Link do kupienia książki

http://fraktalla.com/ksiazka/Sund-Erik-Axl/Obled,64413302329KS

 

Z języka szwedzkiego przełożył

Wojciech Łygaś

fragment

 

Mroczne jest nasze życie. Wielkie jest przyrodzone nam rozczarowanie,

przez które w skandynawskich lasach kwitnie tyle baśni,

ponuro zwęgla się w naszym sercu wewnętrzny żar. Wielu staje

się węglarzami strzegącymi mielerzy własnych serc, w ułomności

swojego rozmarzenia nadstawiają uszu i słuchają, jak ich serca

z szumem się spalają.

Harry Martinson, Nässlorna blomma

 

9

Dom

miał ponad sto lat i kamienne ponadmetrowej grubości ściany.

Oznaczało to, że najprawdopodobniej nie będzie musiała ich izolować.

Chciała się jednak upewnić, że tak faktycznie jest.

Na lewo od pokoju dziennego znajdował się niewielki pokój

narożny. Przerobiła go na gabinet i pokój gościnny.

Do pokoju przylegała toaleta i obszerna garderoba na ubrania.

Pokój był wprost doskonały: miał jedno okno i nieużywane

poddasze.

Tak, to już koniec dotychczasowej nonszalancji i brania

wszystkiego takim, jakie jest.

Niczego nie wolno zostawić przypadkowi. Prowizorka i przypadkowość

to niebezpieczny, zdradziecki towarzysz. Czasem przyjaciel,

ale równie często nieobliczalny wróg.

meble

w jadalni zsunęła pod jedną ścianę, zostawiając w ten sposób dużą

wolną przestrzeń na środku pokoju.

Potem już tylko czekała.

Pierwszą partię styropianu dostarczono zgodnie z zamówieniem:

o dziewiątej. Wnieśli go czterej mężczyźni. Trzej mieli ponad

pięćdziesiąt lat, czwarty nie więcej niż dwadzieścia. Ten czwarty,

o gładko ogolonej głowie, był ubrany w T-shirt z dwoma skrzyżowanymi

szwedzkimi flagami umieszczonymi pod nadrukiem o treści

„Moja Ojczyzna”. Na łokciach miał wytatuowaną pajęczynę,

a na nadgarstkach jakiś motyw nawiązujący do epoki kamienia

łupanego.

Kiedy wyszli i znowu została sama, usiadła na kanapie i zaczęła

planować zakres prac. Postanowiła zacząć od podłogi, ponieważ

10

tylko ona mogła stworzyć jakieś problemy. Starsi państwo, którzy

tu przez długi czas mieszkali, byli głusi. Przez wszystkie te lata nie

odezwali się do niej ani słowem. Uznała, że to ważny szczegół.

Weszła do sypialni.

Chłopiec nadal był pogrążony w głębokim śnie.

Spotkała go w kolejce podmiejskiej, a okoliczności tego spotkania

były naprawdę niezwykłe. Wzięła go po prostu za rękę, on

zaś wstał z ławki i grzecznie za nią poszedł. Nawet nie musiała go

przekonywać.

Wyglądało to tak, jakby byli sobie przeznaczeni.

Było to równie oczywiste jak wtedy, gdy kobieta rodzi dziecko

i wie, że należy tylko do niej.

Znalazła ucznia, którego poszukiwała, i dziecko, którego sama

nie mogła mieć.

Położyła chłopcu dłoń na czole i poczuła, że gorączka spadła.

Potem zmierzyła mu puls.

Wszystko układa się zgodnie z planem.

Udało jej się znaleźć odpowiednią dawkę morfiny.

w gabinecie

leżał gruby dywan, który zakrywał całą podłogę. Zawsze uważała,

że jest brzydki i niehigieniczny, ale lubiła po nim chodzić. Teraz

będzie jej służył do innych celów.

Specjalnym ostrym nożem zaczęła ciąć styropian. Pocięte kawałki

smarowała grubą warstwą kleju i przylepiała je do podłogi.

Od mocnego zapachu dość szybko zaczęło jej się kręcić w głowie,

dlatego musiała otworzyć okno wychodzące na ulicę. Składało

się z potrójnej szyby, która od zewnątrz była jeszcze pokryta dodatkową

warstwą dźwiękoszczelną.

Przypadek w roli przyjaciela.

Uśmiechnęła się.

Prace podłogowe zajęły jej cały dzień. Co jakiś czas wychodziła

z pokoju, żeby sprawdzić, co z chłopcem.

Kiedy skończyła, wszystkie złącza zalepiła taśmą klejącą.

W ciągu trzech kolejnych dni dostarczano inne materiały

budowlane. Po podłodze przyszła kolej na cztery ściany pokoju.

W piątek został już tylko sufit. Zabrało jej to trochę więcej czasu,

bo najpierw musiała smarować styropian klejem, a potem mocować

go do sufitu deskami.

W czasie gdy klej schnął, przybiła do futryn kilka starych koców

w miejsce drzwi, które wcześniej zdjęła z zawiasów. Drzwi

z pokoju dziennego okleiła czterema warstwami styropianu. Wypełniła

w ten sposób półmetrowej szerokości futrynę.

Wyjęła stare prześcieradło i powiesiła je w jedynym oknie

w tym pokoju. W otworze okiennym umieściła na wszelki wypadek

podwójną warstwę izolacji. Kiedy prace w pokoju dobiegły końca,

zakryła podłogę i ściany wodoszczelnym brezentem.

Jej praca miała w sobie coś z medytacji. Gdy po skończonej

robocie usiadła na kanapie i zaczęła się przyglądać temu, co zrobiła,

poczuła się z siebie dumna.

dalsze

prace wykończeniowe prowadziła w następnym tygodniu. Kupiła

cztery gumowe kółka, haczyk, dziesięć metrów kabla elektrycznego,

kilka metrów bieżących drewnianej listwy, prosty sprzęt

oświetleniowy i cały karton żarówek. Zamówiła też komplet hantli,

sztangę i prosty rower treningowy.

Z jednego z regałów stojących w dużym pokoju wyjęła wszystkie

książki, regał położyła na boku i w każdym rogu przykręciła

do niego po jednym kółku. Na froncie przymocowała drewnianą

listwę, która miała zakryć całą konstrukcję suwną, i ustawiła regał

przed drzwiami prowadzącymi do ukrytego pokoju.

Przymocowała go do drzwi i spróbowała je otworzyć. Przesunęły

się na kółkach bezdźwięcznie. Wszystko działało perfekcyjnie.

Założyła haczyk, zaryglowała drzwi i odpowiednio umieściła

lampę stojącą, która miała zakryć konstrukcję zamka.

Na końcu ustawiła wszystkie książki z powrotem na miejsce

i z jednego z dwóch łóżek w sypialni przyniosła cienki materac.

Wieczorem umieściła śpiącego chłopca w pokoju, który od tej

pory miał być jego nowym domem.

12

Gamla Enskede

Dziwiło nie to, że chłopiec był martwy, lecz raczej to, że tak długo

żył. Rozległe rany i ich charakter świadczyły o tym, że powinien był

umrzeć dużo wcześniej, niż wynikało ze wstępnej opinii biegłego,

który próbował ustalić datę śmierci. Coś trzymało chłopca przy życiu,

chociaż normalny człowiek tak długo by nie przetrwał.

Kiedy komisarz policji kryminalnej Jeanette Kihlberg wyprowadzała

samochód z garażu, nic o tej sprawie jeszcze nie wiedziała.

Poza tym zupełnie nie zdawała sobie sprawy, że śmierć chłopca

stanie się pierwszym z całego szeregu wydarzeń, które w znaczący

sposób wpłyną na jej życie.

Widząc, że Åke stoi w oknie, pomachała mu na pożegnanie.

Mąż był jednak zajęty rozmową telefoniczną i nie widział jej. Na

przedpołudnie zaplanował wielkie pranie z całego tygodnia: przepocone

koszulki, brudne skarpetki i bieliznę. Kiedy ktoś ma żonę

i syna, który żywo interesuje się piłką nożną, pranie staje się stałym

składnikiem codziennych rutynowych czynności. W ich domu

stara pralka pracowała pięć razy na tydzień, do granic możliwości.

Jeanette wiedziała, że w oczekiwaniu, aż pralka skończy prać,

Åke pójdzie do swojego małego atelier na strychu i będzie próbował

kończyć zaczęte obrazy olejne, którymi ciągle się zajmował. Åke to

romantyk, marzyciel. Ma kłopoty z dokończeniem tego, co zaczął.

Już tyle razy wierciła mu dziurę w brzuchu, żeby nawiązał kontakt

z galerią, która okazała zainteresowanie jego pracami. Niestety, Åke

zawsze się wykręcał, twierdząc, że nie jest jeszcze gotowy. Obiecywał

tylko, że stanie się to wkrótce, a wtedy wszystko się zmieni.

Będzie robił karierę, na ich konto zaczną wpływać pieniądze.

Zrealizują wtedy wszystko, o czym tak marzyli. Wyremontują dom,

pojadą na wycieczkę.

13

Minęło prawie dwadzieścia lat i Jeanette zaczęła wątpić, że jej

marzenia kiedykolwiek się spełnią.

Kiedy skręcała w ulicę Nynäsvägen, usłyszała niepokojące

stukanie w okolicach lewego przedniego koła. Chociaż w sprawach

technicznych była ignorantką, domyśliła się, że coś złego się dzieje

z jej starym audi i znowu będzie musiała odstawić je do warsztatu.

Z doświadczenia wiedziała, że naprawa znowu ją trzepnie po kieszeni,

chociaż Serb, który prowadził warsztat samochodowy przy

placu Bolidenplan, był naprawdę tani i znał się na robocie.

Poprzedniego dnia wybrała z konta ostatnie pieniądze, żeby zapłacić

kolejną ratę za dom. Wezwania do zapłaty przychodziły z sadystyczną

punktualnością raz na kwartał. Miała więc nadzieję, że tym

razem uda jej się naprawić samochód na kredyt. Tak jak wcześniej.

Nagle w kieszeni kurtki poczuła wibrowanie telefonu komórkowego.

Rozległ się fragment IX symfonii Beethovena. Zjechała na

bok i zatrzymała się na chodniku.

– Słucham, Kihlberg.

– Cześć, Janne. Nowa sprawa na placu Thorildsplan. – Po

głosie poznała, że dzwoni Jens Hurtig. – Musimy tam zaraz jechać.

Gdzie jesteś?

Hurtig prawie krzyczał do słuchawki, więc musiała odsunąć

telefon od ucha, żeby nie ogłuchnąć.

Nie znosiła, kiedy nazywano ją Janne. Czuła, że jest coraz

bardziej poirytowana. Po raz pierwszy zniekształconej formy jej

imienia ktoś użył jako zdrobnienia na imprezie pracowniczej przed

trzema laty. Z czasem zaczęto się nią posługiwać w całej komendzie

policji w dzielnicy Kungsholmen.

– Jestem koło Årsty i zaraz wjeżdżam na trasę do Essinge. Co

się stało?

– W krzakach koło metra w pobliżu Wyższej Szkoły Nauczycielskiej

znaleziono zwłoki chłopca. Billing kazał, żebyś tam jak

najszybciej pojechała. Był okropnie zdenerwowany. Wszystko

wskazuje na to, że to morderstwo.

Stukanie w samochodzie stawało się coraz głośniejsze. Jeanette

zastanawiała się, czy będzie musiała wezwać pomoc drogową

i radiowóz, żeby ktoś ją podrzucił na miejsce.

14

– Jeśli ten pieprzony samochód nie rozpadnie się na części,

będę tam za jakieś pięć, dziesięć minut. I proszę, żebyś ty też przyjechał.

Poczuła, że ją zniosło na bok, więc na wszelki wypadek zjechała

na prawy pas.

– Jasne. Już jadę. Będę przed tobą.

Martwy chłopiec porzucony w krzakach. Wyglądało to na

przypadek. Pewnie komuś sytuacja wymknęła się spod kontroli

i ciężkie pobicie zakończyło się śmiercią ofiary. Prokurator zakwalifikuje

to jako nieumyślne spowodowanie śmierci.

Z morderstwem policja ma do czynienia wtedy, gdy zazdrosny

mąż zabija żonę w domu, usłyszawszy od niej, że chce rozwodu.

Przynajmniej tak to wygląda w typowych przypadkach.

Jednakże czasy się zmieniają i Jeanette musiała przyznać, że

wszystko, czego kiedyś nauczyła się w szkole policyjnej, nie tylko

było już nieaktualne, ale także błędne. Metody pracy unowocześniono

i praca w policji pod wieloma względami stała się o wiele

trudniejsza niż przed dwudziestu laty.

Przypomniała sobie pierwsze lata, gdy patrolowała ulice

i przez cały czas przebywała wśród zwykłych ludzi. Wszyscy starali

się jej pomóc, odnosili się do policjantów z ufnością. Dzisiaj

natomiast ludzie zgłaszają włamania i kradzieże tylko dlatego, że

taki wymóg stawiają firmy ubezpieczeniowe, a nie dlatego, że ktoś

wierzy, iż policja znajdzie sprawcę.

Na co liczyła, kiedy zrezygnowała ze studiowania socjologii

i postanowiła zostać policjantką? Że coś zmieni? Pomoże? Tak

przynajmniej tłumaczyła swojemu ojcu, gdy z dumą pokazała mu

list z potwierdzeniem przyjęcia do szkoły policyjnej. Tak właśnie

było. Chciała wyraźnie pokazywać różnicę między sytuacją, gdy

ktoś czyni zło, a sytuacją, gdy ktoś pada jego ofiarą.

Chciała być porządnym człowiekiem.

Bo właśnie bycie policjantem oznacza, że się takim człowiekiem

jest.

Przez całe dzieciństwo z zapartym tchem przysłuchiwała się

opowieściom taty i dziadka o pracy w policji. Bez względu na to,

czy to była noc świętojańska czy Wielki Piątek, rozmowy przy rodzinnym

stole toczyły się wokół takich tematów jak bezwzględni

przestępcy rabujący banki, sympatyczni złodzieje albo sprytni

oszuści. Anegdoty i wspomnienia z ciemnej strony życia.

Jak zapach wędzonej szynki bożonarodzeniowej zwiastował

nadejście świąt, tak rozmowy mężczyzn, którzy siedzieli w salonie

i wspominali dawne czasy, dawały poczucie bezpieczeństwa.

Uśmiechnęła się na wspomnienie niechęci i sceptycyzmu

dziadka, który miał krytyczny stosunek do wspomagania pracy policji

nowoczesnymi metodami. Żeby uprościć sobie pracę, w dzisiejszych

czasach kajdanki zastępuje się specjalnymi opaskami.

Kiedyś dziadek powiedział nawet, że testy DNA to zjawisko przelotne.

Zawód policjanta polega na rozgraniczaniu. Nie na upraszczaniu.

Policja musi dopasowywać metody pracy do zmieniającej się

rzeczywistości.

Bycie policjantem polega na chęci niesienia pomocy innym,

troszczenia się o innych ludzi. Na pewno nie polega na siedzeniu

w radiowozie za przyciemnionymi szybami i na bezsilnym obserwowaniu

świata zewnętrznego.

16

Plac Thorildsplan

Ivo Andrić był specjalistą od nietypowych, ekstremalnych przypadków

śmierci. Pochodził z Bośni i podczas czteroletniego oblężenia

Sarajewa przez Serbów był tam lekarzem. Przez te lata zdobył

tak duże doświadczenie w zakresie sekcji zwłok dzieci, że czasem

żałował, iż w ogóle wykonuje zawód lekarza sądowego.

W Sarajewie zostało zabitych prawie dwa tysiące dzieci w wieku

poniżej czternastu lat, w tym jego dwie córki. Zastanawiał się

niekiedy, jak by wyglądało jego życie, gdyby jednak został w tamtej

wiosce pod Prozorem. Teraz jednak było już za późno na tego rodzaju

rozważania. Serbowie spalili mu dom i zamordowali rodziców

i trzech braci.

Sztokholmska policja wezwała go na miejsce zdarzenia wczesnym

rankiem, a ponieważ funkcjonariusze nie chcieli blokować

dojścia do stacji metra dłużej, niż to było konieczne, musiał jak

najszybciej zakończyć oględziny zwłok.

Pochylił się nad martwym chłopcem i od razu zauważył, że

pochodzi z innego kraju. Wyglądał na Araba, Palestyńczyka albo

nawet Hindusa lub Pakistańczyka.

Wyraźnie było widać, że został ciężko pobity. Ale najciekawsze,

że Ivo nigdzie nie znalazł żadnych obrażeń wskazujących na

to, iż chłopiec się bronił. Siniaki i krwawe wybroczyny wskazywały

raczej, że zachowywał się jak bokser, który nie jest w stanie się

bronić i chociaż przetrwał dwanaście rund, to jednak dostał taki

wycisk, że w końcu padł nieprzytomny na matę.

Innym czynnikiem utrudniającym oględziny było to, że do

śmierci nie doszło w miejscu znalezienia zwłok, tylko gdzieś indziej,

i to dużo wcześniej. Ciało leżało w dość dobrze widocznym

miejscu, w krzakach rosnących zaledwie kilka metrów od wejścia

na stację metra przy placu Thorildsplan w Kungsholmen, dlatego

szybko zauważyli je przechodnie.

18

Lotnisko

wyglądało równie szaro i ponuro jak ten zimowy poranek. Przyleciał

na pokładzie samolotu linii lotniczych Air China do kraju,

o którym nigdy wcześniej nie słyszał. Wiedział, że podobną podróż

odbyło przed nim kilkaset innych dzieci, dlatego w czasie kontroli

dokumentów na lotnisku opowiedział straży granicznej tę samą historię

co one. Bez zająknięcia powtórzył wersję, której przez kilka

miesięcy uczył się na pamięć. Brzmiała następująco:

Kiedy w Chinach budowano wielkie obiekty mające służyć

sportowcom biorącym udział w igrzyskach olimpijskich, zatrudnił

się do pracy. Nosił cegły i woził zaprawę murarską. Jego stryj, który

był tylko biednym robotnikiem, załatwił mu mieszkanie, ale gdy

stryj uległ poważnemu wypadkowi i trafił do szpitala, nim nie miał

się kto dłużej opiekować. Rodzice nie żyli, nie miał też rodzeństwa

ani krewnych, do których mógłby się zwrócić o pomoc.

Podczas przesłuchania na lotnisku opowiedział, że razem ze

stryjem byli traktowani jak niewolnicy i pracowali w warunkach,

które można porównać tylko z apartheidem. Na budowie harował

pięć miesięcy, ale nigdy nie liczył, że zamieszka w mieście i będzie

mógł się cieszyć pełnią praw obywatelskich.

Zgodnie z obowiązującymi od dawna przepisami był zameldowany

w rodzinnej wiosce, daleko od miasta, więc tam, gdzie mieszkał

i pracował, był praktycznie pozbawiony wszelkich praw.

Dlatego musiał wyjechać do Szwecji, bo tu mieszkają jego jedyni

krewni. Nie wie gdzie, ale stryj obiecał mu, że skontaktują się

z nim, gdy tylko wyląduje.

Do nowego kraju wyjechał tak, jak stał, i żadnego dobytku nie

ma z wyjątkiem telefonu komórkowego i pięćdziesięciu amerykańskich

dolarów. W telefonie nie było zapisanych żadnych numerów,

19

esemesów ani zdjęć, które mogłyby dostarczyć policji informacji

na jego temat.

Prawda była taka, że telefon był zupełnie nowy i nieużywany.

Nie zdradził policji, że ma pewien numer telefonu zapisany

na skrawku papieru ukrytym w lewym bucie. Zadzwoni na ten numer,

gdy tylko uda mu się uciec z miejsca, gdzie zostanie umieszczony.

kraj

do którego przybył, w ogóle nie przypominał Chin. Wszystko było

tu takie czyste i uporządkowane. Kiedy po przesłuchaniu chłopiec

w towarzystwie dwóch policjantów szedł przez lotnisko, zastanawiał

się, czy właśnie tak wygląda cała Europa.

Człowiek, który wymyślił jego nową przeszłość, dał mu numer

telefonu, dolary i telefon i powiedział, że w ciągu ostatnich czterech

lat udało mu się z powodzeniem wysłać do różnych krajów

Europy ponad siedemdziesięcioro dzieci.

Wyjaśnił, że najwięcej kontaktów posiada w Belgii, gdzie można

zarobić dużo pieniędzy. Praca polega na obsługiwaniu bogatych

ludzi, ale jeśli będzie dyskretny i pracowity, sam też stanie się kiedyś

bogaty. Niestety, w Belgii istnieje zbyt duże ryzyko i nie można

się tam zbyt często pokazywać na ulicy.

W Szwecji jest inaczej, to bezpieczniejszy kraj. Ci, którym

pomógł, pracują najczęściej w restauracjach i mogą się poruszać

bardziej swobodnie. Praca nie jest tak dobrze płatna jak w Belgii,

ale jeśli będzie miał szczęście, tam też dużo zarobi w zależności od

tego, na jakie usługi będzie akurat istniało zapotrzebowanie.

W Szwecji mieszkają ludzie, którzy chcą tego samego co ludzie

w Belgii.

miejsce

zakwaterowania znajdowało się niezbyt daleko od lotniska. Policjanci

zawieźli go nieoznakowanym radiowozem. Spędził tam noc,

dzieląc pokój z czarnym chłopcem, który nie mówił ani po chińsku,

ani po angielsku.

Materac, na którym spał, był czysty, ale pachniał stęchlizną.

20

Już następnego dnia zadzwonił na numer zapisany na kartce.

Kobiecy głos wyjaśnił mu, jak dostać się na stację, aby złapać pociąg

do Sztokholmu. Kiedy tam dojedzie, ma zadzwonić ponownie

po dalsze wskazówki.

w pociągu

było ciepło i przytulnie. Szybko i prawie bezszelestnie wiózł go

przez miasto zasypane śniegiem. Sam nie wiedział, jak to się stało

– przez przypadek czy szczęśliwym zbiegiem okoliczności – że na

miejsce nigdy nie dotarł.

Kiedy przejechali kilka stacji, do przedziału weszła ładna

blondynka, która usiadła naprzeciwko niego. Długo mu się przyglądała,

a on od razu zrozumiał, że się domyśliła, iż podróżuje sam.

I że na dodatek w ogóle jest sam, że jest najbardziej samotną osobą

na całym świecie.

Kiedy pociąg zatrzymał się na kolejnej stacji, kobieta się podniosła

i wzięła go za rękę. Wskazała mu głową drogę do wyjścia,

a on nie zaprotestował.

Czuł się tak, jakby dotknął go anioł. Poszedł za nią jak w transie.

Wzięli taksówkę i pojechali przez miasto. Było otoczone wodą

i bardzo mu się podobało. Ruch na ulicach też był mniejszy niż

w Chinach. Miasto było czyste, łatwiej mu się tutaj oddychało.

Zastanawiał się nad kolejami losu i nad przypadkiem. Dlaczego

z nią tu siedział. Kiedy spojrzała na niego z uśmiechem, przestał

o tym myśleć.

W Chinach często go pytali, w czym jest dobry, dotykali jego

ramion, żeby sprawdzić, czy jest silny. Zadawali mu pytania, a on

udawał, że ich rozumie. Ciągle mieli wątpliwości, ale w końcu wybrali

właśnie jego.

Tymczasem ta kobieta wybrała go, chociaż niczego dla niej nie

zrobił. Podobnie jak wcześniej dla niej nikt niczego nie zrobił.

pokój

do którego go zaprowadziła, był pomalowany na biało. Stało w nim

duże szerokie łóżko. Pościeliła mu i dała coś ciepłego do picia. Napój

smakował prawie jak herbata w rodzinnym domu. Zasnął, zanim

dopił do końca.

Po przebudzeniu nawet nie wiedział, jak długo spał. Za to

od razu zauważył, że znajduje się w innym pokoju, pozbawionym

okien.

Kiedy wstał z łóżka, by podejść do drzwi, poczuł, że podłoga jest

miękka i ugina mu się pod nogami. Nacisnął klamkę, ale okazało

się, że drzwi są zamknięte na klucz. Ubranie zniknęło. Telefon też.

Nagi położył się na materacu i znowu zasnął.

Od tej pory ten pokój stał się jego nowym światem.

22

Plac Thorildsplan

Jeanette poczuła, że samochód sam skręca w prawo i prawie staje

w poprzek drogi. Ostatni odcinek pokonała z prędkością sześćdziesięciu

kilometrów na godzinę, a gdy skręciła w Drottningholmsvägen

i skierowała się w stronę stacji metra, zrozumiała, że jej piętnastoletni

wóz dokonał właśnie żywota.

Zaparkowała i podeszła do taśmy zabezpieczającej teren. Od

razu zobaczyła Hurtiga o głowę wyższego od pozostałych policjantów,

o jasnych, typowo skandynawskich włosach, silnie zbudowanego,

bez grama zbędnego tłuszczu.

Po czterech latach wspólnej pracy Jeanette nauczyła się rozumieć

język jego ciała, dlatego od razu zauważyła, że Hurtig wygląda

na zatroskanego.

Miał prawie zbolałą minę.

Kiedy ją ujrzał, twarz od razu mu się rozpogodziła. Ruszył

w jej kierunku i uniósł taśmę.

– Widzę, że samochód się nie rozpadł – powiedział z szerokim

uśmiechem. – Nie rozumiem, po co trzymasz tego starego grata.

– Ja też nie, ale jeśli załatwisz mi podwyżkę, kupię sobie mały

kabriolet Mercedesa i będę nim szalała po mieście.

Idąc za Hurtigiem przez teren zabezpieczony policyjną taśmą,

Jeanette pomyślała, że gdyby tylko Åke podjął jakąś pracę ze stałym

dochodem, mogliby kupić porządny wóz.

– Znaleźliście jakieś odciski opon? – spytała jedną z policjantek

z laboratorium kryminalistycznego, sprawdzających coś na

piaszczystej alejce.

– Tak, było kilka – odparła kobieta, spoglądając na Jeanette.

– Myślę, że część należy do śmieciarek, które tu przyjeżdżają

opróżnić kosze. Inne pochodzą z opon o mniejszej średnicy.

23

W chwili gdy Jeanette zjawiła się na miejscu zbrodni, jako

najwyższa rangą odpowiadała za przebieg śledztwa.

Wieczorem złoży raport przełożonemu. Z kolei naczelnik

Dennis Billing poinformuje o wszystkim prokuratora von Kwista.

Obaj zadecydują, jak poprowadzić śledztwo, nie oglądając się na

jej zdanie. Tak właśnie wyglądał system decyzyjny w policji.

Odwróciła się do Hurtiga.

– No dobrze, w takim razie zaczynamy. Kto go znalazł?

Hurtig wzruszył ramionami.

– Nie wiemy.

– Jak to nie wiecie?

– Ponad trzy godziny temu ktoś zadzwonił na numer alarmowy

sto dwanaście – odparł Hurtig, zerkając na zegarek. – Dzwoniący

poinformował, że w pobliżu zejścia do metra leży martwy

chłopak. To wszystko.

– Rozmowa jest zarejestrowana?

– Oczywiście.

– A dlaczego telefonistka ze sto dwanaście zwlekała z poinformowaniem

nas? – spytała poirytowanym głosem Jeanette.

– Doszła do wniosku, że to żart, bo dzwoniący miał taki głos,

jakby był pijany. Bełkotał i nie brzmiało to zbyt przekonująco.

– Czy udało się ustalić, do kogo należy telefon, z którego

dzwonił tamten człowiek?

– Używał telefonu na kartę – odparł Hurtig, wznosząc oczy

do góry.

– Cholera!

– Ale niedługo będziemy wiedzieć, z którego miejsca dzwonił.

– To dobrze. Po powrocie na komendę musimy odsłuchać nagranie.

Jeanette obeszła cały teren, wypytując poszczególnych policjantów,

co który wie.

– A świadkowie? Czy ktoś coś słyszał albo widział?

Spojrzała na wszystkich wyzywającym wzrokiem, ale policjanci

pokręcili tylko głowami.

– Ktoś musiał go tu przywieźć – kontynuowała Jeanette

zrezygnowanym głosem. Wiedziała, że trudno będzie prowadzić

24

śledztwo, jeśli w ciągu najbliższych kilku godzin nie znajdą jakichś

ważnych wskazówek. – Przecież nikt nie wozi trupa metrem. Trzeba

zabezpieczyć nagrania z kamer monitorujących ten teren.

Hurtig stanął obok niej.

– Wysłałem już po nagrania jednego z naszych ludzi, więc

wieczorem będziemy je mieć.

– Świetnie. Ciało prawdopodobnie przywieziono tu samochodem.

Załatw listę samochodów, które w ciągu ostatnich dni zostały

zarejestrowane w punktach poboru opłaty miejskiej.

– Oczywiście – odparł Hurtig. Wyjął komórkę i odszedł na

bok. – Zaraz się tym zajmę, żebyśmy ją dostali jak najszybciej.

– Wyluzuj trochę. Jeszcze nie skończyłam. Istnieje przecież

możliwość, że ciało tutaj przyniesiono albo przywieziono na przyczepce

rowerowej czy jakoś inaczej. Dowiedz się w szkole, czy mają

kamery monitorujące.

Hurtig skinął głową i oddalił się.

Westchnąwszy, Jeanette podeszła do jednego z techników,

którzy badali ślady w trawie koło krzaków.

– Macie coś konkretnego?

Mężczyzna pokręcił głową.

– Na razie nic. Znaleźliśmy oczywiście ślady stóp i najlepsze

zabezpieczymy. Ale nie należy sobie robić zbyt dużych nadziei.

Jeanette podeszła wolnym krokiem do krzaków, w których znaleziono

zwłoki owinięte w czarny worek na śmieci. Chłopiec był nagi,

już sztywny. Znajdował się w pozycji siedzącej z rękami założonymi za

kolana. Ręce miał obwiązane taśmą. Żółto-zielona skóra twarzy przypominała

pergamin. Natomiast dłonie były prawie zupełnie czarne.

– Znaleźliście jakieś ślady przemocy na tle seksualnym? –

spytała Jeanette, zwracając się do Andricia, który badał ciało.

– Na razie nie da się tego ustalić, ale nie można wykluczyć.

Wolałbym nie wyciągać zbyt pochopnych wniosków, z doświadczenia

jednak wiem, że przy tego rodzaju obrażeniach bardzo często

występują też ślady przemocy na tle seksualnym.

Jeanette skinęła głową.

Policja starała się jak najlepiej zabezpieczyć miejsce barierkami

i brezentem, lecz cały teren był pofałdowany, więc jeśli ktoś sta25

nął na wzgórzu w pewnej odległości od miejsca znalezienia zwłok,

miał przed sobą niezły widok. Wokół barierek kręcili się fotoreporterzy

z ogromnymi teleobiektywami. Na ich widok Jeanette ogarnęło

współczucie. Na okrągło podsłuchują policyjne krótkofalówki,

czekając, aż zdarzy się coś niezwykłego.

Nie zauważyła za to ani jednego dziennikarza. Czyżby gazetom

brakowało funduszy na wysyłanie ludzi w takie miejsca?

– To niesamowite – powiedział jeden z policjantów na widok

ciała. – Jak coś takiego jest w ogóle możliwe? – spytał, kierując to

pytanie do Andricia.

Ciało było w dużym stopniu zmumifikowane, Andrić doszedł więc

do wniosku, że trzymano je w bardzo suchym miejscu, i to przez

długi czas. Nie leżało w ziemi, bo zima w Sztokholmie była tego

roku wilgotna.

– Właśnie tego będziemy chcieli się dowiedzieć – rzekł Andrić,

prostując się.

– Ale ten chłopak jest po prostu zmumifikowany – wtrącił

policjant, który miał na nazwisko Schwarz. – Jak faraon. Przecież

nikt nie zamienia się w mumię w czasie przerwy na kawę. Na Discovery

pokazywali, jak naukowcy badali mumię faceta znalezionego

w Alpach. Miał chyba na imię Oetzi.

Andrić potwierdził skinieniem głowy.

– Albo ten drugi, co go znaleźli w jakimś bagnie na południu.

– Myślisz pewnie o człowieku z Bocksten – odparł Andrić,

którego już znudziła paplanina Schwarza. – Daj popracować, bo

inaczej nie posuniemy się naprzód.

Od razu pożałował tych słów.

– To może być trudne – kontynuował Schwarz. – Sam wiesz

najlepiej, że w takiej ziemi jest pełno śmieci i psich kup. I nawet

jeśli w tych śmieciach jest coś, co pochodzi od sprawcy, to skąd

mamy o tym wiedzieć? To samo odnosi się do odcisków stóp. –

Pokręcił głową z zafrasowaną miną.

Andrić był doświadczonym lekarzem, który widział niejedną

brzydką rzecz, lecz w czasie całej swojej długiej, barwnej kariery

zawodowej nigdy nie spotkał się z czymś takim jak tutaj.

26

Chłopiec miał na rękach i na całym korpusie mnóstwo siniaków.

Były twardsze od otaczającej je tkanki, co oznaczało, że za życia

otrzymał bardzo dużo uderzeń. Kostki dłoni były powgniatane,

a to mogło świadczyć, że nie tylko przyjął, ale także zadał pewną

liczbę ciosów. Za to na zmumifikowanych plecach chłopca Andrić

znalazł mnóstwo głębokich ran jak po biczowaniu.

Próbował sobie wyobrazić, co to mogło oznaczać. Chłopiec

walczył o życie, a gdy zabrakło mu sił, ktoś go po prostu wychłostał.

Andrić wiedział, że w dzielnicach zamieszkanych przez imigrantów

organizowane są walki psów. Być może miał do czynienia z czymś

takim, z tą tylko różnicą, że o życie nie walczyły psy, lecz chłopcy.

A przynajmniej jeden z nich był chłopcem.

Jeśli chodzi o jego przeciwnika, można tylko spekulować, kim był.

Dziwne, że chłopak nie zmarł, chociaż powinien... Sekcja

zwłok wykaże prawdopodobnie w organizmie resztki narkotyków

albo środków chemicznych, rohypnolu albo nawet fencyklidyny.

Andrić doszedł do wniosku, że do konkretnej pracy będzie mógł

przystąpić dopiero na oddziale patologii w szpitalu Karolinska

w Solnie.

Teraz musiał coś zjeść.

O dwunastej można już było włożyć zwłoki do szarego plastikowego

worka i wywieźć karawanem do Solny. Jeanette skończyła,

co do niej należało, i zaczęła się szykować do powrotu na komendę

w Kungsholmen. Kiedy szła w stronę parkingu, zaczął padać

deszcz.

– Cholera! – zaklęła głośno.

Åhlund, jeden z młodszych policjantów, odwrócił się i spojrzał

na nią pytającym wzrokiem.

– Tak, chodzi o mój samochód. Zupełnie o nim zapomniałam.

Rano trochę szwankował i teraz mi się o tym przypomniało. Muszę

zadzwonić po pomoc drogową.

– A gdzie stoi? – spytał policjant.

– Tam – odparła Jeanette, wskazując czerwone, zardzewiałe

brudne audi dwadzieścia metrów dalej. – Czemu pytasz? Znasz się

na samochodach?

– To moje hobby. Nie ma takiego samochodu, którego bym

nie naprawił. Daj mi klucze, sprawdzę, co się stało.

Jeanette podała mu kluczyki i stanęła na chodniku. Deszcz był

coraz bardziej rzęsisty.

Åhlund uruchomił silnik i wyjechał na ulicę. Jeanette zauważyła,

że stukoty, które wydobywały się spod maski, lepiej słyszy

z zewnątrz, niż gdy siedziała za kierownicą. Pomyślała, że będzie

musiała zadzwonić do ojca i poprosić o niewielką pożyczkę. Na początku

ojciec odmówi, tłumacząc się, że i tak jest mu już winna

sporą kwotę, a potem poradzi się mamy, która wyrazi zgodę.

Następnie zapyta, czy Åke gdzieś pracuje, na co Jeanette odpowie,

że niełatwo jest być bezrobotnym artystą, ale że wkrótce

wszystko się zmieni.

Za każdym razem to samo. Musi się poniżać i bronić męża.

A przecież wszystko mogłoby być takie proste. Åke mógłby poskromić

swoją dumę i znaleźć pracę, przynajmniej na jakiś czas.

Chociażby po to, aby pokazać, że mu na niej zależy i że jego też

martwi ich sytuacja finansowa. Przecież widzi, jak trudno jej czasem

zasnąć, gdy rachunki nie są popłacone.

Po krótkiej rundzie po okolicy Åhlund zatrzymał samochód

i zwrócił się do Jeanette z triumfującą miną:

– Drążek kierowniczy i ośka albo oba razem. Jeśli mi go zostawisz,

zajmę się tym wieczorem. Za kilka dni dostaniesz wóz z powrotem.

Pokryjesz koszt zakupu części zapasowych i będziesz mi

winna butelkę whisky. Zgoda?

– Jesteś aniołem! Weź go i zrób z nim, co tylko zechcesz. Jeśli

go naprawisz, dostaniesz dwie butelki i moje poparcie, jak wystąpisz

o awans.

Po tych słowach odwróciła się i poszła do radiowozu.

Prawdziwy policjant, pomyślała.

28

Komenda policji w Kronobergu

Na pierwszej odprawie Jeanette przydzieliła każdemu zadania do

wykonania.

Grupa świeżo upieczonych policjantów miała po południu odwiedzić

okoliczne domy i wypytać mieszkańców, czy ktoś czegoś

nie widział albo nie słyszał. Jeanette wiązała z tym pewne nadzieje.

Niewdzięczne zadanie dostał Schwarz: miał sporządzić listę

samochodów zarejestrowanych przez system komputerowy

w płatnej strefie miejskiej. Lista obejmowała około ośmiuset tysięcy

pozycji. Åhlund miał przejrzeć nagrania z monitoringu, które

przekazała mu dyrekcja Wyższej Szkoły Nauczycielskiej i dyrekcja

metra.

W ten sposób Jeanette pozbyła się najbardziej monotonnych

czynności, które najczęściej przypadają w udziale początkującym

policjantom.

Jej priorytetem stało się ustalenie tożsamości chłopca. Kazała

Hurtigowi skontaktować się z ośrodkami dla uchodźców w Sztokholmie

i w okolicy. Sama postanowiła się udać na rozmowę z Andriciem.

– Cześć! Jak leci? – zagaiła. Próbowała nadać swojemu głosowi

radosne brzmienie, chociaż czuła się przemęczona i zestresowana.

Po spotkaniu wróciła do swojego pokoju i zadzwoniła do

domu. Było już po szóstej. Dzisiaj jej kolej przygotować kolację.

To prawda, w ich małżeństwie panowało równouprawnienie.

Podzielili się obowiązkami w taki sposób, że Åke robił pranie, a ona

odkurzała dom. Gotowanie odbywało się według grafiku i czasem

pomagał im Johan. Jeśli jednak chodzi o finanse, największy ciężar

spoczywał na niej.

– Godzinę temu zrobiłem pranie. Poza tym wszystko w porządku.

Johan wrócił właśnie do domu i twierdzi, że obiecałaś go

podrzucić wieczorem na mecz. Zdążysz?

– Niestety, nie – westchnęła Jeanette. – Samochód mi się rozczłapał

w drodze do miasta. Johan będzie musiał pojechać rowerem,

to nie tak daleko.

Rozmawiając z mężem, spojrzała na rodzinne zdjęcie wiszące

na tablicy za biurkiem. Johan był na nim taki mały. Siebie nie

chciała oglądać.

– Muszę zostać jeszcze parę godzin. Do domu wrócę metrem,

chyba że ktoś mnie podrzuci. Możesz zamówić pizzę na telefon.

Masz pieniądze?

– Tak, tak – westchnął Åke. – W razie czego wezmę ze skarbonki.

Jeanette przez chwilę się zastanawiała.

– Racja, coś tam chyba znajdziesz. Wczoraj włożyłam do niej

pięćset koron. Zobaczymy się później.

Åke nie odpowiedział, więc rozłączyła się i oparła o krzesło.

Pięć minut relaksu.

Zamknęła oczy.

Instytut patologii

Martwy chłopiec leżał na stole sekcyjnym wykonanym z nierdzewnej

stali. Andrić dopiero teraz zauważył, że oprócz setek drobnych

stwardnień na jego ramionach widać mnóstwo śladów po

ukłuciach igłą. Gdyby były skupione w zgięciu łokcia, uznałby, że

mimo młodego wieku chłopak był narkomanem. Jednak nakłucia

znajdowały się na obu rękach i były rozmieszczone przypadkowo,

jakby chłopiec się przed nimi bronił. Na dodatek Andrić znalazł

złamaną igłę wbitą w lewą rękę.

Jednak najbardziej wstrząsające było to, że chłopca pozbawiono

genitaliów. Andrić stwierdził, że odcięto je bardzo ostrym

nożem, skalpelem albo brzytwą.

Po pierwszych oględzinach przeprowadzonych na oddziale

patologii był już pewien, że będzie się musiał zwrócić o pomoc do

Państwowego Laboratorium Kryminalistycznego w Linköpingu.

Wszystko wskazywało bowiem na to, że w organizmie chłopca

jest jakaś trucizna.

Szykowała się długa noc.

 

 

Newsletter

Newsletter
Zapisz Wypisz

Płatności

Kanały płatności

Księgarnia Internetowa Fraktalla akceptuje płatności: