odpowiedniku „all Street Journal”,

informuj±ej, ż japońki programista

Ensei Tankado ukońzyłpracęnad matematyczn±formuł±do

generowania szyfrow, ktorych wedłg

jego zapewnieńnie da sięzłmać FormułętęnazwałCyfrow±Twierdz±i umie¶iłw Internecie, gdzie

teżzamierza j±sprzedaćna aukcji. Dalej gazeta donosił, ż w

Japonii oferta Tankado wzbudził

wielkie zainteresowanie, w Stanach Zjednoczonych natomiast

uznano j±za niedorzeczno¶ć

porownuj± do idei przemiany ołwiu w złto. Ci

przedstawiciele amerykańkich firm software’owych,

ktorzy słszeli o Cyfrowej Twierdzy, uznali Tankado za oszusta,

a jego propozycjęza niewart±poważego traktowania.

Susan spojrzał na Strathmore’a.

–Na aukcji?

Komandor skin±łgłw±

–Nie ma chyba firmy software’owej w Japonii, ktora nie

¶i±nęł zaszyfrowanej kopii Cyfrowej

Twierdzy. Wszyscy usiłj±j±zdobyć a każa kolejna nieudana

proba podnosi cenęalgorytmu.

–Przecieżto niedorzeczno¶ć –odpalił Susan. –Nie da sięzłmaćszyfru o dostatecznie dłgim

kluczu bez TRANSLATORA. Rownie dobrze Cyfrowa Twierdza

mog łby byćzaszyfrowana przy użciu

ktorego¶z programow dostęnych w domenie publicznej, a

żdna z tych firm i tak nie potrafiłby jej

odczytać

–Ale to wspaniał sztuczka marketingowa –odparłStrathmore.

–Tylko sięzastanow! Każa szyba

pancerna powstrzyma kulę ale je¶i ktory¶z producentow

zachęi, żby wyprobowaćakurat jego szyby,

to wszyscy zaczn±do nich strzelać

–Japońzycy naprawdęwierz± ż Cyfrowa Twierdza jest inna?

Lepsza od innych programow na

rynku?

–Tankado funkcjonowałwprawdzie poza głwnym nurtem, ale

wszyscy wiedz± ż to geniusz.

W¶od hakerow jest kultow±postaci± Je¶i Tankado twierdzi, ż

jego algorytmu nie da sięzłmać to

z pewno¶i±mu uwierz±

–Tylko ż wedłg powszechnej wiedzy bezpieczne s±wszystkie

ogolnodostęne algorytmy.

–Owszem… –Strathmore zamy¶iłsięna chwilę –Jak na razie.

–Co chce pan przez to powiedzieć

Strathmore westchn±ł

–Dwadzie¶ia lat temu nikt nawet nie my¶ało tym, ż

bęziemy łmaćalgorytmy potokowe

o dwunastobitowym strumieniu. Ale technologia poszł

naprzod. Rozwija siębez przerwy. Tworcy

oprogramowania pracuj±z załżniem, ż pewnego dnia wejd±na rynek komputery takie jak

TRANSLATOR. Możiwo¶i technologiczne rosn±wykłdniczo,

kiedy¶wię użwane dzisiaj algorytmy

przestan±byćbezpieczne. Powstan±potężiejsze komputery i

trzeba bęzie napisaćlepsze algorytmy.

–Cyfrowa Twierdza taka jest?

–Otożto. Algorytm odporny na atak brute force nigdy nie

bęzie przestarzał, nawet przy

najpotężiejszych komputerach. Z dnia na dzieńmoż sięstać¶iatowym standardem.

Susan wzięł głęoki wdech.

–Niech nas Bog ma w swojej opiece! –wyszeptał. –Możmy

przyst±ićdo licytacji?

Strathmore pokręiłgłw±

–Mamy tylko jedn±możiwo¶ć Tankado nie pozostawiłco do

tego żdnych w±pliwo¶i. Zreszt±byłby to zbyt ryzykowne. Przystęuj± do licytacji,

przyznaliby¶y, ż sięboimy. Gdyby sprawa wyszł

na jaw, dla wszystkich stałby sięjasne nie tylko to, ż mamy

TRANSLATORA, ale teżż Cyfrowa

Twierdza jest odporna na złmanie.

–Jak stoimy z czasem?

Strathmore zmarszczyłbrwi.

–Jutro o połocy Tankado planuje ogłsić kto wygrałlicytację

Susan poczuł ¶iskanie w dołu.

–Co potem?

–Ma przekazaćzwycięcy klucz deszyfruj±y.

–Klucz deszyfruj±y?

–Taki jest plan. Program wszyscy jużmaj± Tankado licytuje

klucz, ktory pozwoli go otworzyć

–Oczywi¶ie! –jęnęł Susan. Doskonał plan. Jasny i prosty.

Tankado zaszyfrowałCyfrow±Twierdzęi tylko on ma klucz deszyfruj±y. Trudno jej był

zaakceptowaćfakt, ż gdzie¶tam, zapewne

na kawału papieru w kieszeni Tankado, widnieje nabazgrany

sze¶ćziesięio czteroznakowy klucz,

ktory moż na zawsze uniemożiwićStanom Zjednoczonym

prowadzenie wywiadu w sieci

komputerowej.

http://fraktalla.com/ksiazka/Brown-Dan/Cyfrowa-twierdza,73150602329KS

 

Newsletter

Newsletter
Zapisz Wypisz

Płatno¶ci

Kanały płatności

Księgarnia Internetowa Fraktalla akceptuje płatności: