Link do książki  Śmiercionośny upominek

 

 

http://fraktalla.com/ksiazka/Sund-Erik-Axl/Smiercionosny-upominek,73951402329KS

 

 

Z języka szwedzkiego przełożył

Wojciech Łygaś

fragment

 

FAZA I: SZOK

„Life is meant to be more

than this and this is a bum trip”

 

7

Spierdalać

Salem pod Sztokholmem

Ma na imię tak samo jak matka Jezusa i mieszka w Salem, południowym

przedmieściu Sztokholmu. Słowo „Salem” różni się od

słowa „Jerusalem” tylko dwiema sylabami.

Miejsce zapomniane przez Boga, myśli Maria, idąc ścieżką rowerową

w stronę kompleksu szarych budynków. Na osiedlu panują

ciemności, elektrownia już trzeci raz w tym tygodniu wyłączyła

prąd. Wciska kod w domofonie, ale urządzenie nie działa, więc wyciąga

klucze do drzwi wejściowych.

Ręce jej drżą, lecz sama nie wie dlaczego: ze strachu czy zniecierpliwienia?

W plastikowej reklamówce, którą trzyma w ręce, niesie butelkę

rosyjskiej wódki o pojemności 0,75 litra i litr detergentu.

Otwiera drzwi do mieszkania i wchodzi do ciemnego przedpokoju.

Szuka po omacku świec, stawia je na stole w dużym pokoju i zapala.

Wyjmuje telefon. Ostatnią osobą, z którą porozmawia, musi

być ktoś, komu ufa. Vanja. Tylko ona ją zrozumie. Ona też była

kiedyś na samym dnie.

„Być na dnie” to niewłaściwe określenie. Jej obecny stan to

bryndza, huśtawka nonsensu. Im bardziej próbuje z tym walczyć,

tym głębiej się zapada.

Wykręca numer, słyszy jeden sygnał za drugim, ale Vanja nie

odbiera. Jeszcze kilka razy dzwoni do niej, bez rezultatu jednak.

Musi koniecznie z kimś porozmawiać. W końcu dochodzi do

wniosku, że został jej tylko Isaak. Nie widzieli się od ostatniego

warsztatu w Liljan – ośrodku dla trudnej młodzieży. Nic do niego

nie czuje, po prostu go lubi. Po trzecim sygnale Isaak odbiera.

8

– Cześć – mówi Isaak. Maria zgaduje, że jest gdzieś na dworze.

W słuchawce co chwilę słychać mocne uderzenia wiatru. – Jak leci?

Ton jego głosu sprawia, że nie jest jej już tak bardzo zimno.

Zerka na reklamówkę.

– Wszystko w porządku – odpowiada. – Właśnie skończyłam

autoportret.

W tle słychać szum fal i krzyki mew.

– No to super! Udało ci się narysować nos? – pyta Isaak i wybucha

śmiechem.

Maria przypomina sobie, jak przez wiele godzin trudzili się

nad poprawieniem prawej części jej zakrzywionego nosa.

– Chyba tak – odpowiada. Przez cały czas ze sobą walczy.

Chciałaby mu szczerze opowiedzieć, jak naprawdę się czuje, o zmęczeniu

i ciemnościach. Zdradzić, co za chwilę zamierza zrobić.

Ale nie może. Słowa to płot, który oddziela ją od świata. Isaak

mógłby pomyśleć, że jest taka banalna.

Jej rzeczywistość nie ma nic wspólnego z jego światem. Jej

Mount Everest jest dla niego zwykłym wzniesieniem.

– Jest cholernie w porzo – odpowiada. Dławi krzyk, powstrzymuje

łzy i odsuwa telefon od ust, żeby Isaak nie usłyszał, jak bardzo

jest zrozpaczona.

Chce jednak, żeby usłyszał jej nieme wołanie o pomoc, a gdy

nie dociera do niego, powoli wraca chłód. Prawda jest taka, że nic

nie namalowała. Nie wykonała ani jednego pociągnięcia pędzlem.

Nie miała i nie ma na to ochoty. Jego kurs w ogóle jej nie zainspirował,

chociaż był naprawdę fajny.

Nie ma ochoty na nic.

Mimo to opowiada mu o swoich wielkich planach i o tym, że

dostrzega drogę, która zaprowadzi ją do celu.

Wszystko to kłamstwa.

Rozmowa dobiega końca. Zaczyna jej być zimno. W środku

odczuwa zupełną pustkę.

W pewnej chwili widzi, jak w płomień świecy wlatuje ćma.

Skwierczy w ogniu i po chwili spada na podłogę. Jest cała popalona,

ale żyje. Maria nie dotyka jej.

9

Zabiera świece, idzie do drugiego pokoju i wyjmuje pamiętnik.

Nikt nigdy nie przeczyta, co w nim zapisała. Siada na kanapie,

wyrywa kolejne kartki, a potem zgniata je w kulki.

Nagle powietrze robi się jakby gęstsze. W kuchni rozlega się

trzask, później słychać coś, co przypomina ciche burczenie. Włączyła

się lodówka. Znowu jest prąd.

Maria gasi świece, zapala światło i wychodzi do przedpokoju,

żeby zabrać z kurtki walkmana. W chwili gdy kładzie go na stole razem

z papierowymi kulkami, gaśnie światło. Znowu nie ma prądu.

To ostatni raz. Nigdy więcej nie zrobi sobie krzywdy.

Maria Alvengren miesza w ciemnościach obie ciecze. Znajduje

się w domu zupełnie zapomnianym przez Boga, chociaż budynek

stoi w miejscu, którego nazwa różni się od słowa „Jerusalem” tylko

dwiema sylabami. W końcu pije mieszankę, nie roniąc ani kropli.

Decylitr wódki, decylitr detergentu. Wypija śmiertelną mieszankę,

ale nie wymiotuje. Nawet gdy wychyla kolejne szklanki.

Czuje się jak dziecko przed Bożym Narodzeniem, które nie

potrafi zapanować nad rączkami i ciągle dotyka paczek owiniętych

w błyszczący papier kryjący pod spodem nową tajemnicę.

Maria otwiera drzwi balkonowe i czuje na dłoniach powiew

chłodnego wiatru.

Hunger. Tylko o nim teraz myśli.

Lęk wysokości sprawia, że sztywnieją jej nogi. Wie, że to odruch.

Strach.

Jest zwierzyną łowną.

10

Hurtig

Wyspa Runmarö

Ostatnie promienie słońca zabarwiają skały i czubki drzew na różowo.

Woda poniżej obwisłych drzew przybrała szaroniebieski kolor,

ale jarzębina nadal jest czerwona.

Dwa kawałki polędwicy wołowej, smażone ziemniaki i pół

bagietki, do tego litr mleka na popitkę. Po takim posiłku siedem

stopni powyżej zera to prawie przyjemność. Bałtyk jest prawdziwie

jesienny. Pełniący obowiązki komisarza policji Jens Hurtig siedzi

na krześle pod parasolem i relaksuje się. Parasol stoi niedaleko od

domu, który wynajął. Jest zamyślony, czuje się ospały i ciężki jak

jeden z głazów narzutowych rozrzuconych po całej wyspie.

Spogląda na skały. Tradycja mówi, że nazwa wyspy pochodzi

od czerwonych skalnych płyt. Rudhme to staroskandynawskie słowo

oznaczające „zaczerwieniony”. Tłumaczenie w pełni odpowiada

temu, co Hurtig widzi przed sobą.

Słyszy, jak Isaak kończy rozmawiać przez telefon i żegna się

z rozmówcą. Wyczuwa w jego głosie jakiś niepokój, słyszy kroki na

pomoście. Starał się nie podsłuchiwać rozmowy, którą Isaak prowadził

przez telefon, ale i tak coś do niego dotarło.

– Dziewczyna – wyjaśnia Isaak i siada na stojącym obok krześle.

– Chciała pogadać.

Hurtig kiwa głową i wyjmuje z wiadra na pomoście kolejne

puszki piwa.

– Za każdym razem kiedy mi mówią, jak dobrze się czują, muszę

na nie uważać – kontynuuje Isaak, otwierając puszkę. – Zresztą

sam już nie wiem... Może niepokoję się całkiem niepotrzebnie?

– A z kim rozmawiałeś?

11

– Z Marią.

– Dobrze ją znasz?

Isaak przeciąga dłonią po włosach i wypija trochę piwa.

– Właściwie niezbyt dobrze. Mieszka w Salem, kilka razy brała

udział w moich warsztatach w Liljan. Nie jest zbyt rozmowna.

To była nasza najdłuższa rozmowa i to mnie właśnie niepokoi.

– Z moją siostrą było inaczej – mówi Hurtig, wracając pamięcią

do wydarzeń sprzed piętnastu lat. – Zawsze chętnie rozmawiała,

ale nasza ostatnia rozmowa była bardzo krótka.

Hurtig widzi w oczach Isaaka współczucie. Odwraca głowę,

czuje się z tym nieswojo. Przez dłuższą chwilę obserwuje morze

i w końcu mówi:

– Powiedziała tylko: kocham cię, braciszku. Tylko tyle.

Potem się rozłączyła, a chwilę później odebrała sobie życie:

powiesiła się.

Hurtig słyszy oddech Isaaka. Jest spokojny i regularny, kontrastuje

z silnymi uderzeniami wiatru, który wygina drzewa rosnące

wokół domu. O blaszany dach co jakiś czas uderza gałąź. Wiatr

coraz bardziej się wzmaga.

– Ładne pożegnanie – stwierdza po chwili Isaak.

– Być może.

– Jak sądzisz, powinienem się niepokoić o Marię?

– Nie wiem. Troszczysz się o nią, a bycie człowiekiem polega

chyba na tym, że ma się zdolność do współczucia.

– A co to jest współczucie?

– Współczucie jest wtedy, gdy człowiek nie chce ani zranić innego

człowieka, ani mu zaszkodzić. To umiejętność wczuwania się

w doznania innych ludzi.

– Moim zdaniem to zdolność, która polega na tym, że nie

oddziałujemy na innych w negatywny sposób – oponuje Isaak. –

I właśnie dlatego politycy i artyści raczej nigdy nie będą prawdziwymi

ludźmi. A może nawet artystami? Żeby wykonywać te zawody,

trzeba być socjopatą czy wręcz psychopatą.

Hurtig wybucha śmiechem.

– Chcesz powiedzieć, że jesteś psychopatą tylko dlatego, że

12

jesteś artystą? A może po prostu bawi cię, że dałeś się zapędzić

w kozi róg?

– Jako artysta zajmuję pozycję, z której mogę wpływać na innych

ludzi. Muszę się jednak pozbyć poczucia odpowiedzialności

za konsekwencje swoich czynów.

– Myślałem, że w sztuce chodzi o umiejętność komunikowania

czegoś odbiorcom.

– Ty tak twierdzisz. Pomyśl jednak, ilu ludzi przemawia tym

językiem? Nie, dla mnie komunikacja to rozmowa, którą chciałbym

przeprowadzić z Marią. Problem polega na tym, że jej współczuję.

Staram się jak najlepiej, ale nie dochodzę do celu, dlatego

moje współczucie jest pozbawione sensu. Poza tym Maria to osobowość

destrukcyjna, więc nie sądzę, żeby można odczuwać empatię,

nienawidząc siebie.

Isaak spogląda na niego pełnym zrozumienia wzrokiem.

Hurtig nie tylko mu go zazdrości, lecz i podziwia go. Może to kwestia

wieku? Isaak nie ma jeszcze trzydziestu lat, podczas gdy on

dobiega czterdziestki.

– Po śmierci siostry znienawidziłem – mówi po chwili Hurtig.

– Obchodzili mnie już tylko rodzice. Współczucie to doznanie selektywne.

Czy to nie przerażające?

– Dla ciebie tamta sytuacja była szczególna.

– Być może. Ale czy nie jest tak, że wszystko wokół nas jest

selektywne? Ludzie twierdzą, że współczują innym, sami jednak

ustalają granicę tego współczucia. Współczują swoim bliskim, innych

za to mają w nosie.

Morze pieni się pod pomostem, Bałtyk rozsiewa wokół nasilający

się intensywny zapach soli. Wiatr się wzmaga, gałęzie drzew

coraz mocniej uderzają o blaszany dach. Zanosi się na szkwał.

– Lubię cię, Jens – mówi nagle z uśmiechem Isaak.

– Ja też cię lubię.

Resztę piwa wypijają w milczeniu. Zapada wieczór, morze

robi się coraz bardziej wzburzone. Widać pianę na grzbietach fal

i różową mgiełkę wokół trzech skalistych wysepek wystających

z wody na wysokości Nore.

13

Isaak opowiada, że właśnie w domku na tej wyspie Strindberg

zaczął pisać swoją powieść pod tytułem „I havsbandet”. Hurtig

stwierdza, że chyba go rozumie, i proponuje, by rano poszli ten

dom obejrzeć.

– Pod warunkiem, że nadal tam stoi – dodaje.

– Nie mogę, muszę wrócić do miasta – odpowiada Isaak i odstawia

piwo na stolik. – Przed wyjazdem do Berlina czeka mnie

trochę pracy.

Hurtig przypomina sobie wcześniejsze wyjazdy Isaaka do stolicy

Niemiec. Wracał stamtąd pełen nowych pomysłów. Opowiadał

o obrazach, które namaluje, i o wystawach, które zorganizuje. Wyjazd

ze skostniałego środowiska artystycznego Östermalmu jest

dla niego jak łyk świeżego powietrza.

– Mam jechać z tobą do miasta?

– Nie musisz. Zdążymy się jeszcze zobaczyć przed moim wyjazdem.

Korzystaj z okazji, że masz urlop. Rzadko możesz sobie

pozwolić na wypad z miasta.

– To mój pierwszy wolny tydzień od czerwca, gdy na noc świętojańską

wziąłem sobie dwa dni wolnego – mówi Hurtig, wzruszając

ramionami. – Właściwie to był niegłupi pomysł, jeśli wziąć pod

uwagę, że brakuje nam ludzi.

– Urlop nad morzem pod koniec października... Tak, trzeba

łapać każdą okazję.

– A właściwie brać to, co dają. Przyznam jednak, że kiedy tu tak

siedzę co wieczór z piwem w ręce, dręczą mnie wyrzuty sumienia.

Isaak spogląda na morze.

– Niepotrzebnie – mówi po chwili, kładąc dłoń na ramieniu

Hurtiga. – „Wstrzymaj się, chwilo! Ty jesteś tak piękną”*.

– Co to było? – pyta z uśmiechem Hurtig

– Wyznanie miłości. Z „Fausta” Goethego.

* Przeł. Józef Paszkowski (przyp. tłum.).

14

Vanja

Södermalm, dzielnica Sztokholmu

Najwięcej szwedzkich dziennikarzy mieszka w zachodniej części

dzielnicy Södermalm. Prawie trzy procent mieszkańców zajmuje

się tam szeroko rozumianym pisarstwem.

Tereny leżące na wschód od ulicy Götgatan nazywane są

Knogsöder, natomiast kwartały położone na zachód od niej –

Knivsöder.

Od pewnego czasu, w miarę postępującej gentryfikacji

i wzrastających cen mieszkań, tereny te zaczęto nazywać „Homarowo”*.

Vanja Hjort ma prawie szesnaście lat. Ze swoimi przybranymi

rodzicami, Edith i Paulem, mieszka w Knivsöderze.

Od kilku godzin nie może wrócić do domu.

Trzy próby zamówienia mocnego piwa w trzech różnych lokalach

zakończyły się niepowodzeniem. Ostatecznie kupiła piwo

o obniżonej zawartości alkoholu, które wypiła na boisku do koszykówki

w pobliżu szkoły średniej Åsö. Kiedy szła do bankomatu na

Katarina Bangata, zauważyła, że zgubiła kartę.

Chce zawrócić, ale nagle spostrzega przy bankomacie starszego

mężczyznę wspartego o wózek. Widzi w jego rękach kilka

banknotów, każdy o nominale pięciuset koron. Mężczyzna zwija

* Knogsöder, Knivsöder i Hummersöder kiedyś cieszyły się złą reputacją. Dzielnica

Södermalm była wówczas zamieszkana przez klasę robotniczą, artystów

i miejską bohemę. Żyło się tam trudniej (stąd w nazwie słowo Knog – harówka)

i nie zawsze bezpiecznie (stąd słowo Kniv – nóż). Jeśli ktoś zapuścił się

w ciemną ulicę, mógł zostać pobity albo obrabowany. Z czasem dzielnica stała

się trendy, czynsze i ceny mieszkań poszły w górę. Dawni mieszkańcy musieli

się wyprowadzić na przedmieścia, ich miejsce zajęli nowobogaccy – stąd ironiczna

nazwa „Homarowo” (przyp. tłum.).

15

je i wsuwa do portfela, który następnie wkłada do saszetki leżącej

w koszu wózka. Potem rusza bardzo powoli przed siebie i skręca za

róg w Bondegatan.

Vanja idzie za nim. Kiedy znajduje się już bliziutko, nagle

dzwoni jej telefon. Dźwięk dzwonka brzmi przeraźliwie głośno

wśród kamiennych domów na opustoszałej ulicy.

Niech to szlag! Mężczyzna zatrzymuje się, odwraca i patrzy na

nią. Vanja nie zważa na dzwoniący telefon. Dostrzega swoją szansę

i postanawia z niej skorzystać. Chwyta saszetkę i rzuca się do

ucieczki.

Nie słyszy słabych jęków mężczyzny, bo zagłusza je dzwonek

telefonu. Aparat milknie dopiero wtedy, gdy Vanja skręca za róg.

Wpada biegiem na Östgötagatan i widzi policyjny radiowóz.

Samochód stoi w odległości dziesięciu metrów od niej. Na

przednich siedzeniach widać zarys dwóch ludzkich sylwetek. Vanja

wie, że nie może teraz zawrócić ani tak po prostu przebiec koło

samochodu. Ma nadzieję, że nie pojawi się tamten mężczyzna

z wózkiem.

Zwalnia i jakby nigdy nic idzie w kierunku radiowozu.

Wołanie starego ucichło. Może uda jej się skręcić w następną

ulicę, zanim ten człowiek dowlecze się do skrzyżowania?

W tym momencie znowu dzwoni telefon. Vanja wyjmuje go

szybko z kieszeni i ścisza poziom dźwięku.

Nie zatrzymując się, idzie dalej.

Zostało jej już tylko kilka metrów. Skręca w lewo w najbliższą

przecznicę i znowu zaczyna biec. Jest teraz na ulicy Åsögatan, zaraz

dobiegnie do Götgatan.

Dopiero tuż przy zejściu do stacji metra Medborgarplatsen

zwalnia i idzie normalnym krokiem. Przez długą chwilę ma wrażenie,

że serce wyskoczy jej z piersi.

Czuje, że żyje.

Kiedy Maria dzwoni do niej trzeci raz, Vanja jedzie już metrem.

Na kolanach trzyma saszetkę, która jeszcze niedawno należała do

16

tamtego mężczyzny z wózkiem. Sięga po telefon, żeby odebrać, ale

rozmyśla się w ostatniej chwili.

Nie ma teraz ochoty na rozmowę. Maria bywa czasem taka

upierdliwa.

Przed przesiadką na stacji Slussen otwiera saszetkę i oprócz

siedmiu banknotów po pięćset koron znajduje opakowanie tabletek

od bólu głowy i podniszczony kalendarz.

Powoli przerzuca kartki.

Pod każdą datą są jakieś notatki. Dokładne spostrzeżenia na

temat pogody, a nawet – nie wiadomo po co – zapiski dotyczące

tirów, które przejeżdżały pod oknem domu mężczyzny.

Vanja czuje, że zaraz się rozpłacze, lecz chociaż w wagonie

oprócz niej prawie nikogo nie ma, powstrzymuje łzy. Płacz to prywatna

sprawa.

W jednym z lightboxów wisi plakat reklamowy zachwalający

produkty słynnej firmy kosmetycznej. Uśmiecha się z niego piękna

kobieta o białych zębach. Vanja patrzy na swoje odbicie w szybie.

Nieuczesane kruczoczarne włosy, sine kręgi pod oczami. Niektórzy

twierdzą, że jest ładna, ale ona i tak wie, że kłamią. Wyjmuje z kieszeni

długopis i przypomina sobie wpis, który czytała niedawno na

jakimś blogu.

„Nałóż na siebie tyle makijażu, żeby cię nie było widać, i nie

zapomnij o wargach sromowych!”, pisze w poprzek twarzy kobiety

z afisza. Potem dopisuje jeszcze: „Jeśli masz cellulit – pozbądź się

go!”.

Na stacji Zinkensdamm do wagonu wchodzi chłopak. Ma

zmęczoną twarz, w ręce trzyma plik ulotek. Jedną z nich kładzie

na siedzeniu obok Vanji i odchodzi do innych pasażerów.

Na ulotce jest zdjęcie dziecka i krótki tekst ze słowami „rak”

i „bieda”.

Vanja wyjmuje z saszetki sześć z siedmiu banknotów, kładzie

je na ulotce, następnie wstaje i rusza w stronę drzwi. Chłopak zauważa

dar, kiedy jej już nie ma w wagonie.

Przed zejściem do stacji Hornstull panuje kompletny chaos

spowodowany przebudową placu. Mimo protestów okolicznych

17

mieszkańców politycy zdecydowali, że Hornstull przejdzie lifting.

Przybrani rodzice Vanji należeli do grupy tych, którzy protestowali

najgłośniej. Próbowali powstrzymać zaplanowane prace, ale na

próżno. Teraz przy placu wznosi się nowa galeria handlowa, cała

ze szkła i betonu.

To jej dzielnica. Tutaj mieszka i tutaj umrze. Wkrótce, kiedy

przyjdzie przesyłka.

Saszetkę z pustym portfelem i tabletki przeciwbólowe wrzuca

do kontenera na odpady budowlane. Kalendarz sobie zostawia. Zabierze

go do Liljan i poprosi Aiman, żeby pomogła jej go oprawić.

Aiman to jej opiekunka. Tak nazywają kuratorów. Jest jedną

z niewielu osób, którym ufa. Aiman wie, czym jest życie poza nawiasem.

Jest w niej coś zagadkowego, co do niej przemawia.

Vanja wkłada obie dłonie do kieszeni i zaczyna czegoś szukać.

Znajduje długopis, ostatni banknot i ostatni papieros.

Skręca w lewo, wchodzi do sklepu sieci ICA, bierze kosz i zaczyna

się przechadzać między regałami. Kiedy kosz jest pełny, podchodzi

do kasy i ustawia się za mężczyzną w grubych okularach

i z kwaśną miną. Kładzie na taśmie przegródkę i zaczyna wyjmować

produkty z kosza. Potem sięga na półkę z papierosami, bierze

trzy paczki. Kładzie je na taśmę i chwyta się za głowę.

– No przecież... – mówi do siebie. – Jeszcze kawa.

Szybko wkłada zakupy z powrotem do kosza i idzie w głąb

sklepu. Zdejmuje kawę z półki, wsuwa papierosy do rękawa i wraca

do kasy.

– Zapomniałaś kawę? – pyta kasjerka.

Vanja robi ten numer po raz któryś z rzędu i dobrze wie, że

musi się grzecznie zachowywać, by znowu jej się udało.

Żebra uciskają jej płuca, każdy oddech to prawdziwa mordęga.

Czuje, że się spociła. Nie ukradła tych papierosów dlatego, że

jej nie stać na ich kupno albo że jest zbyt młoda. Chce tylko jeszcze

trochę pożyć.

Podczas gdy kasjerka nabija na kasę poszczególne artykuły,

Vanja pakuje je do reklamówki. Później zaczyna szukać po kieszeniach.

18

– Cholera – wzdycha, wyczuwając palcami banknot w kieszeni.

– Zostawiłam pieniądze w domu. Czy mogę tu zostawić reklamówkę

z zakupami? – pyta, wskazując miejsce koło kasjerki.

– Wracam za pięć minut.

Kasjerka uśmiecha się ze zrozumieniem.

– Proszę mi ją dać.

– Bardzo dziękuję – mówi Vanja i szybko wychodzi ze sklepu.

Na ulicy widzi znajomego chłopaka, ale nie może sobie przypomnieć

jego imienia. Chłopak udaje, że jej nie zauważa, lecz ona

nie daje się oszukać. Sposób, w jaki odwraca głowę w drugą stronę,

nie zwiedzie jej.

W szkole chodzili do równoległych klas. W dziewiątej poszła

z nim do łóżka, bo zrobiło jej się go żal. Jeśli ktoś ma piętnaście

lat, nie powinien być ani dziewicą, ani prawiczkiem. Musiała go

nawet namawiać, bo na jej propozycję zareagował dość nerwowo.

Tego samego dnia wieczorem napisał o niej na Facebooku, że jest

kurwą.

Vanja zatrzymuje się, obserwuje, jak chłopak idzie pewnym siebie

krokiem, a potem odwraca się od niego i wchodzi do budynku.

Jej rodzina wynajmuje czteropokojowe mieszkanie na ostatnim

piętrze. Niedawno było remontowane. Zastanawia się, dlaczego

ktoś płaci Edith za jej introwertyczne książki, a Paulowi, który

jest dziennikarzem śledczym, za te jego reportaże. Oboje angażują

się w sprawy społeczne, ale ona uważa, że zależy im tylko na sobie.

To para egocentryków. Twierdzą, że bliskie im są ideały lewicowe,

lecz w mieszkaniu mają kryształowe żyrandole. Każdy kosztował

dwadzieścia pięć tysięcy koron, jednakże kupili je „na firmę”. Teoria

i gadanina, zero praktyki.

Wszystko to kłamstwo.

Kiedy wchodzi do przedpokoju, słyszy głosy dobiegające

z kuchni. Jeden należy do Holgera Sandströma. Domyśla się, że

Holger przyniósł pieniądze. Robi to co jakiś czas. Pożycza jej rodzicom

kilka tysięcy koron, gdy stoją cienko z kasą i pisanie kiepsko

im idzie. Holger ma prawie siedemdziesiąt lat, ale nadal pracuje

i dobrze zarabia.

19

Cztery lata temu, gdy Edith i Paul wyjechali na wakacje, Vanja

przez dwa tygodnie u niego mieszkała. Był dla niej miły, zabrał ją

do Skansenu i Zielonego Gaju. To był naprawdę przyjemny czas.

– Co słychać u Vanji? – pyta Holger. Chyba nikt nie słyszał,

że wróciła do domu. – Nastąpiła jakaś poprawa? Lepiej się z nią

dogadujecie?

– Chodzi do Liljan razem z Marią. To jej najlepsza koleżanka

– odpowiada Edith. – Niewiele nam o sobie mówi, ale w szkole

idzie jej chyba dobrze...

– Bzdury – przerywa jej Paul. – Dziewczyna jest leniwa. Leniwa,

choć niegłupia. Zbyt mało przebojowa. Przy życiu trzyma ją

tylko muzyka i makaron.

Holger wybucha śmiechem.

– To prawda. Teraz będziecie mogli sobie pozwolić na trochę

więcej – mówi i robi krótką przerwę. – Pod warunkiem, że to będą

makarony do szybkiego gotowania.

– Zwrócimy ci wszystko co do grosza, gdy ukaże się nasza

książka – odpowiada suchym tonem Edith.

Vanja dochodzi w końcu do wniosku, że podsłuchiwanie to

brzydka rzecz. Ostrożnie otwiera wejściowe drzwi, a potem zamyka

je z trzaskiem.

– Wreszcie wróciła – mówi Paul.

Vanja słyszy, jak jej przybrany ojciec odkłada sztućce.

Cała trójka siedzi przy stole. Edith pali cygaretkę, Paul zapala

papierosa mentolowego.

W mieszkaniu palą tylko ludzie z niskich klas i elita, myśli

Vanja. Pewnie chcą w ten sposób pokazać, że nie są przeciętnymi

Svenssonami.

– Jedzenie zupełnie wystygło – mówi Paul.

Vanja widzi, jak żyła na jego łysej czaszce robi się coraz grubsza.

Musi być niezadowolony.

– Poszłam na zakupy, ale gdzieś zapodziałam kartę, a że nie

miałam gotówki, więc...

– Mogę zejść coś kupić – przerywa jej Edith, gasząc cygaretkę.

– I tak muszę rozprostować nogi.

20

– Nie ma takiej potrzeby – protestuje Paul. – Sam pójdę, ale

przysięgam, że robię to ostatni raz.

Po tych słowach wstaje od stołu, zerka zmęczonym wzrokiem

na Holgera i wychodzi do przedpokoju. Edith patrzy na Vanję

i próbuje się do niej uśmiechać. Ma ostre rysy twarzy i ciemne oczy,

przez co wygląda na złośliwe babsko, chociaż wcale taka nie jest.

Maria mówi, że Edith jest ładna, lecz zdaniem Vanji przypomina

czarownicę. Ma popielate proste włosy do ramion.

– Dlaczego się spóźniłaś?

– Poszłam się przejść – odpowiada Vanja. Wzrusza ramionami,

odwraca się i idzie do swojego pokoju. Na wszelki wypadek

zamyka drzwi na klucz.

Z okna widać ośrodek dla trudnej młodzieży. Stoi na drugim

brzegu kanału, nazywają go Liljan. Jaki ten świat mały.

Pochyla się, wyciąga spod łóżka pudło. Unosi pokrywę i wyjmuje

leżące na samej górze kartki z życzeniami, listy od koleżanek

i dawne pamiątki z dzieciństwa: dwa dzwonki, kilka srebrnych

ozdób, broszkę ze szczerego złota, trzy telefony komórkowe i trochę

drobiazgów, które ukradła przy różnych okazjach. Sama nie

wie, dlaczego to zrobiła. W pudle jest też prawie dwa tysiące koron

w gotówce. Banknoty są spięte spinaczem biurowym. Vanja dołącza

do nich banknot, który ukradła starszemu mężczyźnie, przykrywa

pudło i wsuwa je z powrotem pod łóżko.

Podchodzi do regału i zdejmuje z niego swój pamiętnik wciśnięty

między dwie książki o Harrym Potterze. Dostała je od Holgera

na trzynaste i czternaste urodziny. Litery tańczyły jej przed

oczami, mimo to przeczytała je.

Teraz już wie, że cierpi na dysleksję, ale dawniej myślała, że

jest nienormalna. Dopiero Aiman jej wyjaśniła, że Agatha Christie

i Hemingway też byli dyslektykami, a pisanie to umiejętność opowiadania

o czymś.

Siada na podłodze, podłącza słuchawki do komputera i opiera

się o łóżko. Otwiera pamiętnik i zaczyna pisać. Nie dlatego, że

Aiman ją do tego namawiała. Po prostu naszła ją taka ochota. Poza

tym obiecała Marii, że to zrobi.

21

Co zrobić, jeśli ktoś nie ma snów?

Głód pomaga jej wyrazić to, co czuje. Ma nadzieję, że kaseta

wkrótce nadejdzie. Stanie wtedy przed koniecznością dokonania

konkretnego wyboru.

Żyć albo umrzeć.

 

 

Newsletter

Newsletter
Zapisz Wypisz

Płatności

Kanały płatności

Księgarnia Internetowa Fraktalla akceptuje płatności: